Obudziłam się rano w jego ramionach przez pukanie do drzwi.
Cholera. Kto to może być?
- Justin. Justin wstawaj. – mruknęłam, szturchając go.
- Co? – mruknął, otwierając lekko oczy.
- Wstawaj, ktoś puka. – szepnęłam wystraszona.
- Szlag. – zerwał się na równe nogi i od razu zaczął zakładać spodnie i koszulkę.
- Na balkon. – pokazałam palcem na drzwi balkonowe, wstając z łóżka.
- Okay. – mruknął i otworzył je, po czym wyszedł, kryjąc się za ścianą.
Zamknęłam za nim drzwi balkonowe i podeszłam do tych z innej strony pokoju, po czym je otworzyłam i ujrzałam Ryana, na którego widok szeroko się uśmiechnęłam, po chwili uświadamiając sobie, że na balkonie jest Justin i poczułam ogromny stres.
- H-hej Ryan. – uśmiechnęłam się, zagryzając wnętrze policzka.
- Dzień dobry skarbie. – położył dłonie na moje biodra i złożył na moich ustach pocałunek, który pogłębiłam. – Jak się spało? – szepnął przez pocałunek.
- Świetnie. – mruknęłam, nie okłamując go.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie.
- Myślałem, że powiesz, że kogoś Ci brakowało. – zrobił smutną minkę.
- Ryan wiesz, że razem nie śpimy. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego. – mruknęłam.
- Możemy dzisiaj spróbować. – pomachał znacząco brwiami.
- Żartujesz? Chcesz, żeby Twoi rodzice mnie zabili? – przygryzłam wnętrze policzka.
- No dobra. – westchnął, po czym pocałował moje czoło. – Ubieraj się. Idziemy na śniadanie. – uśmiechnął się.
- Okay. – odwzajemniłam gest.
- W takim razie czekam u siebie. – cmoknął mnie w usta i wyszedł z pokoju na co ja odetchnęłam z ulgą.
Zamknęłam za Ryanem drzwi i ruszyłam na drugą stronę pokoju. Byłam cholernie wystraszona, czyżby całe wakacje na stresie? Ciekawie się zapowiada. Justin stał na tarasie i czekał aż mu otworzę. Gdy to zrobiłam, chłopak się tylko zaśmiał i mnie przytulił.
- Nieźle kłamiesz. – pocałował mnie w czoło.
- Co? Skąd wiesz? – zmarszczyłam brwi, nie wiedząc jak mógł się dowiedzieć. Przecież był na zewnątrz.
- Okno, skarbie. – zachichotał, a ja od razu na nie spojrzałam, po czym uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, bo faktycznie było otwarte i wszystko przez nie słyszał.
Nieśmiało się do niego uśmiechnęłam, drapiąc się palcem po skroni.
- Ja wcale nie kłamałam. Nie chcę z nim spać, bo boję się jego rodziców, naprawdę go kocham i tak szczerze nie wiem o co tu chodzi. – pokazałam na niego, a później na siebie.
- Ja też nie, ale podoba mi się to. Przypominasz mi kogoś, ale nie mam pojęcia kogo. – odwrócił wzrok.
- Mam to samo. – wzruszyłam ramionami. – Nie pamiętam.. Jakiegoś chłopaka. Wydaje mi się, że nie miałam chłopaka oprócz Ryana. – spojrzałam w podłogę.
Naprawdę mi kogoś przypominał, a co najdziwniejsze, ja jemu kogoś też. To ma jakiś związek ze sobą? O co tu chodzi? Może to tylko przypadek? Choć wiem, że babcia mi zawsze powtarzała, że przypadki nie istnieją.. Co ma być to będzie i na nic nie mamy wpływu. Tak mawiała, a to zostało mi w głowie lecz nie mówiłam tego na głos.
- Ja chyba nikogo nie miałem.. – mruknął cicho, a ja potarłam jego ramię pocieszająco. Uśmiechnął się do mnie i rzekł: - Przepraszam Cię, ale muszę już iść do pracy. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. – pocałował czule moje usta i wyszedł z pokoju głównymi drzwiami.
