sobota, 3 października 2015

Rozdział 10

Przetarłam leniwie oczy, słysząc mój alarm w telefonie. Wyłączyłam go i położyłam się jeszcze na chwilę. Patrzyłam w sufit tępym wzrokiem, nie wiedząc co mam teraz robić. Postanowiłam wstać i iść do łazienki. Umyłam zęby, spięłam włosy w kucyk z tyłu głowy i puściłam dwa pasma włosów na twarz. Ubrałam się w sukienkę w czerwone kwiaty i nasunęłam na stopy czarne baleriny. Spakowałam do torby portfel, telefon i kartę od pokoju, nie miałam nic specjalnego. Rozglądnęłam się po pokoju i zauważyłam kilka czerwonych płatków róż, leżących na podłodze. Uśmiechnęłam się na ich widok, ale niestety musiałam je wyrzucić. Wzięłam je i wyszłam na balkon, spojrzałam na widok, a później na płatki róż. Zamieszkać tutaj to byłby szczyt moich marzeń. Roztwarłam dłonie, a płatki zleciały w dół, tworząc przy tym wspaniały efekt. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i nagle zauważyłam Ryana. Podszedł do mnie i zakomunikował:
- Idziemy, natychmiast. - złapał mnie mocno za rękę, a ja starałam się ukrywać fakt, że użył za dużo siły i poszłam za nim.
- Możesz już mnie puścić? Nie mam siedmiu lat. - burknęłam.
- Nie odzywaj się tak do mnie. - zjechał mnie wzrokiem.
Wsiadłam do tego samego pojazdu, w którym już siedział Ryan.
- Nie jestem gotowa na ślub. - mruknęłam cicho, patrząc na swoje palce.
- A kto Cię będzie skarbie utrzymywał? - czułam, że na mnie patrzy.
- Nie mówię o zrywaniu zaręczyn.
- Ah tak? Wydaje mi się, że tylko po to pisałaś tę pieprzoną książkę. - warknął.
- Nie mów tak! - spojrzałam na niego i po chwili poczułam pieczenie policzka.
- Nie będziesz do mnie pyskowała, a ja mogę mówić co mi się tylko podoba, zrozumiane? - widziałam w jego oczach zdenerwowanie, które ostatni raz widniało, gdy sam bronił mnie przed jakimiś mężczyznami w klubie. Wyszliśmy razem, bo okropnie się nam nudziło, wtedy jeszcze mnie kochał. Tańczyliśmy. Było dwóch natarczywych mężczyzn, którzy koniecznie chcieli się ze mną zapoznać. Niestety Ryan wyciągnął dwóch na zewnątrz i nie było zbyt ciekawie. Jeden jak i drugi uciekali z krwawiącymi nosami. Byłam w kompletnym szoku.
- Ty świnio. - zacisnęłam zęby.
- Czyli się rozumiemy. Dziękuję. - odpalił samochód i ruszył z piskiem opon.
Siedziałam cicho, patrząc przez okno na wszystkich tych zadowolonych ludzi, jedni szli na plażę, inni biegali, jeszcze inni byli na spacerze z psami, a ja musiałam gnić tu z tym dupkiem. Czułam, że moje oczy są bardziej wilgotne niż zawsze, ale nie pozwolę wypłynąć łzom. Nie dam mu tej satysfakcji. Boże, tak bardzo go nienawidzę. Czy mogę wydrapać mu oczy, proszę? Jasne, a później czekaj aż on zgniecie Cię z ziemią. Boję się go. Wyrządził mi dużo krzywdy przez kilka dni, a co mówić o reszcie życia. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że mnie uderzył...
- Wysiadaj. - rzucił sucho, a ja zauważyłam, że stoimy na parkingu.
Spojrzałam na budynek przede mną. Był dość wysoki. Weszliśmy do środka i pojechaliśmy na piąte piętro. Gdy wyszłam z windy zobaczyłam przeróżne suknie ślubne. Z falbankami, koronkami, proste, rozkloszowane, różne. Mimo wszystko nadal nie chciałam tu być. Spojrzałam na Ryana, a on już szedł do mnie z blondynką w schludnym stroju, jak mniemam będzie pomagała wybierać suknię. Stałam cicho patrząc na nią.
- To może zaczniemy od czegoś dopasowanego do ciała.
Podała mi sukienkę całą koronkową, tyle, że pomiędzy koronkami był cielisty materiał. Poszłam do przymierzalni i założyłam ją na siebie po czym wyszłam.
- Ona jest za chuda do takich sukienek. - powiedział Ryan, a ona skinęła głową.
Następna była obcisła na piersiach i sięgała mi do kolana.
- Jak dzieciaczek. Na pewno nie.
Przymierzyłam więc kolejną, tym razem długą do ziemi. Okręciłam się wokół własnej osi i spojrzałam na siebie w lustrze. Zdecydowanie chciałabym zobaczyć siebie w takiej sukni przed ołtarzem, ale z Justinem u boku. Spojrzałam na Ryana.
- Ta chyba jest najlepsza.
- Tak, ale można prosić inny wzór? - spojrzał na kobietę.
Musiałam mierzyć chyba wszystko, a i tak wróciliśmy do tej pierwszej. Gratuluję.
Po wyjściu z budynku Ryan stwierdził, że ma ochotę na kawę. Ja odmówiłam, nienawidzę kawy. Mam dość całej tej sytuacji. Chcę stąd uciec. Pojechaliśmy wybierać Ryanowi garnitur. Wybraliśmy czarny i krawat w kolorze pudrowym, gdyż miałam mieć takie dodatki i bukiecik. Tak naprawdę wszystko mamy gotowe. Chyba.
- Teraz zajedziemy załatwić księdza i salę. - spojrzał na mnie, a ja cicho przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
Ksiądz przyjął nas z uśmiechem, wszystko załatwione. Piękny kościółek. Cholernie się boje, że do tego wszystkiego dojdzie. Naprawdę muszę działać.
Ciekawe co robi Justin, mam nadzieję, że się o mnie nie martwi. Chcę wyjechać z nim na drugi koniec świata. Jedyne o co błagam. Wszystko, prócz spędzenia reszty życia z Ryanem.
- O czym Ty tak, cholera, cały czas myślisz? - spojrzał na mnie gdy jechaliśmy samochodem do jakiejś restauracji.
Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc co odpowiedzieć. Poczułam gorącą dłoń wysoko na moim udzie i spojrzałam na to.
- Przestań. - szepnęłam i zamknęłam oczy.
- Kwestia kilku dni. - ścisnął mocno moje udo i wjechał dłonią bardziej do mojej kobiecości, a ja zacisnęłam nogi.
- Przestań! - wrzasnęłam i zaczęłam szarpać jego rękę. Zabrał ją i tylko się do mnie szyderczo uśmiechnął. Taki uśmiech jeszcze nigdy nie widniał na jego twarzy. Widziałam w jego oczach iskry, dosłownie. Proszę, zabierzcie mnie z tego pojazdu.
Po jakimś czasie sala była już załatwiona. Ryan stwierdził, że jest głodny, więc zajechaliśmy gdzieś, by zjeść, to znaczy... On jadł, a ja musiałam to w siebie wpychać, bo on chciał, żebym zjadła. Mówił, że jestem za chuda, że jestem jak wieszak. Ubrania na mnie wiszą. Ciekawe skąd wzięła się ta zmiana. Ja chcę już wrócić do pokoju. Jedyne miejsce, w którym czuję się bezpiecznie.
- A teraz chwila relaksu, kochanie. - w tym momencie Ryan podjechał pod budynek z dużym napisem SPA.
Byłam zaskoczona. Gdy wchodziliśmy do budynku, Ryan objął mnie ramieniem. Zamknęłam na chwilę oczy, by się przypadkiem nie rozpłakać.
- Idziemy na masaż. - szepnął mi do ucha, a ja tylko delikatnie skinęłam głową.
Leżałam już, a osoba, która miała robić mi masaż, już smarowała moje plecy olejkiem. - Ale Pani spięta... - usłyszałam głęboki, kobiecy głos. - Przed ślubem, hm?
- Powiedzmy. - nerwowo się zaśmiałam.
Nastała cisza, przyjemny masaż, miałam chwilę tylko dla siebie, skupiłam się tylko i wyłącznie na własnej przyjemności. Wyszło mi to na dobre lecz nie na długo.
Po skończonym masażu poszłam pod gorący prysznic. Piana spływała po całym moim ciele, gdy nagle poczułam silne dłonie na biodrach i ciężki oddech na swojej szyi.
- Jesteś taka gorąca. - usłyszałam głos Ryana.
- Ponoć wyglądam jak wieszak. Przestań. - powiedziałam stanowczo, nie oddając się jego dotykowi.
Zignorował mnie i kontynuował. Zaczął zagryzać moją skórę i zaciskać coraz bardziej dłonie na moich biodrach. Próbowałam się odsunąć, ale przycisnął mnie do ściany, obracając mnie przy tym w jego stronę. Widziałam pożądanie w jego oczach, zaczęłam go odpychać i krzyczeć, ale przycisnął mocno swoje usta do moich, momentalnie poczułam łzy w oczach. Zaczął się o mnie ocierać, a ja czułam jego twardniejącą długość. Odwróciłam głowę i zaczęłam krzyczeć, ale przyłożył dłoń do moich ust.
- Cicho skarbie, chyba nie chcesz, żebym zrobił to aż tak brutalnie. - warknął mi do ucha.
Zacisnęłam oczy, czując jak we mnie wchodzi, wcześniej podnosząc mnie i mocniej przyciskając do ściany. Wbiłam zęby w wargę gdy się we mnie poruszał. Nie wierzę, że się do tego posunął. Łzy spływały po moich policzkach, a ja mocno wbijałam paznokcie w jego ramiona, chcąc go tym zranić. Chwilę później opadł na mnie, szybko oddychając. Stanęłam na chłodnych kafelkach i wyrwałam się z jego objęć, po czym uciekłam do toalety, by się jak najszybciej wytrzeć i ubrać. Miałam dość tego dnia. Justin, zabierz mnie stąd.
Gdy się już ubrałam, zabrałam swoje rzeczy i niezauważalnie uciekłam z budynku. Złapałam taksówkę i wróciłam do hotelu. Zapłaciłam mężczyźnie, który mnie podwiózł i ruszyłam do windy. Po drodze spotkałam Justina.
- Hej skarbie, jesteś sama? - uśmiechnął się, widząc mnie.
- Tak, Ryan mnie podwiózł i jeszcze gdzieś na chwilę pojechał. - wymusiłam uśmiech.
- Coś się stało? - spytał, rozglądając się.
- Prócz dobiegającego ślubu? Nie. Muszę działać Justin. - zamknęłam oczy. - Kiedy kończysz?
Justin spojrzał na zegarek, a później na mnie.
- W sumie to już. Idź do siebie. Niedługo przyjdę, dobrze? - posłał mi delikatny uśmiech.
- Dobrze. - skinęłam głową. - Weź nam dwie herbaty.
- Jakie?
- Zieloną poproszę.
- Nie ma sprawy. - puścił mi oczko i poszedł przed siebie.
Wsiadłam do windy i już jechałam na górę. Nie powiem Justinowi. Nie mogę. Nie dzisiaj.
Weszłam do swojego pokoju, rzuciłam torebkę na krzesło i zdjęłam buty. Załamana usiadłam na łóżku, ale wiedziałam, że nie mogę się rozpłakać. Nie spędzę z Ryanem reszty swojego życia. Nienawidzę go tak bardzo. Rozejrzałam się po pokoju, szukając chusteczek, gdyż nie mogłam powstrzymać łez. Wysmarkałam nosek i inną chusteczką wytarłam oczy.
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc otworzyłam i odetchnęłam, gdy zobaczyłam Justina. Miał na małym wózku dwie filiżanki i dzbanek herbaty. Od razu się w niego wtuliłam. Objął mnie i zaczął gładzić moje włosy.
- Boję się go Justin. Musimy coś wymyślić. - szepnęłam.
- Spokojnie kochanie, zrobimy to. - objął mnie mocniej, a ja na niego spojrzałam i uśmiechnęłam się delikatnie ze łzami w oczach, Justin widząc to, pocałował mnie w czoło. - Nie płacz. - szepnął. - Chodź wypijemy herbatę.
- Dobrze. - mruknęłam cicho.
Spędziliśmy razem miły wieczór lecz Ryan musiał nam przerwać, bo jego numer pokazał się na wyświetlaczu mojego telefonu. Nie odebrałam. Po chwili napisałam mu sms’a.


