poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 6

- Ryan byłam całą noc w swoim pokoju, uwierz mi. – rzuciłam ostro po długiej rozmowie, którą przeprowadziliśmy.
- Widziałem Cię na plaży z okna. – warknął.
- Może to nie byłam ja, co? Sprawdź kamery, wszystko, ale to nie byłam ja! – wrzasnęłam, napinając mięśnie.
- Nie kłam. – spojrzał na mnie ze złością w oczach.
Okay, to byłam ja, nie przyznam mu się, bo nie ma dowodu. Pierwszy raz, w całym naszym związku, Ryan podnosi na mnie głos. Równie dobrze mogłabym usiąść i się rozpłakać, ale nie zrobię tego, nie pokażę mu, że nie jestem wystarczająco silna.
- Ryan mówiłam Ci coś. – mruknęłam spokojniej.
- Byłaś razem z tym całym hotelowym! – warknął ponownie i złapał moje ramiona w silne dłonie.
- A masz dowód? – wysyczałam i usłyszałam tylko ciszę. Wygrałam? Czy może się jednak myliłam?
- Po prostu widziałem.
- Widzieć to Ty sobie mogłeś! Nie masz na mnie dowodu, to nie byłam ja. – zacisnęłam szczękę, a po chwili poczułam usta Ryana na swoich. – Nie żartuj sobie. – mruknęłam przez pocałunek.
- Bo będę sprzeczał się dalej. – zakomunikował, a ja oddałam pocałunek, bo nie chciałam się kłócić.
Co prawda, kocham Justina i czuję się tak, jakbym go zdradzała, w czasie gdy Ryan jest moim narzeczonym, ale jednak do niego też coś czuję.
Położył mnie na łóżku, a sam zaczął nade mną górować. Całował moje usta, powoli schodząc na szyję i dekolt. Całował zachłannie, jakby chciał pozbyć się swoich negatywnych emocji.
Po chwili leżałam przed nim w samej bieliźnie, ale rozum powrócił i szybko usiadłam, chcąc uspokoić oddech.
- Nie możemy. – mruknęłam ciężko.
- Chyba nie chcesz, żebyśmy zostali w takiej potrzebie. – spojrzał na mnie.
- Ryan nie. Nie jestem gotowa. – zamknęłam oczy.
- Skarbie.. Sama wiesz, że oboje tego chcemy.. – szepnął zachęcająco.
- Ja-ja.. – zaczęłam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
Wybawca! Nie mam pojęcia kto to, lecz mam zamiar całować mu stopy za uratowanie mojego dziewictwa.
Ryan westchnął, a ja, owijając się kołdrą, podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam i ujrzałam Justina. Szeroko otworzyłam oczy, kręcąc delikatnie głową.
- Przyszedłem z.. kwiatami.. – mruknął, ale nagle zobaczył Ryana. – Ale to chyba do pokoju obok. – spojrzał w bok.
- Pewnie tak. – skinęłam głową, wiedząc już, że będę musiała mu się odwdzięczyć.
- Do widzenia. – mruknął i odszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi.

*OCZAMI JUSTINA*

- Do widzenia. – rzuciłem i odszedłem od drzwi, a za rogiem kwiaty wyrzuciłem do kosza.
Wiedziałem, że tak będzie, bo jak inaczej? A może.. No sam nie wiem.. Miała wypisaną ulgę na twarzy, gdy tylko mnie ujrzała. Może ją przed czymś uratowałem?
Wróciłem się po kwiaty, i choć wiem, że to głupie, wyjąłem je ze śmietnika i poszedłem do swojego „pokoju”.
Byli w bieliźnie? Czy byli nadzy? Oto jest pytanie.
Dostałem dzisiaj dzień wolnego, sądziłem, że spędzimy go choć w połowie razem, ale myliłem się.. Teraz zamierzam spędzić ten dzień ze swoją ulubioną książką. Rzuciłem się na łóżko i, po raz kolejny, chwyciłem za piękną powieść.


Po dwóch godzinach czytania, stwierdziłem, że zgłodniałem, więc sięgnąłem do swojej małej lodówki po coś dobrego. Na szczęście Marina nie wiedziała, gdzie mieszkam. Jej rodzice zawsze byli bogaci. To znaczy.. odkąd tylko pamiętam.
Usłyszałem pukanie do drzwi, więc podszedłem do nich i uchyliłem lekko, a moim oczom ukazała się Ann.
- Justin, bardzo mi przykro, ale musisz dzisiaj mi pomóc. Przyjeżdża bardzo ważna osoba i trzeba wszystko idealnie przygotować. – mruknęła, a ja skinąłem głową.
- Nie ma sprawy i tak nie mam nic ciekawego do roboty. – rozejrzałem się po pokoju.
- Zawsze porządek. – zaśmiała się, na co ja się uśmiechnąłem. – Ty, a co to za dziewczyna wczoraj z Tobą była?
- Em.. Powiem Ci pod warunkiem, że nikomu nie powiesz. – pokazałem na nią palcem, choć wiedziałem, że mogę jej ufać.
- Ja? No błagam. –zaśmiała się.
- No żartowałem. – uśmiechnąłem się. – Do tej pory oboje mieliśmy amnezję, rozumiesz? Mieliśmy wypadek i kompletnie o sobie zapomnieliśmy. A ona mi się codziennie śniła. Ja jej też. A teraz jak zobaczyliśmy się w hotelu to.. to wszystko powróciło. – mruknąłem z lekkim uśmiechem. – Byliśmy razem trzy lata.
Twarz Ann zdradzała, iż była bardzo zdziwiona.
- Ej ta historia nadaje się na książkę. – zaśmiała się.
Zastanowiłem się chwilę, po czym przyznałem jej rację.
- Może napiszę to w formie pamiętnika? – zacząłem się śmiać.
- Czemu nie. – wzruszyła ramionami z uśmiechem. – Dobra, Justin, masz być gotowy za 10 minut, a ja idę na recepcję. – zakomunikowała i wyszła z pomieszczenia.
Od razu zacząłem się przygotowywać, a napisanie książki to nie jest taki głupi pomysł. Zastanowię się jeszcze nad tym.

*OCZAMI MARINY*

 Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach, pisząc swoją książkę, którą zajmuję się już od jakiegoś czasu.
- Mieliśmy tu przyjechać na wakacje, a nie do pracy. – usiadł obok mnie Ryan i spojrzał w ekran.
- Nie zaglądaj. – zamknęłam laptopa. – A to, że mam wenę, to mogłeś się na to przygotować, w końcu Hawaje, piękne otoczenie... Nie dziw mi się. – spojrzałam na niego.
- Nie lubię książek. – mruknął, jedząc jakieś chipsy, a to doprowadziło mnie do szału.
- Wypad z tym świństwem z mojego łóżka. – mruknęłam jeszcze spokojnie. – I nie masz prawa mówić przy mnie, że nie lubisz książek. Wiesz, że to kocham, a to tylko wszystko niszczy. I nienawidzę jak tak mówisz.
Wywrócił oczami z zszedł z łóżka.
- Boks. To jest coś, a nie jakieś książki. – mruknął i zaczął bić powietrze.
- To, że uczysz się tego od dziecka, nie znaczy, że musisz niszczyć moją wenę. Trochę empatii Ryan. – zwróciłam mu uwagę.
- Empatii? – uniósł brew.
- No właśnie. – wywróciłam oczami i pisałam dalej.
Kątem oka zauważyłam, że machnął na mnie ręką i włączył sobie telewizję.
Tak naprawdę, to dzięki niemu jestem dość wysportowana. Naciskał, że mam ćwiczyć razem z nim. Wyszło mi na dobre, bo teraz trzymam zdrową formę, ale nie zwracając uwagi na Ryana, kontynuowałam swoje dzieło.


- Zamknij się Ryan! – krzyknęłam, nie mogąc skupić się na pisaniu.
- Ale mecz jest! – odkrzyknął.
- Gówno mnie obchodzi Twój mecz. – warknęłam pod nosem i zamknęłam laptopa, po czym założyłam buty i wyszłam z pokoju, trzymając pod pachą swój przenośny komputer.
Zeszłam do bufetu i usiadłam przy jednym ze stolików. Rozglądnęłam się po otoczeniu. Kompletnie nic nie przykuło mojej uwagi. Przez tego idiotę straciłam wenę. Wstałam z krzesła i podeszłam do recepcji z prośbą przechowania laptopa na jakiś czas, gdyż nie miałam zamiaru wracać się do pokoju.
Wyszłam z hotelu, a przed wejściem spotkałam Justina, który niósł bagaże. Spojrzał na mnie, ale nie mogłam odczytać co mówił jego wzrok.
- Porozmawiamy później. – mruknęłam do niego i poszłam przed siebie.

~*~

8 komentarzy = kolejny rozdział
Prosiłam o więcej motywacji, ale ich nie dostałam.
W szkole zaczyna się nauka, ale kolejny rozdział mam już napisany.
Jak obiecałam - rozdział raz na miesiąc. I oto uwaga poznajemy Ryana w innej odsłonie, jednak nie jest on nadal prawdziwy. Cieszcie się, że nie słyszycie tego, co ma w głowie.
Do następnego xx

7 komentarzy:

  1. Oh kocham twoje opowiadanie <3 skarbie pisz dalej. Czekamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny :)) czekam na nn. Mam.nadzieję że komentarze się szybko uzbieraja xx

    OdpowiedzUsuń
  3. mega masz ten rozdział. Czekam na NN <3

    OdpowiedzUsuń
  4. kjgfgkjewngerbglkerwbg chcę jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  5. Hohoh jaki rozdział! Miazga ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. A mi się cholernie podoba i wiesz dobrze jakie mam od początku nastawienie do tego opowiadania. I moje zdanie już znasz bo skomentowałam na gg od razu jak wstawiłaś. Pisz kochanie dalej i nie patrz na ilość komentarzy. Z czasem będzie ich coraz więcej. Kocham Cię<3

    OdpowiedzUsuń