sobota, 3 października 2015

Rozdział 10

Przetarłam leniwie oczy, słysząc mój alarm w telefonie. Wyłączyłam go i położyłam się jeszcze na chwilę. Patrzyłam w sufit tępym wzrokiem, nie wiedząc co mam teraz robić. Postanowiłam wstać i iść do łazienki. Umyłam zęby, spięłam włosy w kucyk z tyłu głowy i puściłam dwa pasma włosów na twarz. Ubrałam się w sukienkę w czerwone kwiaty i nasunęłam na stopy czarne baleriny. Spakowałam do torby portfel, telefon i kartę od pokoju, nie miałam nic specjalnego. Rozglądnęłam się po pokoju i zauważyłam kilka czerwonych płatków róż, leżących na podłodze. Uśmiechnęłam się na ich widok, ale niestety musiałam je wyrzucić. Wzięłam je i wyszłam na balkon, spojrzałam na widok, a później na płatki róż. Zamieszkać tutaj to byłby szczyt moich marzeń. Roztwarłam dłonie, a płatki zleciały w dół, tworząc przy tym wspaniały efekt. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i nagle zauważyłam Ryana. Podszedł do mnie i zakomunikował:
- Idziemy, natychmiast. - złapał mnie mocno za rękę, a ja starałam się ukrywać fakt, że użył za dużo siły i poszłam za nim.
- Możesz już mnie puścić? Nie mam siedmiu lat. - burknęłam.
- Nie odzywaj się tak do mnie. - zjechał mnie wzrokiem.
Wsiadłam do tego samego pojazdu, w którym już siedział Ryan.
- Nie jestem gotowa na ślub. - mruknęłam cicho, patrząc na swoje palce.
- A kto Cię będzie skarbie utrzymywał? - czułam, że na mnie patrzy.
- Nie mówię o zrywaniu zaręczyn.
- Ah tak? Wydaje mi się, że tylko po to pisałaś tę pieprzoną książkę. - warknął.
- Nie mów tak! - spojrzałam na niego i po chwili poczułam pieczenie policzka.
- Nie będziesz do mnie pyskowała, a ja mogę mówić co mi się tylko podoba, zrozumiane? - widziałam w jego oczach zdenerwowanie, które ostatni raz widniało, gdy sam bronił mnie przed jakimiś mężczyznami w klubie. Wyszliśmy razem, bo okropnie się nam nudziło, wtedy jeszcze mnie kochał. Tańczyliśmy. Było dwóch natarczywych mężczyzn, którzy koniecznie chcieli się ze mną zapoznać. Niestety Ryan wyciągnął dwóch na zewnątrz i nie było zbyt ciekawie. Jeden jak i drugi uciekali z krwawiącymi nosami. Byłam w kompletnym szoku.
- Ty świnio. - zacisnęłam zęby.
- Czyli się rozumiemy. Dziękuję. - odpalił samochód i ruszył z piskiem opon.
Siedziałam cicho, patrząc przez okno na wszystkich tych zadowolonych ludzi, jedni szli na plażę, inni biegali, jeszcze inni byli na spacerze z psami, a ja musiałam gnić tu z tym dupkiem. Czułam, że moje oczy są bardziej wilgotne niż zawsze, ale nie pozwolę wypłynąć łzom. Nie dam mu tej satysfakcji. Boże, tak bardzo go nienawidzę. Czy mogę wydrapać mu oczy, proszę? Jasne, a później czekaj aż on zgniecie Cię z ziemią. Boję się go. Wyrządził mi dużo krzywdy przez kilka dni, a co mówić o reszcie życia. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że mnie uderzył...
- Wysiadaj. - rzucił sucho, a ja zauważyłam, że stoimy na parkingu.
Spojrzałam na budynek przede mną. Był dość wysoki. Weszliśmy do środka i pojechaliśmy na piąte piętro. Gdy wyszłam z windy zobaczyłam przeróżne suknie ślubne. Z falbankami, koronkami, proste, rozkloszowane, różne. Mimo wszystko nadal nie chciałam tu być. Spojrzałam na Ryana, a on już szedł do mnie z blondynką w schludnym stroju, jak mniemam będzie pomagała wybierać suknię. Stałam cicho patrząc na nią.
- To może zaczniemy od czegoś dopasowanego do ciała.
Podała mi sukienkę całą koronkową, tyle, że pomiędzy koronkami był cielisty materiał. Poszłam do przymierzalni i założyłam ją na siebie po czym wyszłam.
- Ona jest za chuda do takich sukienek. - powiedział Ryan, a ona skinęła głową.
Następna była obcisła na piersiach i sięgała mi do kolana.
- Jak dzieciaczek. Na pewno nie.
Przymierzyłam więc kolejną, tym razem długą do ziemi. Okręciłam się wokół własnej osi i spojrzałam na siebie w lustrze. Zdecydowanie chciałabym zobaczyć siebie w takiej sukni przed ołtarzem, ale z Justinem u boku. Spojrzałam na Ryana.
- Ta chyba jest najlepsza.
- Tak, ale można prosić inny wzór? - spojrzał na kobietę.
Musiałam mierzyć chyba wszystko, a i tak wróciliśmy do tej pierwszej. Gratuluję.
Po wyjściu z budynku Ryan stwierdził, że ma ochotę na kawę. Ja odmówiłam, nienawidzę kawy. Mam dość całej tej sytuacji. Chcę stąd uciec. Pojechaliśmy wybierać Ryanowi garnitur. Wybraliśmy czarny i krawat w kolorze pudrowym, gdyż miałam mieć takie dodatki i bukiecik. Tak naprawdę wszystko mamy gotowe. Chyba.
- Teraz zajedziemy załatwić księdza i salę. - spojrzał na mnie, a ja cicho przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
Ksiądz przyjął nas z uśmiechem, wszystko załatwione. Piękny kościółek. Cholernie się boje, że do tego wszystkiego dojdzie. Naprawdę muszę działać.
Ciekawe co robi Justin, mam nadzieję, że się o mnie nie martwi. Chcę wyjechać z nim na drugi koniec świata. Jedyne o co błagam. Wszystko, prócz spędzenia reszty życia z Ryanem.
- O czym Ty tak, cholera, cały czas myślisz? - spojrzał na mnie gdy jechaliśmy samochodem do jakiejś restauracji.
Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc co odpowiedzieć. Poczułam gorącą dłoń wysoko na moim udzie i spojrzałam na to.
- Przestań. - szepnęłam i zamknęłam oczy.
- Kwestia kilku dni. - ścisnął mocno moje udo i wjechał dłonią bardziej do mojej kobiecości, a ja zacisnęłam nogi.
- Przestań! - wrzasnęłam i zaczęłam szarpać jego rękę. Zabrał ją i tylko się do mnie szyderczo uśmiechnął. Taki uśmiech jeszcze nigdy nie widniał na jego twarzy. Widziałam w jego oczach iskry, dosłownie. Proszę, zabierzcie mnie z tego pojazdu.
Po jakimś czasie sala była już załatwiona. Ryan stwierdził, że jest głodny, więc zajechaliśmy gdzieś, by zjeść, to znaczy... On jadł, a ja musiałam to w siebie wpychać, bo on chciał, żebym zjadła. Mówił, że jestem za chuda, że jestem jak wieszak. Ubrania na mnie wiszą. Ciekawe skąd wzięła się ta zmiana. Ja chcę już wrócić do pokoju. Jedyne miejsce, w którym czuję się bezpiecznie.
- A teraz chwila relaksu, kochanie. - w tym momencie Ryan podjechał pod budynek z dużym napisem SPA.
Byłam zaskoczona. Gdy wchodziliśmy do budynku, Ryan objął mnie ramieniem. Zamknęłam na chwilę oczy, by się przypadkiem nie rozpłakać.
- Idziemy na masaż. - szepnął mi do ucha, a ja tylko delikatnie skinęłam głową.
Leżałam już, a osoba, która miała robić mi masaż, już smarowała moje plecy olejkiem. - Ale Pani spięta... - usłyszałam głęboki, kobiecy głos. - Przed ślubem, hm?
- Powiedzmy. - nerwowo się zaśmiałam.
Nastała cisza, przyjemny masaż, miałam chwilę tylko dla siebie, skupiłam się tylko i wyłącznie na własnej przyjemności. Wyszło mi to na dobre lecz nie na długo.
Po skończonym masażu poszłam pod gorący prysznic. Piana spływała po całym moim ciele, gdy nagle poczułam silne dłonie na biodrach i ciężki oddech na swojej szyi.
- Jesteś taka gorąca. - usłyszałam głos Ryana.
- Ponoć wyglądam jak wieszak. Przestań. - powiedziałam stanowczo, nie oddając się jego dotykowi.
Zignorował mnie i kontynuował. Zaczął zagryzać moją skórę i zaciskać coraz bardziej dłonie na moich biodrach. Próbowałam się odsunąć, ale przycisnął mnie do ściany, obracając mnie przy tym w jego stronę. Widziałam pożądanie w jego oczach, zaczęłam go odpychać i krzyczeć, ale przycisnął mocno swoje usta do moich, momentalnie poczułam łzy w oczach. Zaczął się o mnie ocierać, a ja czułam jego twardniejącą długość. Odwróciłam głowę i zaczęłam krzyczeć, ale przyłożył dłoń do moich ust.
- Cicho skarbie, chyba nie chcesz, żebym zrobił to aż tak brutalnie. - warknął mi do ucha.
Zacisnęłam oczy, czując jak we mnie wchodzi, wcześniej podnosząc mnie i mocniej przyciskając do ściany. Wbiłam zęby w wargę gdy się we mnie poruszał. Nie wierzę, że się do tego posunął. Łzy spływały po moich policzkach, a ja mocno wbijałam paznokcie w jego ramiona, chcąc go tym zranić. Chwilę później opadł na mnie, szybko oddychając. Stanęłam na chłodnych kafelkach i wyrwałam się z jego objęć, po czym uciekłam do toalety, by się jak najszybciej wytrzeć i ubrać. Miałam dość tego dnia. Justin, zabierz mnie stąd.
Gdy się już ubrałam, zabrałam swoje rzeczy i niezauważalnie uciekłam z budynku. Złapałam taksówkę i wróciłam do hotelu. Zapłaciłam mężczyźnie, który mnie podwiózł i ruszyłam do windy. Po drodze spotkałam Justina.
- Hej skarbie, jesteś sama? - uśmiechnął się, widząc mnie.
- Tak, Ryan mnie podwiózł i jeszcze gdzieś na chwilę pojechał. - wymusiłam uśmiech.
- Coś się stało? - spytał, rozglądając się.
- Prócz dobiegającego ślubu? Nie. Muszę działać Justin. - zamknęłam oczy. - Kiedy kończysz?
Justin spojrzał na zegarek, a później na mnie.
- W sumie to już. Idź do siebie. Niedługo przyjdę, dobrze? - posłał mi delikatny uśmiech.
- Dobrze. - skinęłam głową. - Weź nam dwie herbaty.
- Jakie?
- Zieloną poproszę.
- Nie ma sprawy. - puścił mi oczko i poszedł przed siebie.
Wsiadłam do windy i już jechałam na górę. Nie powiem Justinowi. Nie mogę. Nie dzisiaj.
Weszłam do swojego pokoju, rzuciłam torebkę na krzesło i zdjęłam buty. Załamana usiadłam na łóżku, ale wiedziałam, że nie mogę się rozpłakać. Nie spędzę z Ryanem reszty swojego życia. Nienawidzę go tak bardzo. Rozejrzałam się po pokoju, szukając chusteczek, gdyż nie mogłam powstrzymać łez. Wysmarkałam nosek i inną chusteczką wytarłam oczy.
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc otworzyłam i odetchnęłam, gdy zobaczyłam Justina. Miał na małym wózku dwie filiżanki i dzbanek herbaty. Od razu się w niego wtuliłam. Objął mnie i zaczął gładzić moje włosy.
- Boję się go Justin. Musimy coś wymyślić. - szepnęłam.
- Spokojnie kochanie, zrobimy to. - objął mnie mocniej, a ja na niego spojrzałam i uśmiechnęłam się delikatnie ze łzami w oczach, Justin widząc to, pocałował mnie w czoło. - Nie płacz. - szepnął. - Chodź wypijemy herbatę.
- Dobrze. - mruknęłam cicho.
Spędziliśmy razem miły wieczór lecz Ryan musiał nam przerwać, bo jego numer pokazał się na wyświetlaczu mojego telefonu. Nie odebrałam. Po chwili napisałam mu sms’a.