Do ‘Ryan’:
Przepraszam, spałam, stało się coś?


Od ‘Ryan’:
Chciałem Ci powiedzieć, że nikt nie może się o tym wiedzieć, a tym bardziej moi rodzice, zrozumiane?

Do ‘Ryan’:
Wiem to, Ryan.


Od ‘Ryan’:
Idź spać.


Do ‘Ryan’:
Dobranoc.


- Chodźmy spać, hm? - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Też tak uważam. Chodźmy.
Rozebrałam się do bielizny i ułożyłam się wygodnie łóżku.
- Dobranoc kochanie. Kocham Cię. - szepnął Justin, obejmując mnie od tyłu.
- Ja Ciebie też. - mruknęłam cichutko.
Leżałam w jego ramionach jeszcze długi czas, nie mogąc zasnąć. Zastanawiałam się nad całą tą sprawą i stwierdziłam, że muszę w końcu iść spać. Obróciłam się przodem w stronę Justina i wtuliłam się w niego mocno, zamykając oczy.
- Chcę spędzić z Tobą resztę mojego życia. - szepnęłam, spokojnie oddychając.

~*~
Kocham Was xx
Do następnego x

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 9

- Nie mogę chodzić! – jęknęłam, siedząc na łóżku, gdy Justin był w łazience.
- Mogę Cię ponosić! – zaśmiał się i wyszedł owinięty ręcznikiem w biodrach.
- A zostaniesz ze mną cały dzień w łóżku? – wydęłam dolną wargę i zrobiłam maślane oczy.
- Mam dziś wolne. – pomachał zabawnie brwiami, na co się szeroko uśmiechnęłam.
Spędziliśmy dzień na leniuchowaniu i oglądaniu filmów. Nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi, więc Justin szybkim krokiem wybrał się na balkon. Podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam i ujrzałam Ryana.
- Witaj skarbie. Mam świetną wiadomość. – uśmiechnął się rozpromieniony.
- No słucham. – uśmiechnęłam się lekko.
- W sobotę bierzemy ślub. – wyrzucił ręce w powietrze wielce zadowolony z siebie.
- Ale, że w tym tygodniu? – spytałam. – Ja.. nie jestem gotowa.
- Przestań, będzie świetnie. W piątek przyjeżdżają rodzice. – stałam otępiała, patrząc na niego.
- Ale to już tak na sto procent? – szepnęłam.
- Nawet na dwieście. – zaśmiał się. – Jutro pojedziemy wybrać suknię ślubną i garnitur.
- A czy to konieczne? – rzuciłam bez namysłu.
- Oczywiście, że tak głuptasku. – złapał moje policzki. – Już niedługo będziemy razem i będziesz cała moja. – powiedział przez zęby, mocniej ściskając policzki.
- Ryan, puść mnie. – mruknęłam, usiłując zabrać jego silne dłonie z mojej twarzy.
- Do jutra skarbie. – puścił mi oczko i wyszedł z pokoju.
Zamknęłam za nim drzwi, nadal będąc w szoku. Nie wierzyłam w to, co przed chwilą powiedział. Ja nie jestem gotowa.. nie chcę. Nie z nim. Kocham Justina. Tylko jego.
Podeszłam do drzwi balkonowych i wyszłam na zewnątrz.
- Coś się stało? – podszedł do mnie i objął ramieniem.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach i powiedziałam:
- W sobotę mam brać ślub. – szepnęłam, a on zesztywniał i się lekko odsunął. – Bałam się, że mnie uderzy. Ścisnął moje policzki i wycedził przez zęby, że wtedy będę jego. On chce tylko jednego, Justin. A Ty się w takim momencie ode mnie odsuwasz, gdy potrzebuję Cię najbardziej! – lekko uniosłam głos i pobiegłam do łazienki.
Co ja mam teraz zrobić? Jestem w rozsypce. Mam tylko kilka dni... Tak bardzo boję się Ryana… Kilka łez spłynęło po moim policzku. Nie mogę na to pozwolić. Przecież on mnie zabije. Mnie i Justina. Jak zerwę zaręczyny to mnie zmusi, albo zgwałci. A ja tylko chcę być szczęśliwa.
- Skarbie, proszę otwórz drzwi. - usłyszałam głos Justina zza drzwi.
- Nie. - mruknęłam pod nosem.
- Marina, nie denerwuj mnie, tylko otwórz te drzwi. - powiedział głośniej.
Wstałam powoli i otworzyłam drzwi.
- Chodź tu do mnie. - od razu wziął mnie w ramiona. - Nigdy nie chciałem Cię zostawić, rozumiesz? Służę Ci pomocą nawet w tych najgorszych chwilach.
- Dziękuję. - szepnęłam.
- Nie masz za co dziękować. Taka moja rola. - pocałował mnie w czubek głowy.
- Ja po prostu chcę, żeby było dobrze.
- Będzie. - mruknął, jakby to była obietnica.

***

- Porozmawiam z nim. - powiedziałam do Justina, idąc przez plażę.
- Dobrze. - skinął głową. - Ale uważaj na siebie, dobrze? Jedna wiadomość i jestem obok.
- Okay. Dziękuję Ci za wszystko. - stanęłam na chwilę i spojrzałam na niego.
- Naprawdę nie masz za co. - objął mnie ramionami, oddając mi swoje ciepło. Był tak wspaniały, opiekuńczy, dawał mi tak wiele nawet jednym gestem. - Chodź, odprowadzę Cię.
***

Po wieczornym prysznicu położyłam się do łóżka. Przykryłam się szczelnie kołdrą i zwinęłam się w kłębek. Nie mam pojęcia co mam myśleć o tej sprawie, to jest jak: w głowie masz pustkę, ale jednakowo mętlik. Ohydne. Najwspanialsze jest, że moje uczucie do Justina znów rozkwitło i to z wzajemnością, jednak nadal boję się Ryana. On z pewnością już mnie nie kocha, a zależy mu tylko na jednym. Zdziwi się jak dowie się, że już nie jestem dziewicą. On z pewnością nie jest prawiczkiem. Dawno nie widziałam rodziców Justina, ciekawe co z nimi, chciałabym ich zobaczyć. Chcę go tutaj obok, ale wiem, że nie mogę. Oh, moment. Ustawię budzik w telefonie, bo nie chcę, żeby Ryan nagle wparował mi do pokoju, wolę być ubrana i przygotowana. Chwyciłam za telefon i o mój Boże moje oczy. Szybko ustawiłam budzik na dziewiątą rano i spojrzałam na godzinę. Druga. Naprawdę długo już leżę, to niewiarygodne, że w tym złym okresie czas tak szybko leci, w tym najbardziej stresującym momencie życia. Może posłucham muzyki? Może przy tym zasnę? Weszłam więc w moją playlistę, ale nie znalazłam nic spokojnego przy czym mogłabym zasnąć. Moment.. mam. Elliott Smith - Between the bars. Uwielbiam ją, ta piosenka jest ze mną już przez pięć lat. Mogłabym słuchać jej w kółko przez całą wieczność. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, puściłam jedną piosenkę w kółko cicho na głośniku. Przez tego faceta stanowczo zachciało mi się alkoholu, ale nie o tym teraz powinnam myśleć. Ale tylko spójrz, w pewnym sensie wali Ci się życie, nie wiesz co masz robić, bo tak naprawdę jesteś przekonana, że czy tak czy siak dotknie Cię coś złego.
Wierzę w to, że kiedyś będzie dobrze.
Musi być, prawda?




~*~
Księżniczki przepraszam Was za taki odstęp czasu, musicie mi wybaczyć. Postaram się Wam to wynagrodzić w najbliższym czasie. + przepraszam za tak krótki rozdział. Patrząc na aktywność, widzę, że ktoś cały czas sprawdza. Dziękuję Ci, kochanie. Do następnego xx

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 8

*OCZAMI MARINY*

Siedziałam pod drzwiami mojego pokoju, gdyż kochany Ryan zabrał kartę do siebie, a ja nie mam zamiaru go budzić, bo przez cały dzień będzie marudził. Justin musiał już iść do pracy, więc musiałam wracać do siebie. Cholernie zdziwiło mnie to, że mieszka w kanciapie, ale wnętrze wtrąciło mnie w podziw. Było tam pięknie, mimo tego, że to małe pomieszczenie. Najbardziej zadowoliło mnie to, iż obudziłam się w jego ramionach. Jest silny. Może nie tak jak Ryan, który od małego ćwiczy boks, ale imponuje mi taka sylwetka jak Justina.
Po niedługim czasie, stwierdziłam, że zejdę na dół na kawę. I jak też pomyślałam, to i zrobiłam. Usiadłam przy stoliku, mając cały czas przy sobie laptopa i zamówiłam małą czarną, bardziej na pobudzenie. Domyślam się, że wyglądałam jak Potwór z Jeziora Loch Ness. Często mawiam na siebie Nessie, gdy wiem, że wyglądam źle. Także ja, jako Nessie, wypiłam kawę w wolnym tempie, przy okazji pisząc na końcówce baterii moją książkę. Była to powieść romantyczna, opowiadająca o dwójce znajomych, którzy spotkali się po latach, a między nimi rozwinęła się piękna, romantyczna miłość.
O nie.. To Ryan. Jakim cudem wstał tak szybko? Spiorunował mnie wzorkiem i ruszył energicznie w moją stronę.
- Gdzie Ty cholera byłaś całą noc?! – uniósł głos na samym wstępie.
- Ryan, nie rób awantury. – mruknęłam, chcąc go uspokoić.
- Mogłaś chociaż zadzwonić, napisać. – wyrzucił ręce w powietrze.
Masz rację. Halo? Ryan? Dzwonię, by powiedzieć Ci, że dzisiaj zostaję na noc u miłości mojego życia, którą znałam tak naprawdę jeszcze przed moją amnezją.
- Przepraszam. – spuściłam głowę.
- Idziemy na górę. – złapał mnie za rękę, ciągnąc do siebie.
- Ale Ryan... mój laptop. – pokazałam na niego, na co jęknął niezadowolony i spojrzał na Justina, który właśnie przechodził przez kawiarenkę.
- Justin, mógłbyś zabrać tą kawę? Tu napiwek. – rzucił pięćdziesiąt dolarów, na co ja zmarszczyłam brwi.
Szatyn wziął filiżankę i nagle potknął się, wylewając kawę na otwartego laptopa, przez co ja wrzasnęłam jak opętana.

*OCZAMI RYANA*

Podłożyłem biednemu Justinkowi nogę, który stracił równowagę i uwaga, moje małe marzenie się spełniło, wylał kawę na laptopa Mariny.
- Jak mogłeś?! – wrzasnęła Marina, patrząc na chłopaka.
- Ja-ja przepraszam... potknąłem się, to niechcący. – zaczął się jąkać.
- Nie obchodzi mnie to! Całą książka poszła się walić! – złapała za chusteczki i zaczęła go wycierać, a ja, żeby nie wzbudzać żadnych podejrzeń, pomogłem jej. Mój plan się powiódł.
Zaraz niestety, będę musiał zostawić ją samą, bo chcę załatwić nam księdza i wszystko co potrzebne to sobotniego ślubu, o którym, jak na razie, Marina nic nie wie. Powiem jej po fakcie, taka niespodzianka.

*OCZAMI MARINY*

Siedziałam w swoim pokoju, załamana, że zepsuł mi się laptop, a co najlepsze, już jest po mojej książce. Nawet nie ujrzała światła dziennego, a już poległa. Może uda się ją uratować? Może zaniosę dysk do jakiegoś informatyka i okaże się, że jednak się uda?
Podskoczyłam, gdy usłyszałam, że ktoś puka w drzwi balkonowe i poczułam złość, gdy zobaczyłam Justina. Podeszłam do okien i zasłoniłam rolety, ale on nadal pukał. Nie mogąc wytrzymać, otworzyłam drzwi.
- Czego? – spytałam obojętnie.
- Marina, błagam Cię, nie bądź zła. To było niechcący, potknąłem się, nawet nie wiem o co. Proszę, odkupię Ci laptopa, postaram się, żeby odzyskać zapis, błagam, wybacz mi. – złapał moje dłonie i spojrzał mi w oczy.
- Justin cholera, to była jedyna droga mojego usamodzielnienia się. Jestem cały czas pod skrzydłami Ryana. – mruknęłam.
- Zrobię wszystko, żeby zarabiać więcej na nas oboje. Wszystko, rozumiesz? – objął mnie ramionami, a ja się w niego wtuliłam.
- Zrobię co się da. – szepnęłam.
- Dziękuję. – odszepnął.
- Kocham Cię. – mruknęłam cicho w jego klatkę piersiową.
- Ja Ciebie też skarbie. – pocałował czubek mojej głowy i trzymał mnie cały czas w ramionach.
Tak mi było dobrze. Nawet wspaniale. Czułam, że chcę jego, nie Ryana, ale nie umiem powiedzieć tego temu drugiemu.
- Justin, zrobisz to ze mną? – spojrzałam na niego.
- Co zrobię? – spytał głupio.
- Mój pierwszy raz. – szepnęłam. – Boję się, że Ryan mi coś zrobi... A ja chcę mieć pierwszy raz z Tobą.
- Skarbie ja... nie wiem czy mogę. – wziął moją twarz w dłonie.
- Jeżeli Ci pozwalam, a raczej nalegam, to chyba możesz. – mruknęłam.
- Nie jestem przygotowany... nie jest pięknie. – rozejrzał się.
- To mam pomysł. Wezmę długą kąpiel, dobrze? – uśmiechnęłam się łagodnie, a on skinął głową.
- Idź się kąpać. – pocałował mnie w czoło i wybiegł z pokoju przez balkon.
Zaśmiałam się do siebie i poszłam wziąć długą, odprężającą kąpiel.
Ciekawe co przygotuje...  Słyszałam krzątanie się po pokoju. Siedzę już w tej wannie tak długo, że mam pomarszczone palce. Ogoliłam się, przygotowałam, mam nawet ładną bieliznę, którą nałożę, gdy tylko wytrę się ręcznikiem.
Wysuszyłam włosy, nie wiem po co, ale zrobiłam delikatny makijaż, po prostu chciałam wyglądać ładnie i już wcześniej ubrałam się w moją śliczną koronkową bieliznę. Nałożyłam na to prześwitującą halkę czarnego koloru.

Usłyszałam pukanie do drzwi i jego głos.
- Kochanie wszystko gotowe. Mogę do Ciebie wejść? – spytał, a ja otworzyłam mu drzwi. – Chodź tu. – przyciągnął mnie do siebie i musnął moje usta. Pięknie pachniał. – A teraz muszę zakryć Ci oczka. – szepnął i odwrócił mnie tyłem.
Wyprowadził mnie z pokoju ze swoimi dłońmi na moich oczach. Zabrał dłonie.
- Już mogę? – szepnęłam.
- Możesz.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na wszystko w szoku. Było tak pięknie. Płatki róż. Na lampach czerwony materiał, żeby był lepszy klimat i cicha melodia rozchodząca się po całym pokoju. W sam raz, aby opisać to w książce. Ale nie skupiajmy się na tym teraz. Tylko na tym co stanie się za chwilę.
- Jest pięknie. – spojrzałam na Justina.
- Też jesteś piękna. –powiedział z uśmiechem i pchnął mnie na łóżko, a ja podniosłam się na łokciach i spojrzałam na niego. – Tak cholernie piękna.
Nachylił się nade mną i zaczął całować moje usta, a ja oddawałam pocałunki. Robił to powoli i z uczuciem, jakby nie chciał mnie skrzywdzić. Po chwili zszedł z pocałunkami na szczękę, jadąc powoli na szyję. Całował delikatnie, używając przy tym języka. Chwilę później zdjął moją halkę i czułam jakby pisał hieroglify językiem na moim ciele. Na każdym milimetrze mojego ciała. Wiłam się pod nim, czując coraz większe podniecenie. Moja kobiecość pulsowała coraz mocniej, nie mogłam tego powstrzymać. On mógł. Czułam jego pocałunki pomiędzy moimi nogami. Na udach. Spojrzałam tam i dopiero ujrzałam, że nie mam bielizny. Pieścił całe moje ciało. Złożył pocałunek na mojej kobiecości, a ja głośniej jęknęłam. Całował ją przez chwilę i spojrzał mi w oczy, sięgnął po prezerwatywę, która leżała na szafce nocnej i nałożył ją na siebie, wcześniej zdejmując bokserki.
- Muszę Ci się przyznać… - szepnął. – To również mój pierwszy raz.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił gest. Pocałował jeszcze raz moje usta. – Jesteś gotowa?
- Jak najbardziej. – szepnęłam i spojrzałam mu w oczy, a on wszedł, powoli, żeby nie bolało, jednak ja cicho jęczałam z bólu.
Zatrzymał się i czekał, aż przyzwyczaję się do jego rozmiaru. Jęknął, znów się we mnie poruszając, domyślam się, że byłam bardzo ciasna. Zaczął poruszać biodrami, całując moje usta. Robił to powoli, przyzwyczajaliśmy się oboje, rozluźniłam swoje mięśnie, żeby tylko nie zauważyć krwi po naszym stosunku. Zaciskałam paznokcie na kołdrze, lecz on wziął moje dłonie i umieścił sobie na plecach.
- Drap ile wlezie. – szepnął z uśmiechem.
Zastosowałam się do jego słów i drapałam jego skórę. Poruszałam się lekko pod nim, czując coraz większą przyjemność. Zaczął szybciej ruszać biodrami, gdyż czułam, że się już na nim zaciskam. Był delikatny, ale wykonywał wszystko to co musi, tak jak należy. Zacisnęłam bardziej paznokcie na jego plecach i wypuściłam soki. Justin zrobił jeszcze jeden ruch i opadł na mnie, ciężko oddychając. Słyszałam tylko nasze nierówne oddechy, muzyka rozpłynęła się w tle. Było idealnie, prócz tego, że mam jeszcze na głowie Ryana. Muszę coś z tym zrobić, inaczej nie wytrzymam psychicznie. Kocham Justina i tylko jego.
- Kocham Cię. – szepnęłam ciężko.
- Ja Ciebie też kochanie, mocno. – odpowiedział mi i położył się obok, po czym wziął mnie w ramiona. – Dasz radę zasnąć?
- Mam nadzieję. – mruknęłam cicho i zamknęłam oczy.
Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, seks z Justinem mnie jednak wykończył, bo był to mój pierwszy raz. Czułam się świetnie po tym wszystkim. Leżałam tak, myśląc, co powiedziałaby o tym moja mama. Uwielbiała Justina. Tata również. Niestety nie ma ich teraz ze mną… z nami.
Marina proszę. Wyłącz myślenie, bo doprowadzisz się do łez. Spróbuj zasnąć. Zaśnij. Zaśnij. Szeptał głos w mojej głowie.
Po chwili odpłynęłam w ramionach tego samego chłopaka, co poprzednio i było mi z tym bardzo dobrze.


~*~
PROSZĘ O PRZECZYTANIE!!

Witam Was kochane.  Wstawiam Wam rozdział na dobry początek Nowego Roku. Życzę Wam zdrowia, szczęścia i co najważniejsze upragnionych sukcesów w życiu.
Jak widzicie, rozdział dość ciekawy. Pomysł na romantycznego Justina zaczerpnęłam z role-player'a, którego piszę z moją kochaną Marzią, gdyż bohaterowie są teraz w Paryżu.
DZIĘKUJĘ ZA PONAD 3000 WEJŚĆ!
I JESZCZE JEDNA SPRAWA!
Co Wy na to, by przenieść Unlock The Dream na Wattpad'a? Moim zdaniem tam się bardziej wybiję, niż blogspot. Ale pytam Was, bo chcę, by Wam było wygodniej.
CZEKAM NA KOMENTARZE, BO MAM ICH CORAZ MNIEJ.

Kocham Was. Do następnego xx

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 7

- Nie chcę wracać do swojego pokoju. – mruknęłam do Justina.
- Czemu? – uniósł brew, patrząc na mnie.
- Ryan mnie denerwuje.. – westchnęłam, popijając herbatę.
- Może.. Chodź do mnie skoro tak? Tylko nie śmiej się. – widziałam w nim odrobinę stresu.
- Czemu mam się śmiać? – zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co chodzi.
- Chodź. – złapał mnie za rękę i zaciągnął pod pomieszczenie gospodarcze. – Zapraszam. – otworzył przede mną drzwi, a ja szeroko otworzyłam oczy.
- Wow. – zaniemówiłam z wrażenia.
- Mieszkam tu. –mruknął.
- Słucham? – uniosłam brew. – Chyba sobie żartujesz. – spojrzałam na niego.
- No nie. Ale ładnie mam? – rozglądnął się po pokoju, a ja zrobiłam to samo.
- Nasze wymarzone wnętrze. – uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Coś mi jednak w głowie zostało. – zaśmiał się, siadając obok mnie.
Spojrzałam na niego z uśmiechem i cmoknęłam jego policzek.
- Dobra dosyć tego dobrego. Teraz się tłumacz. – mruknął.
- Justin.. Bo to nie tak jak Ty myślisz. Kłóciliśmy się.. Widział nas wczoraj na plaży.. – szepnęłam. – Wypierałam się, a on nagle.. nagle zaczął mnie całować. – zamknęłam oczy. – Czułam się, jakbym Cię zdradzała. – nagle poczułam, że ramiona szatyna oplatają moje ciało. – Mówiłam, że nie możemy, ale on nalegał i poczułam się cholernie dobrze, gdy zapukałeś do drzwi. Później od razu poszłam pod prysznic..
- A spójrz co ja nadal dla Ciebie mam. – szepnął, po czym spojrzał na bukiet czerwonych róż.
- Jaki piękny. – uśmiechnęłam się delikatnie. – Dziękuję. – musnęłam jego usta, a on oddał pocałunek.
- Kocham Cię. – szepnął przez pocałunek, a ja się ponownie uśmiechnęłam.
- Ja Ciebie też. – odszepnęłam.
- Marina.. Co Ty zamierzasz zrobić z Ryanem? – spojrzał na mnie.
- Ja nie wiem. – oparłam czoło o jego klatkę piersiową.
Nie mam pojęcia co zrobię. Wiem tylko jedno. Muszę go zostawić.
- Halo halo a co to za książka? – podniosłam jedną, która leżała na szafce nocnej Justina. – Moja ulubiona. – uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na okładkę.
- Moja też. – zaśmiał się.
- Poczytasz mi na dobranoc? Nie mam zamiaru dzisiaj wracać do swojego pokoju. – mruknęłam.
- Nie ma sprawy. – skinął głową.
- A poszedłbyś po mojego laptopa? Zostawiłam na recepcji. – spojrzałam na swoje dłonie.
- Zaraz wracam. – wstał z łóżka i po chwili wrócił z tym, o co go prosiłam.
- Piszę książkę, wiesz? Już kolejną. – powiedziałam dumna z siebie.
- Gratuluję. – pocałował moją skroń. – Zdradzisz mi rąbek tajemnicy, którą skrywa Twoja książka?
- Może później. – zachichotałam, kładąc go na stolik.
- Będę Cię męczył. – zaczął mnie łaskotać.
- Zostaw! Nie! Wiesz, że mam łaskotki! – wrzasnęłam, kuląc się.
- Wiem. – zaśmiał się i rzucił się na mnie, przygniatając mnie lekko.
- Złaź. Ciężki się zrobiłeś. – rzuciłam.
- To same mięśnie. – puścił mi oczko.
- Ah tak? Daj dotknąć. – zaczęłam się śmiać, a on podniósł się i uniósł koszulkę do góry. – O kurde, myślałam, że żartujesz.. – zagryzłam wargę, widząc jego abs.
- Nie rób tak, bo mnie podniecisz. – mruknął, zasłaniając swoją klatkę piersiową koszulką.
- A może chcę? – uniosłam brew ze zmysłową miną.
- Marrrrinaaaa… - wymruczał.
- No dobra to może jednak nie. – zaśmiałam się, wiedząc już jak na mnie działa.
Położyłam się na Justina i zaczęłam rysować wzorki palcem na jego ramieniu. Było mi z nim dobrze. Nie narzekam na Ryana, ale jego świńskie zachowanie czasami doprowadza mnie do wybuchu emocji. A Justin.. nawet kocha tą samą literaturę co ja.
Czułam, że powoli oddaję się w ramiona Morfeusza i odchodzę do krainy snu, gdy wszystkie moje mięśnie się rozluźniły.
 

 
*OCZAMI JUSTINA*
 

 
Cieszę się, że wtedy przyszedłem.. Mogłoby się to źle skończyć. Muszę mieć ją na oku cały czas, żeby się coś przypadkiem złego nie stało. Wyglądała tak słodko, gdy spała. Dawno nie miałem tego obrazu przed oczami. Jest piękna. I mądra. I, mam nadzieję, niedługo moja. Kocham ją cholernie mocno i pomyśleć, że kilka dni temu, tak naprawdę, nie wiedziałem kim ona jest. Tylko dziewczyną ze snów. A teraz trzymam ją w swoich ramionach i nigdy nie mam zamiaru jej puścić. Widzę tu cały świat, ale wiem, że jeszcze nie jest tylko mój. Nie będę kazał jej nikogo wybierać. Zrobi to sama. Jak zostanie ze mną, będę cholernie szczęśliwy, a jak jego, to.. to się chyba zabiję.
Położyłem ją na łóżku i rozebrałem do bielizny, po czym przykryłem kołdrą i złapałem za książkę. Przeczytałem sobie kilka stron, aż mnie zmuliło do spania, więc sam rozebrałem się do bokserek i położyłem się obok niej, objąłem ją ramieniem, a ona się we mnie automatycznie wtuliła. Uśmiechnąłem się do siebie i po chwili zasnąłem, starając się wyłączyć myślenie.
 

 
*OCZAMI RYANA*
 

 
- Gdzie ona do kurwy jest?! – warknąłem do siebie, dzwoniąc do niej, ale oczywiście musiała zostawić telefon.
Znów wyszła z tym dupkiem? Zabiję go jak tylko go spotkam. Zbiegłem na dół do recepcji.
- Widziała Pani dziewczynę, która ze mną przyjechała? – spytałem, starając się brzmieć spokojnie.
Jakby analizowała informacje w głowie i nagle powiadomiła.
- Wyszła z hotelu już jakiś czas temu.
- A ten cały hotelowy? Co z nim? – spytałem.
- Justin? Jest w swoim pokoju i domyślam się, że już śpi, bo jutro jest cały dzień w pracy. – powiedziała, patrząc w papiery.
Czyli nie jest z nim. Ale po co wychodziła z hotelu? Muszę się tego dowiedzieć.
Wróciłem do pokoju na górę i wziąłem jej telefon. W rejestrach byłem głownie ja. Żadnego niezapisanego numeru. Teraz jej wierzę, ale skoro poszła to co teraz mam robić? Poczekam do rana. Poszedłem do swojego pokoju i ułożyłem się na łóżku, po czym włączyłem sobie telewizję.
Pieprzę rodziców. Chcę ją. Chcę ją całą. Chcę jej ciało. W trybie natychmiastowym. To oficjalne. Chcę wreszcie zatopić w niej swojego penisa, ale wiem, że nie zgodzi się, dopóki nie będziemy po ślubie. Cholera, dopiero jest początek tygodnia. Czekam do soboty i wtedy będzie ślub. A jutro wszystko załatwię i wreszcie będzie moja i tylko moja.
Muszę zrobić coś, żeby wreszcie przestała pisać tą głupią książkę. Może przez przypadek spadnie jej laptop? Cokolwiek aby zepsuć te gówno. Na wszelki wypadek.. zrobię to tak, żeby wszystko poszło na tego Justina. Znienawidzi go, a ja ją wtedy pocieszę. Będzie moja. Już ja się o to postaram.

~*~
POLECAJCIE, ROZGŁAŚNIAJCIE! ♥

Do następnego xx

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 6

- Ryan byłam całą noc w swoim pokoju, uwierz mi. – rzuciłam ostro po długiej rozmowie, którą przeprowadziliśmy.
- Widziałem Cię na plaży z okna. – warknął.
- Może to nie byłam ja, co? Sprawdź kamery, wszystko, ale to nie byłam ja! – wrzasnęłam, napinając mięśnie.
- Nie kłam. – spojrzał na mnie ze złością w oczach.
Okay, to byłam ja, nie przyznam mu się, bo nie ma dowodu. Pierwszy raz, w całym naszym związku, Ryan podnosi na mnie głos. Równie dobrze mogłabym usiąść i się rozpłakać, ale nie zrobię tego, nie pokażę mu, że nie jestem wystarczająco silna.
- Ryan mówiłam Ci coś. – mruknęłam spokojniej.
- Byłaś razem z tym całym hotelowym! – warknął ponownie i złapał moje ramiona w silne dłonie.
- A masz dowód? – wysyczałam i usłyszałam tylko ciszę. Wygrałam? Czy może się jednak myliłam?
- Po prostu widziałem.
- Widzieć to Ty sobie mogłeś! Nie masz na mnie dowodu, to nie byłam ja. – zacisnęłam szczękę, a po chwili poczułam usta Ryana na swoich. – Nie żartuj sobie. – mruknęłam przez pocałunek.
- Bo będę sprzeczał się dalej. – zakomunikował, a ja oddałam pocałunek, bo nie chciałam się kłócić.
Co prawda, kocham Justina i czuję się tak, jakbym go zdradzała, w czasie gdy Ryan jest moim narzeczonym, ale jednak do niego też coś czuję.
Położył mnie na łóżku, a sam zaczął nade mną górować. Całował moje usta, powoli schodząc na szyję i dekolt. Całował zachłannie, jakby chciał pozbyć się swoich negatywnych emocji.
Po chwili leżałam przed nim w samej bieliźnie, ale rozum powrócił i szybko usiadłam, chcąc uspokoić oddech.
- Nie możemy. – mruknęłam ciężko.
- Chyba nie chcesz, żebyśmy zostali w takiej potrzebie. – spojrzał na mnie.
- Ryan nie. Nie jestem gotowa. – zamknęłam oczy.
- Skarbie.. Sama wiesz, że oboje tego chcemy.. – szepnął zachęcająco.
- Ja-ja.. – zaczęłam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
Wybawca! Nie mam pojęcia kto to, lecz mam zamiar całować mu stopy za uratowanie mojego dziewictwa.
Ryan westchnął, a ja, owijając się kołdrą, podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam i ujrzałam Justina. Szeroko otworzyłam oczy, kręcąc delikatnie głową.
- Przyszedłem z.. kwiatami.. – mruknął, ale nagle zobaczył Ryana. – Ale to chyba do pokoju obok. – spojrzał w bok.
- Pewnie tak. – skinęłam głową, wiedząc już, że będę musiała mu się odwdzięczyć.
- Do widzenia. – mruknął i odszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi.

*OCZAMI JUSTINA*

- Do widzenia. – rzuciłem i odszedłem od drzwi, a za rogiem kwiaty wyrzuciłem do kosza.
Wiedziałem, że tak będzie, bo jak inaczej? A może.. No sam nie wiem.. Miała wypisaną ulgę na twarzy, gdy tylko mnie ujrzała. Może ją przed czymś uratowałem?
Wróciłem się po kwiaty, i choć wiem, że to głupie, wyjąłem je ze śmietnika i poszedłem do swojego „pokoju”.
Byli w bieliźnie? Czy byli nadzy? Oto jest pytanie.
Dostałem dzisiaj dzień wolnego, sądziłem, że spędzimy go choć w połowie razem, ale myliłem się.. Teraz zamierzam spędzić ten dzień ze swoją ulubioną książką. Rzuciłem się na łóżko i, po raz kolejny, chwyciłem za piękną powieść.


Po dwóch godzinach czytania, stwierdziłem, że zgłodniałem, więc sięgnąłem do swojej małej lodówki po coś dobrego. Na szczęście Marina nie wiedziała, gdzie mieszkam. Jej rodzice zawsze byli bogaci. To znaczy.. odkąd tylko pamiętam.
Usłyszałem pukanie do drzwi, więc podszedłem do nich i uchyliłem lekko, a moim oczom ukazała się Ann.
- Justin, bardzo mi przykro, ale musisz dzisiaj mi pomóc. Przyjeżdża bardzo ważna osoba i trzeba wszystko idealnie przygotować. – mruknęła, a ja skinąłem głową.
- Nie ma sprawy i tak nie mam nic ciekawego do roboty. – rozejrzałem się po pokoju.
- Zawsze porządek. – zaśmiała się, na co ja się uśmiechnąłem. – Ty, a co to za dziewczyna wczoraj z Tobą była?
- Em.. Powiem Ci pod warunkiem, że nikomu nie powiesz. – pokazałem na nią palcem, choć wiedziałem, że mogę jej ufać.
- Ja? No błagam. –zaśmiała się.
- No żartowałem. – uśmiechnąłem się. – Do tej pory oboje mieliśmy amnezję, rozumiesz? Mieliśmy wypadek i kompletnie o sobie zapomnieliśmy. A ona mi się codziennie śniła. Ja jej też. A teraz jak zobaczyliśmy się w hotelu to.. to wszystko powróciło. – mruknąłem z lekkim uśmiechem. – Byliśmy razem trzy lata.
Twarz Ann zdradzała, iż była bardzo zdziwiona.
- Ej ta historia nadaje się na książkę. – zaśmiała się.
Zastanowiłem się chwilę, po czym przyznałem jej rację.
- Może napiszę to w formie pamiętnika? – zacząłem się śmiać.
- Czemu nie. – wzruszyła ramionami z uśmiechem. – Dobra, Justin, masz być gotowy za 10 minut, a ja idę na recepcję. – zakomunikowała i wyszła z pomieszczenia.
Od razu zacząłem się przygotowywać, a napisanie książki to nie jest taki głupi pomysł. Zastanowię się jeszcze nad tym.

*OCZAMI MARINY*

 Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach, pisząc swoją książkę, którą zajmuję się już od jakiegoś czasu.
- Mieliśmy tu przyjechać na wakacje, a nie do pracy. – usiadł obok mnie Ryan i spojrzał w ekran.
- Nie zaglądaj. – zamknęłam laptopa. – A to, że mam wenę, to mogłeś się na to przygotować, w końcu Hawaje, piękne otoczenie... Nie dziw mi się. – spojrzałam na niego.
- Nie lubię książek. – mruknął, jedząc jakieś chipsy, a to doprowadziło mnie do szału.
- Wypad z tym świństwem z mojego łóżka. – mruknęłam jeszcze spokojnie. – I nie masz prawa mówić przy mnie, że nie lubisz książek. Wiesz, że to kocham, a to tylko wszystko niszczy. I nienawidzę jak tak mówisz.
Wywrócił oczami z zszedł z łóżka.
- Boks. To jest coś, a nie jakieś książki. – mruknął i zaczął bić powietrze.
- To, że uczysz się tego od dziecka, nie znaczy, że musisz niszczyć moją wenę. Trochę empatii Ryan. – zwróciłam mu uwagę.
- Empatii? – uniósł brew.
- No właśnie. – wywróciłam oczami i pisałam dalej.
Kątem oka zauważyłam, że machnął na mnie ręką i włączył sobie telewizję.
Tak naprawdę, to dzięki niemu jestem dość wysportowana. Naciskał, że mam ćwiczyć razem z nim. Wyszło mi na dobre, bo teraz trzymam zdrową formę, ale nie zwracając uwagi na Ryana, kontynuowałam swoje dzieło.


- Zamknij się Ryan! – krzyknęłam, nie mogąc skupić się na pisaniu.
- Ale mecz jest! – odkrzyknął.
- Gówno mnie obchodzi Twój mecz. – warknęłam pod nosem i zamknęłam laptopa, po czym założyłam buty i wyszłam z pokoju, trzymając pod pachą swój przenośny komputer.
Zeszłam do bufetu i usiadłam przy jednym ze stolików. Rozglądnęłam się po otoczeniu. Kompletnie nic nie przykuło mojej uwagi. Przez tego idiotę straciłam wenę. Wstałam z krzesła i podeszłam do recepcji z prośbą przechowania laptopa na jakiś czas, gdyż nie miałam zamiaru wracać się do pokoju.
Wyszłam z hotelu, a przed wejściem spotkałam Justina, który niósł bagaże. Spojrzał na mnie, ale nie mogłam odczytać co mówił jego wzrok.
- Porozmawiamy później. – mruknęłam do niego i poszłam przed siebie.

~*~

8 komentarzy = kolejny rozdział
Prosiłam o więcej motywacji, ale ich nie dostałam.
W szkole zaczyna się nauka, ale kolejny rozdział mam już napisany.
Jak obiecałam - rozdział raz na miesiąc. I oto uwaga poznajemy Ryana w innej odsłonie, jednak nie jest on nadal prawdziwy. Cieszcie się, że nie słyszycie tego, co ma w głowie.
Do następnego xx

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5.

Rozglądnąłem się po korytarzu głównym i zauważyłem piękną Marinę z olśniewającym uśmiechem, która była ubrana w białą, zwiewną sukienkę i czarne buty na koturnie.
- Jaka Panienka śliczna. –uśmiechnąłem się szeroko i otworzyłem ramiona, a ona się we mnie wtuliła. – Chodźmy. – szepnąłem, nie chcąc, by ktoś więcej, niż Ann, nas widział.
Złapałem ciemnowłosą za rękę i ruszyliśmy do wyjścia bez słowa.
- Gdzie idziemy? –spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
- Na spacer. Jeżeli chcesz oczywiście. – powiedziałem pospiesznie ostatnie zdanie, nie wiedząc, czy na pewno chce.
- Pewnie. – cmoknęła mój policzek, na co ja się szeroko uśmiechnąłem, pokazując jej moje białe zęby.
- Po plaży mmm.. – zaśmiałem się, patrząc jej w oczy.
- Nie mogę powiedzieć, że takie uwielbiam, bo jeszcze nie byłam. – zrobiła lekki grymas.
- Żartujesz sobie? Nie zabrał Cię? – uniosłem brew.
- Nie, chociaż prosiłam wiele razy. –mruknęła cicho.
- Frajer. – stwierdziłem.
- No przestań, to mój narzeczony. – spojrzała na mnie.
- Stwierdzam fakty. – wzruszyłem ramionami. – Nie zasługuje na Ciebie. – powiedziałem na co Marina cicho westchnęła.
Szliśmy w ciszy za rękę w stronę plaży, nie zwracając uwagi na ludzi i ich spojrzenia.
Co chwilę spoglądałem na nią i, z minuty na minutę, twierdziłem, że jest jeszcze piękniejsza, niż widziałem ją pierwszy raz. Zatrzymałem się na chwilę, a Marina na mnie spojrzała, również się zatrzymując.
- Coś się stało? – spytała dość troskliwym tonem.
- Mogę Cię przytulić? – szepnąłem niepewnie.
- Pewnie. – uśmiechnęła się i wtuliła się we mnie a ja mocno ją objąłem i zaciągnąłem się jej zapachem.
Pachniała..słodko. To przez perfum, czy może żel pod prysznic? Albo balsam do ciała? Postaram się kiedyś tego dowiedzieć i już to sobie obiecałem.
Obejmując ją, poczułem się jak kiedyś. Sam nie wiem jak to możliwe, że..jak kiedyś? Przecież widzę ją pierwszy raz. O co tu chodzi, co? Powie mi ktoś? Wiem, że kiedyś miałem wypadek i trafiłem tutaj. To wszystko. Chyba..? W myślach postanowiłem, że kolejny wolny wieczór spędzę nad przemyśleniem tego wszystkiego.
- O czym myślisz? – spytała szeptem, wyrywając mnie z moich rozmyślań.
- O.. W sumie mam mętlik w głowie, więc za dużo Ci nie mogę powiedzieć. – westchnąłem cicho. – A Ty?
- Ja.. Nie wiem skąd, ale uwielbiam ten.. ten dotyk. – szepnęła, na co ja się uśmiechnąłem.
- Może to dziwne, ale ja też. – zaśmiałem się cicho, a Marina spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
- Idziemy dalej? – spytała, patrząc mi w oczy.
- Pewnie, chodź. – złapałem ją za rękę i ruszyliśmy na plażę.

- Podoba mi się tu. Chcę tu zostać. – mruknęła, siedząc na piasku z zakopanymi stopami i wzrokiem wbitym w linię brzegową.
- No wiesz.. Nikt nie każe Ci wyjeżdżać. – spojrzałem na nią z uśmiechem.
- Justin, ja rozumiem, że nie mam nikogo innego, niż Ryan i jego rodzina, ale.. to nie jest możliwe. – mruknęła.
- Może to dziwnie zabrzmi.. ale masz mnie. – szepnąłem.
- Czekałam, aż to powiesz, wiesz? – spojrzała mi w oczy, takim głosem, który słyszałem często.


- Kocham Cię. Chcę być z Tobą już zawsze. – spojrzałem jej w oczy, trzymając jej dłonie.
- Czekałam, aż to powiesz. – oplotła ramionami moją szyję. – Ja Ciebie też, Justin. – szepnęła.


Uśmiechnąłem się lekko, gdyż wspomnienie, nie mam pojęcia jakie i skąd pojawiło się w mojej głowie. Może to tylko wymysł mojej wyobraźni? Nie obchodzi mnie to, teraz jestem z nią i muszę się na niej skupić.
- Słyszałeś? – zaśmiała się, machając dłonią przed moją twarzą.
- Ale co? – zmarszczyłem brwi.
- Oh już nic. – uśmiechnęła się i położyła głowę na moim ramieniu.
- Tak mi się podoba. – szepnąłem, obejmując ją ramieniem.
- Mi też, ale zimno mi się robi. – odszepnęła, a ja przyciągnąłem ją bliżej. – Lepiej. – zachichotała.
- Podobasz mi się. – szepnąłem, nie będąc pewny jak to odbierze.
Jedyne co usłyszałem w odpowiedzi to cisza, którą zagłuszały fale. Nie powinienem tego mówić. Jestem głupi. Mogłem się domyślić, że tak będzie.
- Przepraszam, nie powinienem--
- Justin ja wiem, że mam narzeczonego, którego kocham i nie powinnam tego mówić, ale Ty mi też. – przerwała mi, a ja na jej słowa zaniemówiłem. – Przypominasz mi kogoś, kogo cholernie kochałam, ale za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć kto to był. – zamknęła oczy a ja mocniej ją przytuliłem.
- Mam to samo. – szepnąłem.
- Nie uważasz, że to dziwne? – spojrzała na mnie.
- Uważam, że to bardzo dziwne, ale nie mogę ułożyć w głowie o co chodzi.. – mruknąłem cicho.
- Zawsze ją nosisz? – pokazała na moją złotą bransoletę z kluczykiem.
- Od wtedy gdy ją dostałem zdejmuję tylko do kąpieli. – zaśmiałem się lekko.
- Śniła mi się. – mruknęła z powagą, a ja spojrzałem na nią bardzo zdziwiony.

*OCZAMI MARINY*


- J-Justin ja Cię znam.. –szepnęłam.
- No tak. Siedzisz tu ze mną. – mruknął.
- Nie. To Ty byłeś ze mną przed wypadkiem. – spojrzałam w jego oczy. – Pamiętasz mnie? Zawsze byłam Twoją Małą Myszką.. – szepnęłam, czując jak łzy wypełniają moje oczy.
- Ja.. Ja wiem, że coś było, ale.. To nie mogłaś być Ty. – mruknął, zamykając oczy.
- Już wszystko pamiętam. Spójrz. Jechaliśmy wtedy na wakacje z moimi rodzicami. Wreszcie udało nam się na nie uzbierać. Żegnałeś się z rodzicami. Jechaliśmy na tylnich siedzeniach przytuleni do siebie, gdy nagle wyjechał przed nami samochód.. Pamiętam ten krzyk. – zamknęłam oczy, a moje łzy wypłynęły z moich oczu.
- Marina, nie płacz błagam Cię. – objął mnie mocno ramionami, a ja się w niego wtuliłam.
- Ten okropny moment.. Rodzice.. Krew. – załkałam, a Justin posadził mnie sobie na kolanach i mocno do siebie tulił. – Byłeś wtedy dla mnie najważniejszy. – spojrzałam mu w oczy. – Dlaczego się tu wyprowadziliście?
- Ja.. musiałbym porozmawiać o tym z rodzicami. – szepnąłem.
- Dalej nic nie pamiętasz, prawda? Błagam powiedz mi, że pamiętasz. – mruknęłam z wielką nadzieją w głosie.
Zamknął na chwilę oczy, jakby chciał sobie wszystko przypomnieć.
- Wybacz mi. – szepnął, a ja zaczęłam bardziej płakać.
- Nie pamiętasz tego? – zdjęłam naszyjnik i podałam go Justinowi. – Dałeś mi go. Na naszą trzecią rocznicę.
- Rocznicę czego? – spytał, marszcząc brwi.
- Naszego związku. – szepnęłam.
- Ja kogoś miałem? – zdziwił się.
- Tak, mnie. Długo. Bardzo. – stwierdziłam szeptem.
- Było coś, na pewno. Ale--
Nie dałam mu skończyć i wpiłam się w jego usta. Oddał pocałunek, a ja oddawałam mu w nim swoje uczucia. Czułam, że starał się robić to samo i udawało mu się to.
- Już pamiętam. – uśmiechnął się, gdy się od siebie oderwaliśmy.
Nareszcie będzie mój już, na zawsze.
~*~

WITAM!
Dziękuję za liczne przybycia na bloga przez ten.. ponad miesiąc ;p.
DOCZEKAŁYŚCIE SIĘ ROZDZIAŁU!
Okay. Już za kilka dni rozpoczynamy rok szkolny. BUUUUUUUUUU. Ale uwaga. Postaram się dodawać rozdziały raz na miesiąc. Chociaż to. Jeżeli uda się częściej no to się uda. Ze względu, iż będę miała teraz naprawdę dużo nauki to z góry przepraszam.
KOCHAM WAS BARDZO I DZIĘKUJĘ ZA MOTYWACJE. CZEKAM NA WIĘCEJ. NIE UKRYWAM.
Do następnego xx

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 4.

Obudziłam się rano w jego ramionach przez pukanie do drzwi. Cholera. Kto to może być?
- Justin. Justin wstawaj. – mruknęłam, szturchając go.
- Co? – mruknął, otwierając lekko oczy.
- Wstawaj, ktoś puka. – szepnęłam wystraszona.
- Szlag. – zerwał się na równe nogi i od razu zaczął zakładać spodnie i koszulkę.
- Na balkon. – pokazałam palcem na drzwi balkonowe, wstając z łóżka.
- Okay. – mruknął i otworzył je, po czym wyszedł, kryjąc się za ścianą.
Zamknęłam za nim drzwi balkonowe i podeszłam do tych z innej strony pokoju, po czym je otworzyłam i ujrzałam Ryana, na którego widok szeroko się uśmiechnęłam, po chwili uświadamiając sobie, że na balkonie jest Justin i poczułam ogromny stres.
- H-hej Ryan. – uśmiechnęłam się, zagryzając wnętrze policzka.
- Dzień dobry skarbie. – położył dłonie na moje biodra i złożył na moich ustach pocałunek, który pogłębiłam. – Jak się spało? – szepnął przez pocałunek.
- Świetnie. – mruknęłam, nie okłamując go.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie.
- Myślałem, że powiesz, że kogoś Ci brakowało. – zrobił smutną minkę.
- Ryan wiesz, że razem nie śpimy. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego. – mruknęłam.
- Możemy dzisiaj spróbować. – pomachał znacząco brwiami.
- Żartujesz? Chcesz, żeby Twoi rodzice mnie zabili? – przygryzłam wnętrze policzka.
- No dobra. – westchnął, po czym pocałował moje czoło. – Ubieraj się. Idziemy na śniadanie. – uśmiechnął się.
- Okay. – odwzajemniłam gest.
- W takim razie czekam u siebie. – cmoknął mnie w usta i wyszedł z pokoju na co ja odetchnęłam z ulgą.
Zamknęłam za Ryanem drzwi i ruszyłam na drugą stronę pokoju. Byłam cholernie wystraszona, czyżby całe wakacje na stresie? Ciekawie się zapowiada. Justin stał na tarasie i czekał aż mu otworzę. Gdy to zrobiłam, chłopak się tylko zaśmiał i mnie przytulił.
- Nieźle kłamiesz. – pocałował mnie w czoło.
- Co? Skąd wiesz? – zmarszczyłam brwi, nie wiedząc jak mógł się dowiedzieć. Przecież był na zewnątrz.
- Okno, skarbie. – zachichotał, a ja od razu na nie spojrzałam, po czym uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, bo faktycznie było otwarte i wszystko przez nie słyszał.
Nieśmiało się do niego uśmiechnęłam, drapiąc się palcem po skroni.
- Ja wcale nie kłamałam. Nie chcę z nim spać, bo boję się jego rodziców, naprawdę go kocham i tak szczerze nie wiem o co tu chodzi. – pokazałam na niego, a później na siebie.
- Ja też nie, ale podoba mi się to. Przypominasz mi kogoś, ale nie mam pojęcia kogo. – odwrócił wzrok.
- Mam to samo. – wzruszyłam ramionami. – Nie pamiętam.. Jakiegoś chłopaka. Wydaje mi się, że nie miałam chłopaka oprócz Ryana. – spojrzałam w podłogę.
Naprawdę mi kogoś przypominał, a co najdziwniejsze, ja jemu kogoś też. To ma jakiś związek ze sobą? O co tu chodzi? Może to tylko przypadek? Choć wiem, że babcia mi zawsze powtarzała, że przypadki nie istnieją.. Co ma być to będzie i na nic nie mamy wpływu. Tak mawiała, a to zostało mi w głowie lecz nie mówiłam tego na głos.
- Ja chyba nikogo nie miałem.. – mruknął cicho, a ja potarłam jego ramię pocieszająco. Uśmiechnął się do mnie i rzekł: - Przepraszam Cię, ale muszę już iść do pracy. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. – pocałował czule moje usta i wyszedł z pokoju głównymi drzwiami.
Westchnęłam, widząc to, po czym ruszyłam do łazienki, by wziąć szybki, orzeźwiający prysznic. Wcześniej się na tym nie skupiłam, ale łazienka była urządzona na biało z brązowymi odcieniami, która współgrała z kolorami pokoju.
Gdy tylko weszłam pod prysznic, zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim.. Również o wypadku, w którym zginęli rodzice.. Pamiętam, że ktoś siedział ze mną na tyle.. Wydaje mi się, że nie miałam rodzeństwa, byłam jedynaczką.. i jestem do teraz, prawda?

*OCZAMI JUSTINA*

Wróciłem do swojego pokoju, który znajdował się na samym dole hotelu. Tak właśnie, mój pokój, który sam musiałem sobie urządzić, bo jakżeby inaczej? Przecież właściciel nie da mi najtańszego pokoju, tylko schowek na miotły. Wywróciłem oczami w myślach i szybko się przebrałem, gdyż nie miałem za dużo czasu.. a dokładnie.. Spojrzałem na zegarek. ..2 minuty! Nałożyłem swój uniform i pobiegłem przeciągnąć swoją kartą po terminarzu. Uff, nie spóźniłem się.
Myślicie pewnie czemu mieszkam w schowku na miotły, gdy pracuję w tak luksusowym hotelu, hm? Otóż to.. Staram się zebrać jak najwięcej pieniędzy na swoje wymarzone mieszkanie. Chcę wreszcie znaleźć sobie kogoś odpowiedniego i założyć rodzinę.. Jestem pewien, że kiedyś miałem dziewczynę.. Przecież każda była moja, z którąś na pewno musiałem być. Gdy myślę tylko o jakiejś dziewczynie, od razu pokazuje mi się obraz z samochodu przed oczami.. gdy mieliśmy wypadek. To wujek? Ciocia? Może przyszli teściowie? Kto siedział obok?
Z rozmyśleń wyrwała mnie jedna z pracownic.
- Bieber proszę zanieść walizki Pani Waterloo do pokoju 135! – krzyknęła Ann-recepcjonistka.
- Robi się. – uśmiechnąłem się do staruszki i wziąłem jej walizki. – Proszę za mną. – zakomunikowałem i nacisnąłem przycisk do windy.
Po krótkim czasie starsza Pani i jej walizki znalazły się w pokoju pod numerem 135. Zszedłem na dół schodami, dzisiaj jakoś nie miałem humoru.. Chciałbym nadal leżeć z nią w łóżku. Było naprawdę przyjemnie, dlaczego ten idiota musiał nam przerwać? Okay kocha go.. Nie mogę mówić, że jest idiotą. Ale, cholera, jest. Który normalny facet narażałby swoją kobietę na takie coś jak tam istnieje? Nie mogą nawet ze sobą spać! To popieprzone. Może go tak naprawdę nie kocha? Tylko jego pieniądze? Ale skoro została z nim przy tym, że nie może z nim spać przez jego rodziców to w sumie musi być coś na rzeczy. Straciłem nadzieję, zresztą.. w sumie nawet jej nie miałem.
Chciałbym teraz leżeć w wygodnym łóżku, a nie w tej kanciapie. W sumie nie jest taka mała.. Ma jakieś trzy na cztery metry.. Pomalowałem ściany na biało. Wszystko jest tam białe i nieskazitelne. Tak jak w moim przyszłym domu. Czystość.
- Justin co Ty dzisiaj taki zamyślony? – powiedziała do mnie Ann, gdy tylko wszedłem do holu.
- Nie wiem sam Ann.. – westchnąłem, opierając się łokciami o ladę.
- Zakochany? – zaśmiała się, chcąc zażartować.
- Nie ma w kim. – słabo się uśmiechnąłem lecz Ann mi nie odpowiedziała, bo zadzwonił telefon.
Po chwili zakomunikowała mi, że nie ma kto stać jako barman, gdyż Jack zemdlał od słońca i mam iść go zastąpić.
Pobiegłem do swojego pokoju i ubrałem jakieś lżejsze ubrania, po czym poszedłem na swoje stanowisko nad basenem. Po chwili ujrzałem opalającą się Marinę, a obok jej narzeczonego.
- Poproszę mojito. – podeszła jakaś dziewczyna z uśmiechem i wyciągnęła kartę, na którą nabijane były wszystkie pieniądze.
Szybko podałem jej zamówiony napój i przeciągnąłem kartą po terminarzu.
- Poproszę sok pomarańczowy. – usłyszałem głos i sięgnąłem po szklankę, po czym nalałem tam świeżego soku i dodałem kilka kostek lodu.
- Proszę. – postawiłem naczynie i włożyłem tam jeszcze słomkę, po czym dopiero podniosłem wzrok i ujrzałem Marinę. – Witam Panią. – uśmiechnąłem się szeroko.
- Hej. – zachichotała. – Stoisz jako barman? – zmarszczyła brwi.
- Nope. Jack miał lekki wypadek i musiałem go zastąpić. – delikatnie się uśmiechnąłem.
- Oh, okay. – odwzajemniła gest i wzięła łyka. – Mmm.. Warte zapłaty. – zaśmiała się i podała mi kartę, którą jej oddałem.
- Na mój koszt. – puściłem jej oko. – Gdzie Twój chłopak? – uniosłem brew, gdyż nigdzie go nie widziałem.
- Poszedł do toalety. – mruknęła, pijąc sok przez słomkę.
Nie spojrzała na mnie, gdy ją o to zapytałem lecz wcześniej cały czas patrzyła mi w oczy.
- Coś się stało? – spytałem z nutą troski w głosie.
- Nie, jest okay. – uśmiechnęła się łagodnie.
Ma taki piękny uśmiech.. Pełne usta.. Nic, tylko całować.
- Czemu patrzysz na moje usta? – szepnęła.
- Bo bardzo chciałbym Cię pocałować. – odszepnąłem.
Rozejrzała się i przybliżyła się do mnie.
- Całuj. – uśmiechnęła  się.
Mocno naparłem na jej usta, całując je, a ona cicho pisnęła ze zdziwienia, ale oddała pocałunek.
- Może pójdzie Pani ze mną dziś wieczorem na plażę, hm? – szepnąłem przez pocałunek.
Oderwała się ode mnie i schowała dolną wargę, lekko się uśmiechając.
- Wie Pan co? Z wielką chęcią. – zaśmiała się cicho.
- W takim razie widzimy się w holu o 22. – przejechałem palcami po włosach.
- Okay. – mruknęła z uśmiechem.
- Witam Justina. – zaśmiał się jej Ryan, obejmując ją od tyłu.
- Dzień dobry. – skinąłem głową z lekkim uśmiechem. – Podać coś?
- Nie, dzięki. – skierował słowa  do mnie, po czym przyłożył swoje usta do ucha Mariny i zaczął coś mówić, a ja, by nie być zazdrosnym, zacząłem wycierać szklanki.
Nie wiem dlaczego, ale czułem coś do niej.
- My lecimy. Narka. – zaśmiał się i złapał Marinę za rękę, po czym ruszył do wyjścia.
Gdy wychodziła, spojrzała jeszcze na mnie i puściła mi całusa, na co ja się uśmiechnąłem.
Ciekawe gdzie poszli.. Dowiem się później, ale nie wiem czy chcę.

Kilka godzin później, gdy już skończyłem, poszedłem do swojego, tak zwanego, pokoju i przygotowałem się na późniejsze wyjście na plażę.
- Jak myślisz Bieber będzie gorąco? – przygryzłem wnętrze policzka, patrząc na szafę. – Masz problemy jak kobieta. – zaśmiałem się do siebie i wybrałem czarne spodnie z opuszczonym krokiem i błękitną, cienką koszulę na guziki.
Ogoliłem się i nasmarowałem twarz kremem nawilżającym po czym użyłem odrobiny wody kolońskiej i o określonej porze poszedłem do holu, czekając na lekkim stresie.


~*~

Witam Was wszystkich.
Nie będę się tłumaczyć z mojego lenistwa, więc bardzo chcę Was przeprosić za moją nieobecność na blogu.
Nie wiem czy mam wielu czytelników, czy kilku wiernych, ale dodaję 4 rozdział.
PROSZĘ O DODANIE KOMENTARZA
Kocham Was bardzo i bardzo dziękuję za ponad 2000 wyświetleń!
Jestem z Wami już rok i mam dopiero 4 rozdziały, ale mam teraz wakacje.. Postaram się naprawdę, ale moje lenistwo wygrywa i mam z nim ogromne problemy.

DZIĘKUJĘ RÓWNIEŻ KOCHANEJ http://dare--to--create.blogspot.com ZA NOWY SZABLON!
Właśnie. Podoba Wam się? Piszcie w komentarzach ^^
ZAPRASZAM PONOWNIE! KOCHAM WAS!
Piszcie mi co myślicie o tym blogu i czego w nim chcecie, bo często też nie mam weny.
Do następnego! xx
PS. Mam nadzieję, że pewna anonimowa osoba już wie, dlaczego akcja odbywa się tak szybko ;)