Westchnęłam, widząc to, po czym ruszyłam do łazienki, by wziąć szybki, orzeźwiający prysznic. Wcześniej się na tym nie skupiłam, ale łazienka była urządzona na biało z brązowymi odcieniami, która współgrała z kolorami pokoju.
Gdy tylko weszłam pod prysznic, zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim.. Również o wypadku, w którym zginęli rodzice.. Pamiętam, że ktoś siedział ze mną na tyle.. Wydaje mi się, że nie miałam rodzeństwa, byłam jedynaczką.. i jestem do teraz, prawda?
- Justin. Justin wstawaj. – mruknęłam, szturchając go.
- Co? – mruknął, otwierając lekko oczy.
- Wstawaj, ktoś puka. – szepnęłam wystraszona.
- Szlag. – zerwał się na równe nogi i od razu zaczął zakładać spodnie i koszulkę.
- Na balkon. – pokazałam palcem na drzwi balkonowe, wstając z łóżka.
- Okay. – mruknął i otworzył je, po czym wyszedł, kryjąc się za ścianą.
Zamknęłam za nim drzwi balkonowe i podeszłam do tych z innej strony pokoju, po czym je otworzyłam i ujrzałam Ryana, na którego widok szeroko się uśmiechnęłam, po chwili uświadamiając sobie, że na balkonie jest Justin i poczułam ogromny stres.
- H-hej Ryan. – uśmiechnęłam się, zagryzając wnętrze policzka.
- Dzień dobry skarbie. – położył dłonie na moje biodra i złożył na moich ustach pocałunek, który pogłębiłam. – Jak się spało? – szepnął przez pocałunek.
- Świetnie. – mruknęłam, nie okłamując go.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie.
- Myślałem, że powiesz, że kogoś Ci brakowało. – zrobił smutną minkę.
- Ryan wiesz, że razem nie śpimy. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego. – mruknęłam.
- Możemy dzisiaj spróbować. – pomachał znacząco brwiami.
- Żartujesz? Chcesz, żeby Twoi rodzice mnie zabili? – przygryzłam wnętrze policzka.
- No dobra. – westchnął, po czym pocałował moje czoło. – Ubieraj się. Idziemy na śniadanie. – uśmiechnął się.
- Okay. – odwzajemniłam gest.
- W takim razie czekam u siebie. – cmoknął mnie w usta i wyszedł z pokoju na co ja odetchnęłam z ulgą.
Zamknęłam za Ryanem drzwi i ruszyłam na drugą stronę pokoju. Byłam cholernie wystraszona, czyżby całe wakacje na stresie? Ciekawie się zapowiada. Justin stał na tarasie i czekał aż mu otworzę. Gdy to zrobiłam, chłopak się tylko zaśmiał i mnie przytulił.
- Nieźle kłamiesz. – pocałował mnie w czoło.
- Co? Skąd wiesz? – zmarszczyłam brwi, nie wiedząc jak mógł się dowiedzieć. Przecież był na zewnątrz.
- Okno, skarbie. – zachichotał, a ja od razu na nie spojrzałam, po czym uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, bo faktycznie było otwarte i wszystko przez nie słyszał.
Nieśmiało się do niego uśmiechnęłam, drapiąc się palcem po skroni.
- Ja wcale nie kłamałam. Nie chcę z nim spać, bo boję się jego rodziców, naprawdę go kocham i tak szczerze nie wiem o co tu chodzi. – pokazałam na niego, a później na siebie.
- Ja też nie, ale podoba mi się to. Przypominasz mi kogoś, ale nie mam pojęcia kogo. – odwrócił wzrok.
- Mam to samo. – wzruszyłam ramionami. – Nie pamiętam.. Jakiegoś chłopaka. Wydaje mi się, że nie miałam chłopaka oprócz Ryana. – spojrzałam w podłogę.
Naprawdę mi kogoś przypominał, a co najdziwniejsze, ja jemu kogoś też. To ma jakiś związek ze sobą? O co tu chodzi? Może to tylko przypadek? Choć wiem, że babcia mi zawsze powtarzała, że przypadki nie istnieją.. Co ma być to będzie i na nic nie mamy wpływu. Tak mawiała, a to zostało mi w głowie lecz nie mówiłam tego na głos.
- Ja chyba nikogo nie miałem.. – mruknął cicho, a ja potarłam jego ramię pocieszająco. Uśmiechnął się do mnie i rzekł: - Przepraszam Cię, ale muszę już iść do pracy. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. – pocałował czule moje usta i wyszedł z pokoju głównymi drzwiami.
Westchnęłam, widząc to, po czym ruszyłam do łazienki, by wziąć szybki, orzeźwiający prysznic. Wcześniej się na tym nie skupiłam, ale łazienka była urządzona na biało z brązowymi odcieniami, która współgrała z kolorami pokoju.
Gdy tylko weszłam pod prysznic, zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim.. Również o wypadku, w którym zginęli rodzice.. Pamiętam, że ktoś siedział ze mną na tyle.. Wydaje mi się, że nie miałam rodzeństwa, byłam jedynaczką.. i jestem do teraz, prawda?
*OCZAMI JUSTINA*
Wróciłem do swojego pokoju, który znajdował się na samym
dole hotelu. Tak właśnie, mój pokój, który sam musiałem sobie urządzić, bo
jakżeby inaczej? Przecież właściciel nie da mi najtańszego pokoju, tylko
schowek na miotły. Wywróciłem oczami w myślach i szybko się przebrałem, gdyż
nie miałem za dużo czasu.. a dokładnie.. Spojrzałem na zegarek. ..2 minuty!
Nałożyłem swój uniform i pobiegłem przeciągnąć swoją kartą po terminarzu. Uff,
nie spóźniłem się.
Myślicie pewnie czemu mieszkam w schowku na miotły, gdy pracuję w tak luksusowym hotelu, hm? Otóż to.. Staram się zebrać jak najwięcej pieniędzy na swoje wymarzone mieszkanie. Chcę wreszcie znaleźć sobie kogoś odpowiedniego i założyć rodzinę.. Jestem pewien, że kiedyś miałem dziewczynę.. Przecież każda była moja, z którąś na pewno musiałem być. Gdy myślę tylko o jakiejś dziewczynie, od razu pokazuje mi się obraz z samochodu przed oczami.. gdy mieliśmy wypadek. To wujek? Ciocia? Może przyszli teściowie? Kto siedział obok?
Z rozmyśleń wyrwała mnie jedna z pracownic.
- Bieber proszę zanieść walizki Pani Waterloo do pokoju 135! – krzyknęła Ann-recepcjonistka.
- Robi się. – uśmiechnąłem się do staruszki i wziąłem jej walizki. – Proszę za mną. – zakomunikowałem i nacisnąłem przycisk do windy.
Po krótkim czasie starsza Pani i jej walizki znalazły się w pokoju pod numerem 135. Zszedłem na dół schodami, dzisiaj jakoś nie miałem humoru.. Chciałbym nadal leżeć z nią w łóżku. Było naprawdę przyjemnie, dlaczego ten idiota musiał nam przerwać? Okay kocha go.. Nie mogę mówić, że jest idiotą. Ale, cholera, jest. Który normalny facet narażałby swoją kobietę na takie coś jak tam istnieje? Nie mogą nawet ze sobą spać! To popieprzone. Może go tak naprawdę nie kocha? Tylko jego pieniądze? Ale skoro została z nim przy tym, że nie może z nim spać przez jego rodziców to w sumie musi być coś na rzeczy. Straciłem nadzieję, zresztą.. w sumie nawet jej nie miałem.
Chciałbym teraz leżeć w wygodnym łóżku, a nie w tej kanciapie. W sumie nie jest taka mała.. Ma jakieś trzy na cztery metry.. Pomalowałem ściany na biało. Wszystko jest tam białe i nieskazitelne. Tak jak w moim przyszłym domu. Czystość.
- Justin co Ty dzisiaj taki zamyślony? – powiedziała do mnie Ann, gdy tylko wszedłem do holu.
- Nie wiem sam Ann.. – westchnąłem, opierając się łokciami o ladę.
- Zakochany? – zaśmiała się, chcąc zażartować.
- Nie ma w kim. – słabo się uśmiechnąłem lecz Ann mi nie odpowiedziała, bo zadzwonił telefon.
Po chwili zakomunikowała mi, że nie ma kto stać jako barman, gdyż Jack zemdlał od słońca i mam iść go zastąpić.
Pobiegłem do swojego pokoju i ubrałem jakieś lżejsze ubrania, po czym poszedłem na swoje stanowisko nad basenem. Po chwili ujrzałem opalającą się Marinę, a obok jej narzeczonego.
- Poproszę mojito. – podeszła jakaś dziewczyna z uśmiechem i wyciągnęła kartę, na którą nabijane były wszystkie pieniądze.
Szybko podałem jej zamówiony napój i przeciągnąłem kartą po terminarzu.
- Poproszę sok pomarańczowy. – usłyszałem głos i sięgnąłem po szklankę, po czym nalałem tam świeżego soku i dodałem kilka kostek lodu.
- Proszę. – postawiłem naczynie i włożyłem tam jeszcze słomkę, po czym dopiero podniosłem wzrok i ujrzałem Marinę. – Witam Panią. – uśmiechnąłem się szeroko.
- Hej. – zachichotała. – Stoisz jako barman? – zmarszczyła brwi.
- Nope. Jack miał lekki wypadek i musiałem go zastąpić. – delikatnie się uśmiechnąłem.
- Oh, okay. – odwzajemniła gest i wzięła łyka. – Mmm.. Warte zapłaty. – zaśmiała się i podała mi kartę, którą jej oddałem.
- Na mój koszt. – puściłem jej oko. – Gdzie Twój chłopak? – uniosłem brew, gdyż nigdzie go nie widziałem.
- Poszedł do toalety. – mruknęła, pijąc sok przez słomkę.
Nie spojrzała na mnie, gdy ją o to zapytałem lecz wcześniej cały czas patrzyła mi w oczy.
- Coś się stało? – spytałem z nutą troski w głosie.
- Nie, jest okay. – uśmiechnęła się łagodnie.
Ma taki piękny uśmiech.. Pełne usta.. Nic, tylko całować.
- Czemu patrzysz na moje usta? – szepnęła.
- Bo bardzo chciałbym Cię pocałować. – odszepnąłem.
Rozejrzała się i przybliżyła się do mnie.
- Całuj. – uśmiechnęła się.
Mocno naparłem na jej usta, całując je, a ona cicho pisnęła ze zdziwienia, ale oddała pocałunek.
- Może pójdzie Pani ze mną dziś wieczorem na plażę, hm? – szepnąłem przez pocałunek.
Oderwała się ode mnie i schowała dolną wargę, lekko się uśmiechając.
- Wie Pan co? Z wielką chęcią. – zaśmiała się cicho.
- W takim razie widzimy się w holu o 22. – przejechałem palcami po włosach.
- Okay. – mruknęła z uśmiechem.
- Witam Justina. – zaśmiał się jej Ryan, obejmując ją od tyłu.
- Dzień dobry. – skinąłem głową z lekkim uśmiechem. – Podać coś?
- Nie, dzięki. – skierował słowa do mnie, po czym przyłożył swoje usta do ucha Mariny i zaczął coś mówić, a ja, by nie być zazdrosnym, zacząłem wycierać szklanki.
Nie wiem dlaczego, ale czułem coś do niej.
- My lecimy. Narka. – zaśmiał się i złapał Marinę za rękę, po czym ruszył do wyjścia.
Gdy wychodziła, spojrzała jeszcze na mnie i puściła mi całusa, na co ja się uśmiechnąłem.
Ciekawe gdzie poszli.. Dowiem się później, ale nie wiem czy chcę.
Kilka godzin później, gdy już skończyłem, poszedłem do swojego, tak zwanego, pokoju i przygotowałem się na późniejsze wyjście na plażę.
- Jak myślisz Bieber będzie gorąco? – przygryzłem wnętrze policzka, patrząc na szafę. – Masz problemy jak kobieta. – zaśmiałem się do siebie i wybrałem czarne spodnie z opuszczonym krokiem i błękitną, cienką koszulę na guziki.
Ogoliłem się i nasmarowałem twarz kremem nawilżającym po czym użyłem odrobiny wody kolońskiej i o określonej porze poszedłem do holu, czekając na lekkim stresie.
Myślicie pewnie czemu mieszkam w schowku na miotły, gdy pracuję w tak luksusowym hotelu, hm? Otóż to.. Staram się zebrać jak najwięcej pieniędzy na swoje wymarzone mieszkanie. Chcę wreszcie znaleźć sobie kogoś odpowiedniego i założyć rodzinę.. Jestem pewien, że kiedyś miałem dziewczynę.. Przecież każda była moja, z którąś na pewno musiałem być. Gdy myślę tylko o jakiejś dziewczynie, od razu pokazuje mi się obraz z samochodu przed oczami.. gdy mieliśmy wypadek. To wujek? Ciocia? Może przyszli teściowie? Kto siedział obok?
Z rozmyśleń wyrwała mnie jedna z pracownic.
- Bieber proszę zanieść walizki Pani Waterloo do pokoju 135! – krzyknęła Ann-recepcjonistka.
- Robi się. – uśmiechnąłem się do staruszki i wziąłem jej walizki. – Proszę za mną. – zakomunikowałem i nacisnąłem przycisk do windy.
Po krótkim czasie starsza Pani i jej walizki znalazły się w pokoju pod numerem 135. Zszedłem na dół schodami, dzisiaj jakoś nie miałem humoru.. Chciałbym nadal leżeć z nią w łóżku. Było naprawdę przyjemnie, dlaczego ten idiota musiał nam przerwać? Okay kocha go.. Nie mogę mówić, że jest idiotą. Ale, cholera, jest. Który normalny facet narażałby swoją kobietę na takie coś jak tam istnieje? Nie mogą nawet ze sobą spać! To popieprzone. Może go tak naprawdę nie kocha? Tylko jego pieniądze? Ale skoro została z nim przy tym, że nie może z nim spać przez jego rodziców to w sumie musi być coś na rzeczy. Straciłem nadzieję, zresztą.. w sumie nawet jej nie miałem.
Chciałbym teraz leżeć w wygodnym łóżku, a nie w tej kanciapie. W sumie nie jest taka mała.. Ma jakieś trzy na cztery metry.. Pomalowałem ściany na biało. Wszystko jest tam białe i nieskazitelne. Tak jak w moim przyszłym domu. Czystość.
- Justin co Ty dzisiaj taki zamyślony? – powiedziała do mnie Ann, gdy tylko wszedłem do holu.
- Nie wiem sam Ann.. – westchnąłem, opierając się łokciami o ladę.
- Zakochany? – zaśmiała się, chcąc zażartować.
- Nie ma w kim. – słabo się uśmiechnąłem lecz Ann mi nie odpowiedziała, bo zadzwonił telefon.
Po chwili zakomunikowała mi, że nie ma kto stać jako barman, gdyż Jack zemdlał od słońca i mam iść go zastąpić.
Pobiegłem do swojego pokoju i ubrałem jakieś lżejsze ubrania, po czym poszedłem na swoje stanowisko nad basenem. Po chwili ujrzałem opalającą się Marinę, a obok jej narzeczonego.
- Poproszę mojito. – podeszła jakaś dziewczyna z uśmiechem i wyciągnęła kartę, na którą nabijane były wszystkie pieniądze.
Szybko podałem jej zamówiony napój i przeciągnąłem kartą po terminarzu.
- Poproszę sok pomarańczowy. – usłyszałem głos i sięgnąłem po szklankę, po czym nalałem tam świeżego soku i dodałem kilka kostek lodu.
- Proszę. – postawiłem naczynie i włożyłem tam jeszcze słomkę, po czym dopiero podniosłem wzrok i ujrzałem Marinę. – Witam Panią. – uśmiechnąłem się szeroko.
- Hej. – zachichotała. – Stoisz jako barman? – zmarszczyła brwi.
- Nope. Jack miał lekki wypadek i musiałem go zastąpić. – delikatnie się uśmiechnąłem.
- Oh, okay. – odwzajemniła gest i wzięła łyka. – Mmm.. Warte zapłaty. – zaśmiała się i podała mi kartę, którą jej oddałem.
- Na mój koszt. – puściłem jej oko. – Gdzie Twój chłopak? – uniosłem brew, gdyż nigdzie go nie widziałem.
- Poszedł do toalety. – mruknęła, pijąc sok przez słomkę.
Nie spojrzała na mnie, gdy ją o to zapytałem lecz wcześniej cały czas patrzyła mi w oczy.
- Coś się stało? – spytałem z nutą troski w głosie.
- Nie, jest okay. – uśmiechnęła się łagodnie.
Ma taki piękny uśmiech.. Pełne usta.. Nic, tylko całować.
- Czemu patrzysz na moje usta? – szepnęła.
- Bo bardzo chciałbym Cię pocałować. – odszepnąłem.
Rozejrzała się i przybliżyła się do mnie.
- Całuj. – uśmiechnęła się.
Mocno naparłem na jej usta, całując je, a ona cicho pisnęła ze zdziwienia, ale oddała pocałunek.
- Może pójdzie Pani ze mną dziś wieczorem na plażę, hm? – szepnąłem przez pocałunek.
Oderwała się ode mnie i schowała dolną wargę, lekko się uśmiechając.
- Wie Pan co? Z wielką chęcią. – zaśmiała się cicho.
- W takim razie widzimy się w holu o 22. – przejechałem palcami po włosach.
- Okay. – mruknęła z uśmiechem.
- Witam Justina. – zaśmiał się jej Ryan, obejmując ją od tyłu.
- Dzień dobry. – skinąłem głową z lekkim uśmiechem. – Podać coś?
- Nie, dzięki. – skierował słowa do mnie, po czym przyłożył swoje usta do ucha Mariny i zaczął coś mówić, a ja, by nie być zazdrosnym, zacząłem wycierać szklanki.
Nie wiem dlaczego, ale czułem coś do niej.
- My lecimy. Narka. – zaśmiał się i złapał Marinę za rękę, po czym ruszył do wyjścia.
Gdy wychodziła, spojrzała jeszcze na mnie i puściła mi całusa, na co ja się uśmiechnąłem.
Ciekawe gdzie poszli.. Dowiem się później, ale nie wiem czy chcę.
Kilka godzin później, gdy już skończyłem, poszedłem do swojego, tak zwanego, pokoju i przygotowałem się na późniejsze wyjście na plażę.
- Jak myślisz Bieber będzie gorąco? – przygryzłem wnętrze policzka, patrząc na szafę. – Masz problemy jak kobieta. – zaśmiałem się do siebie i wybrałem czarne spodnie z opuszczonym krokiem i błękitną, cienką koszulę na guziki.
Ogoliłem się i nasmarowałem twarz kremem nawilżającym po czym użyłem odrobiny wody kolońskiej i o określonej porze poszedłem do holu, czekając na lekkim stresie.
~*~
Witam Was wszystkich.
Nie będę się tłumaczyć z mojego lenistwa, więc bardzo chcę Was przeprosić za moją nieobecność na blogu.
Nie wiem czy mam wielu czytelników, czy kilku wiernych, ale dodaję 4 rozdział.
PROSZĘ O DODANIE KOMENTARZA
Kocham Was bardzo i bardzo dziękuję za ponad 2000 wyświetleń!
Jestem z Wami już rok i mam dopiero 4 rozdziały, ale mam teraz wakacje.. Postaram się naprawdę, ale moje lenistwo wygrywa i mam z nim ogromne problemy.
DZIĘKUJĘ RÓWNIEŻ KOCHANEJ http://dare--to--create.blogspot.com ZA NOWY SZABLON!
Właśnie. Podoba Wam się? Piszcie w komentarzach ^^
ZAPRASZAM PONOWNIE! KOCHAM WAS!
Piszcie mi co myślicie o tym blogu i czego w nim chcecie, bo często też nie mam weny.
Do następnego! xx
PS. Mam nadzieję, że pewna anonimowa osoba już wie, dlaczego akcja odbywa się tak szybko ;)
TRALALALAL, JESTEM PIERWSZA!
OdpowiedzUsuńNo cóż, mój kochany leniu. Na takie rozdziały warto czekać, więc proszę mi się tu nie przejmować. ;) W połowie rozdziału miałam pewne eh, ale już mi to wyjaśniłaś, więc luz, nie pytam. xD Okay, więc tak. Justin mieszka w schowku na miotły... Ej, no przecież może przyjść do mnie, mam wygodne łóżko. xd TO TYLKO FF, WIEM.
Dobra, świetny rozdział, mówiłam już? Plaża, mmmmm. ^^ Jestem ciekawa tylko co będzie dalej! Możesz zrobić to specjalnie dla mnie i napisać kolejny gdzieś tak o miesiąc szybciej? :( Wybacz. xd :*
Co do szablonu.. Piękny jest! Cudowny po prostu. Ryan głupiutki, przecież są daleko od domu, rodzice by się nie dowiedzieli, że śpią razem. XD Wybacz, ale jak dla mnie Ryan to frajer. xd
No cóż, zauważyłaś, że zaczynam już któryś raz od no cóż? xd Sorrka, wiem. Moje komentarze są bez sensu, a Ty właśnie tysięczny raz wywracasz oczami. xd
Do brzegu. Rozdział mega, autorka cudowna, zasłużone 2000 wejść. :) Kocham Cię, pamiętaj o tym. I nieważne ile będę czekać, zawsze wytrwale. Bo warto. :) Do następnego. xxx
Boskie,Czekam na kolejny rozdział.Pisz jak najszybciej.Nie mogę się doczeka;)
OdpowiedzUsuńJejku ale świetny blog. Dopiero teraz go odkryłam i mam zamiar zostać ba dłużej :) Mam nadzieję ze szybko dodasz nowy. Do nn :*
OdpowiedzUsuńoh mam nadzieje ze ona w koncu skonczy z Rayanem :/ super rozdzial :) czekam na nn ♥
OdpowiedzUsuńWybacz, że tak późno dodaję komentarz ale wiesz jak jest ... ;/
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, to bardzo mi się podoba i mega mnie zdziwiłaś, że pocałowali się tak publicznie xD Uwielbiam tu Justina..i mam nadzieję, że ta kolacja na plaży coś tam namiesza w głowie Marince ;p
Nie wiem co Ci więcej pisać bo na moje zrobiłaś bardzo duży postęp jeśli chodzi o pisanie. Wszystko jest bardziej spójne i logicznie napisane. I skarbie, pisz to regularnie bo teraz zrobiłaś smaka nie tylko mi ale też innym. No iiiiiiiiiiiii weź skończ tls co będzie spokój na jakiś czas xd
Kocham Cię bardzo mocno a teraz lecę spać. Dobranoc <3
Dziękuję za zostawienie linka do twojego bloga. Fanie zapowiada się i będę go czytała. Myślę, że będziesz często dodawała rozdziały. Czekam na kolejny z niecierpliwością <3
OdpowiedzUsuńExtra :D
OdpowiedzUsuń