Do ‘Ryan’:
Przepraszam, spałam, stało się coś?


Od ‘Ryan’:
Chciałem Ci powiedzieć, że nikt nie może się o tym wiedzieć, a tym bardziej moi rodzice, zrozumiane?

Do ‘Ryan’:
Wiem to, Ryan.


Od ‘Ryan’:
Idź spać.


Do ‘Ryan’:
Dobranoc.


- Chodźmy spać, hm? - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Też tak uważam. Chodźmy.
Rozebrałam się do bielizny i ułożyłam się wygodnie łóżku.
- Dobranoc kochanie. Kocham Cię. - szepnął Justin, obejmując mnie od tyłu.
- Ja Ciebie też. - mruknęłam cichutko.
Leżałam w jego ramionach jeszcze długi czas, nie mogąc zasnąć. Zastanawiałam się nad całą tą sprawą i stwierdziłam, że muszę w końcu iść spać. Obróciłam się przodem w stronę Justina i wtuliłam się w niego mocno, zamykając oczy.
- Chcę spędzić z Tobą resztę mojego życia. - szepnęłam, spokojnie oddychając.

~*~
Kocham Was xx
Do następnego x

3 komentarze:

  1. Kompletnie się tego nie spodziewałam... widzę, że wena Ci przyszła więc cierpliwie czekam na następny rozdział.. fajnie, że tu są takie emocje, mam jednak problem (mały mój własny), że Marina jest taka słaba i mało działa.. po prostu się daje za łatwo. Może to tylko moje odczucie, ale i tak jest świetnie.
    Przepraszam, że dopiero teraz komentuje, mam tornado w życiu.
    Kocham Cię, mała.

    JaXO.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i gdzie kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń