poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 7

- Nie chcę wracać do swojego pokoju. – mruknęłam do Justina.
- Czemu? – uniósł brew, patrząc na mnie.
- Ryan mnie denerwuje.. – westchnęłam, popijając herbatę.
- Może.. Chodź do mnie skoro tak? Tylko nie śmiej się. – widziałam w nim odrobinę stresu.
- Czemu mam się śmiać? – zmarszczyłam brwi, nie wiedząc o co chodzi.
- Chodź. – złapał mnie za rękę i zaciągnął pod pomieszczenie gospodarcze. – Zapraszam. – otworzył przede mną drzwi, a ja szeroko otworzyłam oczy.
- Wow. – zaniemówiłam z wrażenia.
- Mieszkam tu. –mruknął.
- Słucham? – uniosłam brew. – Chyba sobie żartujesz. – spojrzałam na niego.
- No nie. Ale ładnie mam? – rozglądnął się po pokoju, a ja zrobiłam to samo.
- Nasze wymarzone wnętrze. – uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku.
- Coś mi jednak w głowie zostało. – zaśmiał się, siadając obok mnie.
Spojrzałam na niego z uśmiechem i cmoknęłam jego policzek.
- Dobra dosyć tego dobrego. Teraz się tłumacz. – mruknął.
- Justin.. Bo to nie tak jak Ty myślisz. Kłóciliśmy się.. Widział nas wczoraj na plaży.. – szepnęłam. – Wypierałam się, a on nagle.. nagle zaczął mnie całować. – zamknęłam oczy. – Czułam się, jakbym Cię zdradzała. – nagle poczułam, że ramiona szatyna oplatają moje ciało. – Mówiłam, że nie możemy, ale on nalegał i poczułam się cholernie dobrze, gdy zapukałeś do drzwi. Później od razu poszłam pod prysznic..
- A spójrz co ja nadal dla Ciebie mam. – szepnął, po czym spojrzał na bukiet czerwonych róż.
- Jaki piękny. – uśmiechnęłam się delikatnie. – Dziękuję. – musnęłam jego usta, a on oddał pocałunek.
- Kocham Cię. – szepnął przez pocałunek, a ja się ponownie uśmiechnęłam.
- Ja Ciebie też. – odszepnęłam.
- Marina.. Co Ty zamierzasz zrobić z Ryanem? – spojrzał na mnie.
- Ja nie wiem. – oparłam czoło o jego klatkę piersiową.
Nie mam pojęcia co zrobię. Wiem tylko jedno. Muszę go zostawić.
- Halo halo a co to za książka? – podniosłam jedną, która leżała na szafce nocnej Justina. – Moja ulubiona. – uśmiechnęłam się szeroko, patrząc na okładkę.
- Moja też. – zaśmiał się.
- Poczytasz mi na dobranoc? Nie mam zamiaru dzisiaj wracać do swojego pokoju. – mruknęłam.
- Nie ma sprawy. – skinął głową.
- A poszedłbyś po mojego laptopa? Zostawiłam na recepcji. – spojrzałam na swoje dłonie.
- Zaraz wracam. – wstał z łóżka i po chwili wrócił z tym, o co go prosiłam.
- Piszę książkę, wiesz? Już kolejną. – powiedziałam dumna z siebie.
- Gratuluję. – pocałował moją skroń. – Zdradzisz mi rąbek tajemnicy, którą skrywa Twoja książka?
- Może później. – zachichotałam, kładąc go na stolik.
- Będę Cię męczył. – zaczął mnie łaskotać.
- Zostaw! Nie! Wiesz, że mam łaskotki! – wrzasnęłam, kuląc się.
- Wiem. – zaśmiał się i rzucił się na mnie, przygniatając mnie lekko.
- Złaź. Ciężki się zrobiłeś. – rzuciłam.
- To same mięśnie. – puścił mi oczko.
- Ah tak? Daj dotknąć. – zaczęłam się śmiać, a on podniósł się i uniósł koszulkę do góry. – O kurde, myślałam, że żartujesz.. – zagryzłam wargę, widząc jego abs.
- Nie rób tak, bo mnie podniecisz. – mruknął, zasłaniając swoją klatkę piersiową koszulką.
- A może chcę? – uniosłam brew ze zmysłową miną.
- Marrrrinaaaa… - wymruczał.
- No dobra to może jednak nie. – zaśmiałam się, wiedząc już jak na mnie działa.
Położyłam się na Justina i zaczęłam rysować wzorki palcem na jego ramieniu. Było mi z nim dobrze. Nie narzekam na Ryana, ale jego świńskie zachowanie czasami doprowadza mnie do wybuchu emocji. A Justin.. nawet kocha tą samą literaturę co ja.
Czułam, że powoli oddaję się w ramiona Morfeusza i odchodzę do krainy snu, gdy wszystkie moje mięśnie się rozluźniły.
 

 
*OCZAMI JUSTINA*
 

 
Cieszę się, że wtedy przyszedłem.. Mogłoby się to źle skończyć. Muszę mieć ją na oku cały czas, żeby się coś przypadkiem złego nie stało. Wyglądała tak słodko, gdy spała. Dawno nie miałem tego obrazu przed oczami. Jest piękna. I mądra. I, mam nadzieję, niedługo moja. Kocham ją cholernie mocno i pomyśleć, że kilka dni temu, tak naprawdę, nie wiedziałem kim ona jest. Tylko dziewczyną ze snów. A teraz trzymam ją w swoich ramionach i nigdy nie mam zamiaru jej puścić. Widzę tu cały świat, ale wiem, że jeszcze nie jest tylko mój. Nie będę kazał jej nikogo wybierać. Zrobi to sama. Jak zostanie ze mną, będę cholernie szczęśliwy, a jak jego, to.. to się chyba zabiję.
Położyłem ją na łóżku i rozebrałem do bielizny, po czym przykryłem kołdrą i złapałem za książkę. Przeczytałem sobie kilka stron, aż mnie zmuliło do spania, więc sam rozebrałem się do bokserek i położyłem się obok niej, objąłem ją ramieniem, a ona się we mnie automatycznie wtuliła. Uśmiechnąłem się do siebie i po chwili zasnąłem, starając się wyłączyć myślenie.
 

 
*OCZAMI RYANA*
 

 
- Gdzie ona do kurwy jest?! – warknąłem do siebie, dzwoniąc do niej, ale oczywiście musiała zostawić telefon.
Znów wyszła z tym dupkiem? Zabiję go jak tylko go spotkam. Zbiegłem na dół do recepcji.
- Widziała Pani dziewczynę, która ze mną przyjechała? – spytałem, starając się brzmieć spokojnie.
Jakby analizowała informacje w głowie i nagle powiadomiła.
- Wyszła z hotelu już jakiś czas temu.
- A ten cały hotelowy? Co z nim? – spytałem.
- Justin? Jest w swoim pokoju i domyślam się, że już śpi, bo jutro jest cały dzień w pracy. – powiedziała, patrząc w papiery.
Czyli nie jest z nim. Ale po co wychodziła z hotelu? Muszę się tego dowiedzieć.
Wróciłem do pokoju na górę i wziąłem jej telefon. W rejestrach byłem głownie ja. Żadnego niezapisanego numeru. Teraz jej wierzę, ale skoro poszła to co teraz mam robić? Poczekam do rana. Poszedłem do swojego pokoju i ułożyłem się na łóżku, po czym włączyłem sobie telewizję.
Pieprzę rodziców. Chcę ją. Chcę ją całą. Chcę jej ciało. W trybie natychmiastowym. To oficjalne. Chcę wreszcie zatopić w niej swojego penisa, ale wiem, że nie zgodzi się, dopóki nie będziemy po ślubie. Cholera, dopiero jest początek tygodnia. Czekam do soboty i wtedy będzie ślub. A jutro wszystko załatwię i wreszcie będzie moja i tylko moja.
Muszę zrobić coś, żeby wreszcie przestała pisać tą głupią książkę. Może przez przypadek spadnie jej laptop? Cokolwiek aby zepsuć te gówno. Na wszelki wypadek.. zrobię to tak, żeby wszystko poszło na tego Justina. Znienawidzi go, a ja ją wtedy pocieszę. Będzie moja. Już ja się o to postaram.

~*~
POLECAJCIE, ROZGŁAŚNIAJCIE! ♥

Do następnego xx

poniedziałek, 15 września 2014

Rozdział 6

- Ryan byłam całą noc w swoim pokoju, uwierz mi. – rzuciłam ostro po długiej rozmowie, którą przeprowadziliśmy.
- Widziałem Cię na plaży z okna. – warknął.
- Może to nie byłam ja, co? Sprawdź kamery, wszystko, ale to nie byłam ja! – wrzasnęłam, napinając mięśnie.
- Nie kłam. – spojrzał na mnie ze złością w oczach.
Okay, to byłam ja, nie przyznam mu się, bo nie ma dowodu. Pierwszy raz, w całym naszym związku, Ryan podnosi na mnie głos. Równie dobrze mogłabym usiąść i się rozpłakać, ale nie zrobię tego, nie pokażę mu, że nie jestem wystarczająco silna.
- Ryan mówiłam Ci coś. – mruknęłam spokojniej.
- Byłaś razem z tym całym hotelowym! – warknął ponownie i złapał moje ramiona w silne dłonie.
- A masz dowód? – wysyczałam i usłyszałam tylko ciszę. Wygrałam? Czy może się jednak myliłam?
- Po prostu widziałem.
- Widzieć to Ty sobie mogłeś! Nie masz na mnie dowodu, to nie byłam ja. – zacisnęłam szczękę, a po chwili poczułam usta Ryana na swoich. – Nie żartuj sobie. – mruknęłam przez pocałunek.
- Bo będę sprzeczał się dalej. – zakomunikował, a ja oddałam pocałunek, bo nie chciałam się kłócić.
Co prawda, kocham Justina i czuję się tak, jakbym go zdradzała, w czasie gdy Ryan jest moim narzeczonym, ale jednak do niego też coś czuję.
Położył mnie na łóżku, a sam zaczął nade mną górować. Całował moje usta, powoli schodząc na szyję i dekolt. Całował zachłannie, jakby chciał pozbyć się swoich negatywnych emocji.
Po chwili leżałam przed nim w samej bieliźnie, ale rozum powrócił i szybko usiadłam, chcąc uspokoić oddech.
- Nie możemy. – mruknęłam ciężko.
- Chyba nie chcesz, żebyśmy zostali w takiej potrzebie. – spojrzał na mnie.
- Ryan nie. Nie jestem gotowa. – zamknęłam oczy.
- Skarbie.. Sama wiesz, że oboje tego chcemy.. – szepnął zachęcająco.
- Ja-ja.. – zaczęłam, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
Wybawca! Nie mam pojęcia kto to, lecz mam zamiar całować mu stopy za uratowanie mojego dziewictwa.
Ryan westchnął, a ja, owijając się kołdrą, podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam i ujrzałam Justina. Szeroko otworzyłam oczy, kręcąc delikatnie głową.
- Przyszedłem z.. kwiatami.. – mruknął, ale nagle zobaczył Ryana. – Ale to chyba do pokoju obok. – spojrzał w bok.
- Pewnie tak. – skinęłam głową, wiedząc już, że będę musiała mu się odwdzięczyć.
- Do widzenia. – mruknął i odszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi.

*OCZAMI JUSTINA*

- Do widzenia. – rzuciłem i odszedłem od drzwi, a za rogiem kwiaty wyrzuciłem do kosza.
Wiedziałem, że tak będzie, bo jak inaczej? A może.. No sam nie wiem.. Miała wypisaną ulgę na twarzy, gdy tylko mnie ujrzała. Może ją przed czymś uratowałem?
Wróciłem się po kwiaty, i choć wiem, że to głupie, wyjąłem je ze śmietnika i poszedłem do swojego „pokoju”.
Byli w bieliźnie? Czy byli nadzy? Oto jest pytanie.
Dostałem dzisiaj dzień wolnego, sądziłem, że spędzimy go choć w połowie razem, ale myliłem się.. Teraz zamierzam spędzić ten dzień ze swoją ulubioną książką. Rzuciłem się na łóżko i, po raz kolejny, chwyciłem za piękną powieść.


Po dwóch godzinach czytania, stwierdziłem, że zgłodniałem, więc sięgnąłem do swojej małej lodówki po coś dobrego. Na szczęście Marina nie wiedziała, gdzie mieszkam. Jej rodzice zawsze byli bogaci. To znaczy.. odkąd tylko pamiętam.
Usłyszałem pukanie do drzwi, więc podszedłem do nich i uchyliłem lekko, a moim oczom ukazała się Ann.
- Justin, bardzo mi przykro, ale musisz dzisiaj mi pomóc. Przyjeżdża bardzo ważna osoba i trzeba wszystko idealnie przygotować. – mruknęła, a ja skinąłem głową.
- Nie ma sprawy i tak nie mam nic ciekawego do roboty. – rozejrzałem się po pokoju.
- Zawsze porządek. – zaśmiała się, na co ja się uśmiechnąłem. – Ty, a co to za dziewczyna wczoraj z Tobą była?
- Em.. Powiem Ci pod warunkiem, że nikomu nie powiesz. – pokazałem na nią palcem, choć wiedziałem, że mogę jej ufać.
- Ja? No błagam. –zaśmiała się.
- No żartowałem. – uśmiechnąłem się. – Do tej pory oboje mieliśmy amnezję, rozumiesz? Mieliśmy wypadek i kompletnie o sobie zapomnieliśmy. A ona mi się codziennie śniła. Ja jej też. A teraz jak zobaczyliśmy się w hotelu to.. to wszystko powróciło. – mruknąłem z lekkim uśmiechem. – Byliśmy razem trzy lata.
Twarz Ann zdradzała, iż była bardzo zdziwiona.
- Ej ta historia nadaje się na książkę. – zaśmiała się.
Zastanowiłem się chwilę, po czym przyznałem jej rację.
- Może napiszę to w formie pamiętnika? – zacząłem się śmiać.
- Czemu nie. – wzruszyła ramionami z uśmiechem. – Dobra, Justin, masz być gotowy za 10 minut, a ja idę na recepcję. – zakomunikowała i wyszła z pomieszczenia.
Od razu zacząłem się przygotowywać, a napisanie książki to nie jest taki głupi pomysł. Zastanowię się jeszcze nad tym.

*OCZAMI MARINY*

 Siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach, pisząc swoją książkę, którą zajmuję się już od jakiegoś czasu.
- Mieliśmy tu przyjechać na wakacje, a nie do pracy. – usiadł obok mnie Ryan i spojrzał w ekran.
- Nie zaglądaj. – zamknęłam laptopa. – A to, że mam wenę, to mogłeś się na to przygotować, w końcu Hawaje, piękne otoczenie... Nie dziw mi się. – spojrzałam na niego.
- Nie lubię książek. – mruknął, jedząc jakieś chipsy, a to doprowadziło mnie do szału.
- Wypad z tym świństwem z mojego łóżka. – mruknęłam jeszcze spokojnie. – I nie masz prawa mówić przy mnie, że nie lubisz książek. Wiesz, że to kocham, a to tylko wszystko niszczy. I nienawidzę jak tak mówisz.
Wywrócił oczami z zszedł z łóżka.
- Boks. To jest coś, a nie jakieś książki. – mruknął i zaczął bić powietrze.
- To, że uczysz się tego od dziecka, nie znaczy, że musisz niszczyć moją wenę. Trochę empatii Ryan. – zwróciłam mu uwagę.
- Empatii? – uniósł brew.
- No właśnie. – wywróciłam oczami i pisałam dalej.
Kątem oka zauważyłam, że machnął na mnie ręką i włączył sobie telewizję.
Tak naprawdę, to dzięki niemu jestem dość wysportowana. Naciskał, że mam ćwiczyć razem z nim. Wyszło mi na dobre, bo teraz trzymam zdrową formę, ale nie zwracając uwagi na Ryana, kontynuowałam swoje dzieło.


- Zamknij się Ryan! – krzyknęłam, nie mogąc skupić się na pisaniu.
- Ale mecz jest! – odkrzyknął.
- Gówno mnie obchodzi Twój mecz. – warknęłam pod nosem i zamknęłam laptopa, po czym założyłam buty i wyszłam z pokoju, trzymając pod pachą swój przenośny komputer.
Zeszłam do bufetu i usiadłam przy jednym ze stolików. Rozglądnęłam się po otoczeniu. Kompletnie nic nie przykuło mojej uwagi. Przez tego idiotę straciłam wenę. Wstałam z krzesła i podeszłam do recepcji z prośbą przechowania laptopa na jakiś czas, gdyż nie miałam zamiaru wracać się do pokoju.
Wyszłam z hotelu, a przed wejściem spotkałam Justina, który niósł bagaże. Spojrzał na mnie, ale nie mogłam odczytać co mówił jego wzrok.
- Porozmawiamy później. – mruknęłam do niego i poszłam przed siebie.

~*~

8 komentarzy = kolejny rozdział
Prosiłam o więcej motywacji, ale ich nie dostałam.
W szkole zaczyna się nauka, ale kolejny rozdział mam już napisany.
Jak obiecałam - rozdział raz na miesiąc. I oto uwaga poznajemy Ryana w innej odsłonie, jednak nie jest on nadal prawdziwy. Cieszcie się, że nie słyszycie tego, co ma w głowie.
Do następnego xx

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 5.

Rozglądnąłem się po korytarzu głównym i zauważyłem piękną Marinę z olśniewającym uśmiechem, która była ubrana w białą, zwiewną sukienkę i czarne buty na koturnie.
- Jaka Panienka śliczna. –uśmiechnąłem się szeroko i otworzyłem ramiona, a ona się we mnie wtuliła. – Chodźmy. – szepnąłem, nie chcąc, by ktoś więcej, niż Ann, nas widział.
Złapałem ciemnowłosą za rękę i ruszyliśmy do wyjścia bez słowa.
- Gdzie idziemy? –spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem.
- Na spacer. Jeżeli chcesz oczywiście. – powiedziałem pospiesznie ostatnie zdanie, nie wiedząc, czy na pewno chce.
- Pewnie. – cmoknęła mój policzek, na co ja się szeroko uśmiechnąłem, pokazując jej moje białe zęby.
- Po plaży mmm.. – zaśmiałem się, patrząc jej w oczy.
- Nie mogę powiedzieć, że takie uwielbiam, bo jeszcze nie byłam. – zrobiła lekki grymas.
- Żartujesz sobie? Nie zabrał Cię? – uniosłem brew.
- Nie, chociaż prosiłam wiele razy. –mruknęła cicho.
- Frajer. – stwierdziłem.
- No przestań, to mój narzeczony. – spojrzała na mnie.
- Stwierdzam fakty. – wzruszyłem ramionami. – Nie zasługuje na Ciebie. – powiedziałem na co Marina cicho westchnęła.
Szliśmy w ciszy za rękę w stronę plaży, nie zwracając uwagi na ludzi i ich spojrzenia.
Co chwilę spoglądałem na nią i, z minuty na minutę, twierdziłem, że jest jeszcze piękniejsza, niż widziałem ją pierwszy raz. Zatrzymałem się na chwilę, a Marina na mnie spojrzała, również się zatrzymując.
- Coś się stało? – spytała dość troskliwym tonem.
- Mogę Cię przytulić? – szepnąłem niepewnie.
- Pewnie. – uśmiechnęła się i wtuliła się we mnie a ja mocno ją objąłem i zaciągnąłem się jej zapachem.
Pachniała..słodko. To przez perfum, czy może żel pod prysznic? Albo balsam do ciała? Postaram się kiedyś tego dowiedzieć i już to sobie obiecałem.
Obejmując ją, poczułem się jak kiedyś. Sam nie wiem jak to możliwe, że..jak kiedyś? Przecież widzę ją pierwszy raz. O co tu chodzi, co? Powie mi ktoś? Wiem, że kiedyś miałem wypadek i trafiłem tutaj. To wszystko. Chyba..? W myślach postanowiłem, że kolejny wolny wieczór spędzę nad przemyśleniem tego wszystkiego.
- O czym myślisz? – spytała szeptem, wyrywając mnie z moich rozmyślań.
- O.. W sumie mam mętlik w głowie, więc za dużo Ci nie mogę powiedzieć. – westchnąłem cicho. – A Ty?
- Ja.. Nie wiem skąd, ale uwielbiam ten.. ten dotyk. – szepnęła, na co ja się uśmiechnąłem.
- Może to dziwne, ale ja też. – zaśmiałem się cicho, a Marina spojrzała na mnie i się uśmiechnęła.
- Idziemy dalej? – spytała, patrząc mi w oczy.
- Pewnie, chodź. – złapałem ją za rękę i ruszyliśmy na plażę.

- Podoba mi się tu. Chcę tu zostać. – mruknęła, siedząc na piasku z zakopanymi stopami i wzrokiem wbitym w linię brzegową.
- No wiesz.. Nikt nie każe Ci wyjeżdżać. – spojrzałem na nią z uśmiechem.
- Justin, ja rozumiem, że nie mam nikogo innego, niż Ryan i jego rodzina, ale.. to nie jest możliwe. – mruknęła.
- Może to dziwnie zabrzmi.. ale masz mnie. – szepnąłem.
- Czekałam, aż to powiesz, wiesz? – spojrzała mi w oczy, takim głosem, który słyszałem często.


- Kocham Cię. Chcę być z Tobą już zawsze. – spojrzałem jej w oczy, trzymając jej dłonie.
- Czekałam, aż to powiesz. – oplotła ramionami moją szyję. – Ja Ciebie też, Justin. – szepnęła.


Uśmiechnąłem się lekko, gdyż wspomnienie, nie mam pojęcia jakie i skąd pojawiło się w mojej głowie. Może to tylko wymysł mojej wyobraźni? Nie obchodzi mnie to, teraz jestem z nią i muszę się na niej skupić.
- Słyszałeś? – zaśmiała się, machając dłonią przed moją twarzą.
- Ale co? – zmarszczyłem brwi.
- Oh już nic. – uśmiechnęła się i położyła głowę na moim ramieniu.
- Tak mi się podoba. – szepnąłem, obejmując ją ramieniem.
- Mi też, ale zimno mi się robi. – odszepnęła, a ja przyciągnąłem ją bliżej. – Lepiej. – zachichotała.
- Podobasz mi się. – szepnąłem, nie będąc pewny jak to odbierze.
Jedyne co usłyszałem w odpowiedzi to cisza, którą zagłuszały fale. Nie powinienem tego mówić. Jestem głupi. Mogłem się domyślić, że tak będzie.
- Przepraszam, nie powinienem--
- Justin ja wiem, że mam narzeczonego, którego kocham i nie powinnam tego mówić, ale Ty mi też. – przerwała mi, a ja na jej słowa zaniemówiłem. – Przypominasz mi kogoś, kogo cholernie kochałam, ale za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć kto to był. – zamknęła oczy a ja mocniej ją przytuliłem.
- Mam to samo. – szepnąłem.
- Nie uważasz, że to dziwne? – spojrzała na mnie.
- Uważam, że to bardzo dziwne, ale nie mogę ułożyć w głowie o co chodzi.. – mruknąłem cicho.
- Zawsze ją nosisz? – pokazała na moją złotą bransoletę z kluczykiem.
- Od wtedy gdy ją dostałem zdejmuję tylko do kąpieli. – zaśmiałem się lekko.
- Śniła mi się. – mruknęła z powagą, a ja spojrzałem na nią bardzo zdziwiony.

*OCZAMI MARINY*


- J-Justin ja Cię znam.. –szepnęłam.
- No tak. Siedzisz tu ze mną. – mruknął.
- Nie. To Ty byłeś ze mną przed wypadkiem. – spojrzałam w jego oczy. – Pamiętasz mnie? Zawsze byłam Twoją Małą Myszką.. – szepnęłam, czując jak łzy wypełniają moje oczy.
- Ja.. Ja wiem, że coś było, ale.. To nie mogłaś być Ty. – mruknął, zamykając oczy.
- Już wszystko pamiętam. Spójrz. Jechaliśmy wtedy na wakacje z moimi rodzicami. Wreszcie udało nam się na nie uzbierać. Żegnałeś się z rodzicami. Jechaliśmy na tylnich siedzeniach przytuleni do siebie, gdy nagle wyjechał przed nami samochód.. Pamiętam ten krzyk. – zamknęłam oczy, a moje łzy wypłynęły z moich oczu.
- Marina, nie płacz błagam Cię. – objął mnie mocno ramionami, a ja się w niego wtuliłam.
- Ten okropny moment.. Rodzice.. Krew. – załkałam, a Justin posadził mnie sobie na kolanach i mocno do siebie tulił. – Byłeś wtedy dla mnie najważniejszy. – spojrzałam mu w oczy. – Dlaczego się tu wyprowadziliście?
- Ja.. musiałbym porozmawiać o tym z rodzicami. – szepnąłem.
- Dalej nic nie pamiętasz, prawda? Błagam powiedz mi, że pamiętasz. – mruknęłam z wielką nadzieją w głosie.
Zamknął na chwilę oczy, jakby chciał sobie wszystko przypomnieć.
- Wybacz mi. – szepnął, a ja zaczęłam bardziej płakać.
- Nie pamiętasz tego? – zdjęłam naszyjnik i podałam go Justinowi. – Dałeś mi go. Na naszą trzecią rocznicę.
- Rocznicę czego? – spytał, marszcząc brwi.
- Naszego związku. – szepnęłam.
- Ja kogoś miałem? – zdziwił się.
- Tak, mnie. Długo. Bardzo. – stwierdziłam szeptem.
- Było coś, na pewno. Ale--
Nie dałam mu skończyć i wpiłam się w jego usta. Oddał pocałunek, a ja oddawałam mu w nim swoje uczucia. Czułam, że starał się robić to samo i udawało mu się to.
- Już pamiętam. – uśmiechnął się, gdy się od siebie oderwaliśmy.
Nareszcie będzie mój już, na zawsze.
~*~

WITAM!
Dziękuję za liczne przybycia na bloga przez ten.. ponad miesiąc ;p.
DOCZEKAŁYŚCIE SIĘ ROZDZIAŁU!
Okay. Już za kilka dni rozpoczynamy rok szkolny. BUUUUUUUUUU. Ale uwaga. Postaram się dodawać rozdziały raz na miesiąc. Chociaż to. Jeżeli uda się częściej no to się uda. Ze względu, iż będę miała teraz naprawdę dużo nauki to z góry przepraszam.
KOCHAM WAS BARDZO I DZIĘKUJĘ ZA MOTYWACJE. CZEKAM NA WIĘCEJ. NIE UKRYWAM.
Do następnego xx

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 4.

Obudziłam się rano w jego ramionach przez pukanie do drzwi. Cholera. Kto to może być?
- Justin. Justin wstawaj. – mruknęłam, szturchając go.
- Co? – mruknął, otwierając lekko oczy.
- Wstawaj, ktoś puka. – szepnęłam wystraszona.
- Szlag. – zerwał się na równe nogi i od razu zaczął zakładać spodnie i koszulkę.
- Na balkon. – pokazałam palcem na drzwi balkonowe, wstając z łóżka.
- Okay. – mruknął i otworzył je, po czym wyszedł, kryjąc się za ścianą.
Zamknęłam za nim drzwi balkonowe i podeszłam do tych z innej strony pokoju, po czym je otworzyłam i ujrzałam Ryana, na którego widok szeroko się uśmiechnęłam, po chwili uświadamiając sobie, że na balkonie jest Justin i poczułam ogromny stres.
- H-hej Ryan. – uśmiechnęłam się, zagryzając wnętrze policzka.
- Dzień dobry skarbie. – położył dłonie na moje biodra i złożył na moich ustach pocałunek, który pogłębiłam. – Jak się spało? – szepnął przez pocałunek.
- Świetnie. – mruknęłam, nie okłamując go.
Oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie.
- Myślałem, że powiesz, że kogoś Ci brakowało. – zrobił smutną minkę.
- Ryan wiesz, że razem nie śpimy. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do tego. – mruknęłam.
- Możemy dzisiaj spróbować. – pomachał znacząco brwiami.
- Żartujesz? Chcesz, żeby Twoi rodzice mnie zabili? – przygryzłam wnętrze policzka.
- No dobra. – westchnął, po czym pocałował moje czoło. – Ubieraj się. Idziemy na śniadanie. – uśmiechnął się.
- Okay. – odwzajemniłam gest.
- W takim razie czekam u siebie. – cmoknął mnie w usta i wyszedł z pokoju na co ja odetchnęłam z ulgą.
Zamknęłam za Ryanem drzwi i ruszyłam na drugą stronę pokoju. Byłam cholernie wystraszona, czyżby całe wakacje na stresie? Ciekawie się zapowiada. Justin stał na tarasie i czekał aż mu otworzę. Gdy to zrobiłam, chłopak się tylko zaśmiał i mnie przytulił.
- Nieźle kłamiesz. – pocałował mnie w czoło.
- Co? Skąd wiesz? – zmarszczyłam brwi, nie wiedząc jak mógł się dowiedzieć. Przecież był na zewnątrz.
- Okno, skarbie. – zachichotał, a ja od razu na nie spojrzałam, po czym uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, bo faktycznie było otwarte i wszystko przez nie słyszał.
Nieśmiało się do niego uśmiechnęłam, drapiąc się palcem po skroni.
- Ja wcale nie kłamałam. Nie chcę z nim spać, bo boję się jego rodziców, naprawdę go kocham i tak szczerze nie wiem o co tu chodzi. – pokazałam na niego, a później na siebie.
- Ja też nie, ale podoba mi się to. Przypominasz mi kogoś, ale nie mam pojęcia kogo. – odwrócił wzrok.
- Mam to samo. – wzruszyłam ramionami. – Nie pamiętam.. Jakiegoś chłopaka. Wydaje mi się, że nie miałam chłopaka oprócz Ryana. – spojrzałam w podłogę.
Naprawdę mi kogoś przypominał, a co najdziwniejsze, ja jemu kogoś też. To ma jakiś związek ze sobą? O co tu chodzi? Może to tylko przypadek? Choć wiem, że babcia mi zawsze powtarzała, że przypadki nie istnieją.. Co ma być to będzie i na nic nie mamy wpływu. Tak mawiała, a to zostało mi w głowie lecz nie mówiłam tego na głos.
- Ja chyba nikogo nie miałem.. – mruknął cicho, a ja potarłam jego ramię pocieszająco. Uśmiechnął się do mnie i rzekł: - Przepraszam Cię, ale muszę już iść do pracy. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. – pocałował czule moje usta i wyszedł z pokoju głównymi drzwiami.
Westchnęłam, widząc to, po czym ruszyłam do łazienki, by wziąć szybki, orzeźwiający prysznic. Wcześniej się na tym nie skupiłam, ale łazienka była urządzona na biało z brązowymi odcieniami, która współgrała z kolorami pokoju.
Gdy tylko weszłam pod prysznic, zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim.. Również o wypadku, w którym zginęli rodzice.. Pamiętam, że ktoś siedział ze mną na tyle.. Wydaje mi się, że nie miałam rodzeństwa, byłam jedynaczką.. i jestem do teraz, prawda?

*OCZAMI JUSTINA*

Wróciłem do swojego pokoju, który znajdował się na samym dole hotelu. Tak właśnie, mój pokój, który sam musiałem sobie urządzić, bo jakżeby inaczej? Przecież właściciel nie da mi najtańszego pokoju, tylko schowek na miotły. Wywróciłem oczami w myślach i szybko się przebrałem, gdyż nie miałem za dużo czasu.. a dokładnie.. Spojrzałem na zegarek. ..2 minuty! Nałożyłem swój uniform i pobiegłem przeciągnąć swoją kartą po terminarzu. Uff, nie spóźniłem się.
Myślicie pewnie czemu mieszkam w schowku na miotły, gdy pracuję w tak luksusowym hotelu, hm? Otóż to.. Staram się zebrać jak najwięcej pieniędzy na swoje wymarzone mieszkanie. Chcę wreszcie znaleźć sobie kogoś odpowiedniego i założyć rodzinę.. Jestem pewien, że kiedyś miałem dziewczynę.. Przecież każda była moja, z którąś na pewno musiałem być. Gdy myślę tylko o jakiejś dziewczynie, od razu pokazuje mi się obraz z samochodu przed oczami.. gdy mieliśmy wypadek. To wujek? Ciocia? Może przyszli teściowie? Kto siedział obok?
Z rozmyśleń wyrwała mnie jedna z pracownic.
- Bieber proszę zanieść walizki Pani Waterloo do pokoju 135! – krzyknęła Ann-recepcjonistka.
- Robi się. – uśmiechnąłem się do staruszki i wziąłem jej walizki. – Proszę za mną. – zakomunikowałem i nacisnąłem przycisk do windy.
Po krótkim czasie starsza Pani i jej walizki znalazły się w pokoju pod numerem 135. Zszedłem na dół schodami, dzisiaj jakoś nie miałem humoru.. Chciałbym nadal leżeć z nią w łóżku. Było naprawdę przyjemnie, dlaczego ten idiota musiał nam przerwać? Okay kocha go.. Nie mogę mówić, że jest idiotą. Ale, cholera, jest. Który normalny facet narażałby swoją kobietę na takie coś jak tam istnieje? Nie mogą nawet ze sobą spać! To popieprzone. Może go tak naprawdę nie kocha? Tylko jego pieniądze? Ale skoro została z nim przy tym, że nie może z nim spać przez jego rodziców to w sumie musi być coś na rzeczy. Straciłem nadzieję, zresztą.. w sumie nawet jej nie miałem.
Chciałbym teraz leżeć w wygodnym łóżku, a nie w tej kanciapie. W sumie nie jest taka mała.. Ma jakieś trzy na cztery metry.. Pomalowałem ściany na biało. Wszystko jest tam białe i nieskazitelne. Tak jak w moim przyszłym domu. Czystość.
- Justin co Ty dzisiaj taki zamyślony? – powiedziała do mnie Ann, gdy tylko wszedłem do holu.
- Nie wiem sam Ann.. – westchnąłem, opierając się łokciami o ladę.
- Zakochany? – zaśmiała się, chcąc zażartować.
- Nie ma w kim. – słabo się uśmiechnąłem lecz Ann mi nie odpowiedziała, bo zadzwonił telefon.
Po chwili zakomunikowała mi, że nie ma kto stać jako barman, gdyż Jack zemdlał od słońca i mam iść go zastąpić.
Pobiegłem do swojego pokoju i ubrałem jakieś lżejsze ubrania, po czym poszedłem na swoje stanowisko nad basenem. Po chwili ujrzałem opalającą się Marinę, a obok jej narzeczonego.
- Poproszę mojito. – podeszła jakaś dziewczyna z uśmiechem i wyciągnęła kartę, na którą nabijane były wszystkie pieniądze.
Szybko podałem jej zamówiony napój i przeciągnąłem kartą po terminarzu.
- Poproszę sok pomarańczowy. – usłyszałem głos i sięgnąłem po szklankę, po czym nalałem tam świeżego soku i dodałem kilka kostek lodu.
- Proszę. – postawiłem naczynie i włożyłem tam jeszcze słomkę, po czym dopiero podniosłem wzrok i ujrzałem Marinę. – Witam Panią. – uśmiechnąłem się szeroko.
- Hej. – zachichotała. – Stoisz jako barman? – zmarszczyła brwi.
- Nope. Jack miał lekki wypadek i musiałem go zastąpić. – delikatnie się uśmiechnąłem.
- Oh, okay. – odwzajemniła gest i wzięła łyka. – Mmm.. Warte zapłaty. – zaśmiała się i podała mi kartę, którą jej oddałem.
- Na mój koszt. – puściłem jej oko. – Gdzie Twój chłopak? – uniosłem brew, gdyż nigdzie go nie widziałem.
- Poszedł do toalety. – mruknęła, pijąc sok przez słomkę.
Nie spojrzała na mnie, gdy ją o to zapytałem lecz wcześniej cały czas patrzyła mi w oczy.
- Coś się stało? – spytałem z nutą troski w głosie.
- Nie, jest okay. – uśmiechnęła się łagodnie.
Ma taki piękny uśmiech.. Pełne usta.. Nic, tylko całować.
- Czemu patrzysz na moje usta? – szepnęła.
- Bo bardzo chciałbym Cię pocałować. – odszepnąłem.
Rozejrzała się i przybliżyła się do mnie.
- Całuj. – uśmiechnęła  się.
Mocno naparłem na jej usta, całując je, a ona cicho pisnęła ze zdziwienia, ale oddała pocałunek.
- Może pójdzie Pani ze mną dziś wieczorem na plażę, hm? – szepnąłem przez pocałunek.
Oderwała się ode mnie i schowała dolną wargę, lekko się uśmiechając.
- Wie Pan co? Z wielką chęcią. – zaśmiała się cicho.
- W takim razie widzimy się w holu o 22. – przejechałem palcami po włosach.
- Okay. – mruknęła z uśmiechem.
- Witam Justina. – zaśmiał się jej Ryan, obejmując ją od tyłu.
- Dzień dobry. – skinąłem głową z lekkim uśmiechem. – Podać coś?
- Nie, dzięki. – skierował słowa  do mnie, po czym przyłożył swoje usta do ucha Mariny i zaczął coś mówić, a ja, by nie być zazdrosnym, zacząłem wycierać szklanki.
Nie wiem dlaczego, ale czułem coś do niej.
- My lecimy. Narka. – zaśmiał się i złapał Marinę za rękę, po czym ruszył do wyjścia.
Gdy wychodziła, spojrzała jeszcze na mnie i puściła mi całusa, na co ja się uśmiechnąłem.
Ciekawe gdzie poszli.. Dowiem się później, ale nie wiem czy chcę.

Kilka godzin później, gdy już skończyłem, poszedłem do swojego, tak zwanego, pokoju i przygotowałem się na późniejsze wyjście na plażę.
- Jak myślisz Bieber będzie gorąco? – przygryzłem wnętrze policzka, patrząc na szafę. – Masz problemy jak kobieta. – zaśmiałem się do siebie i wybrałem czarne spodnie z opuszczonym krokiem i błękitną, cienką koszulę na guziki.
Ogoliłem się i nasmarowałem twarz kremem nawilżającym po czym użyłem odrobiny wody kolońskiej i o określonej porze poszedłem do holu, czekając na lekkim stresie.


~*~

Witam Was wszystkich.
Nie będę się tłumaczyć z mojego lenistwa, więc bardzo chcę Was przeprosić za moją nieobecność na blogu.
Nie wiem czy mam wielu czytelników, czy kilku wiernych, ale dodaję 4 rozdział.
PROSZĘ O DODANIE KOMENTARZA
Kocham Was bardzo i bardzo dziękuję za ponad 2000 wyświetleń!
Jestem z Wami już rok i mam dopiero 4 rozdziały, ale mam teraz wakacje.. Postaram się naprawdę, ale moje lenistwo wygrywa i mam z nim ogromne problemy.

DZIĘKUJĘ RÓWNIEŻ KOCHANEJ http://dare--to--create.blogspot.com ZA NOWY SZABLON!
Właśnie. Podoba Wam się? Piszcie w komentarzach ^^
ZAPRASZAM PONOWNIE! KOCHAM WAS!
Piszcie mi co myślicie o tym blogu i czego w nim chcecie, bo często też nie mam weny.
Do następnego! xx
PS. Mam nadzieję, że pewna anonimowa osoba już wie, dlaczego akcja odbywa się tak szybko ;)

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 3.

- Zabieram Cię wtedy na śniadanie.. – jakby się zamyślił.
- Później grasz mi na pianinie. – mruknęłam, przyglądając mu się.
- A później jest to.. – szepnął.
Odwróciłam się do niego przodem, gdyż wcześniej siedziałam wtulona w jego ramiona, bo bałam się pająka. Złapał mój podbródek w dwa palce i zbliżył się, na tyle, że czułam jego oddech na swoich ustach. Czułam miętę. Chciałam poczuć jego usta na swoich. Nie myślałam wtedy trzeźwo.
- Nigdy nie widziałem już dalszej części. – szepnął mi w usta.
- Zrealizujmy ją. – mruknęłam i przysunęłam swoją głowę, tak, że moje wargi delikatnie dotykały jego.
Justin nie zastanawiając się długo musnął moją dolną wargę, oddawałam delikatne pocałunki, które po chwili przeradzały się w bardzo namiętne. Dalej siedzieliśmy na podłodze, więc usiadłam na nim okrakiem, a on przeniósł dłonie na moje pośladki, masując je. Jęknęłam mu w usta i czułam, że uśmiecha się przez pocałunek. Oderwałam się od niego na chwilę, by zaczerpnąć powietrza, po czym znów wpiłam się w jego pełne usta. Polizał moją dolną wargę, chcąc dostać dostęp do mojej buzi, jednocześnie pokazując mi swoją stronę gentelmana. Bez zastanowienia dałam mu dostęp i po chwili czułam jak jego język muska moje podniebienie, bardzo delikatnie, tak jakby nie chciał mnie skrzywdzić. Cicho jęczałam mu w usta i poczułam jego wypukłość, która zaczynała się o mnie ocierać. Jęknęłam głośno jego imię, a on oderwał się ode mnie, by zaczerpnąć powietrza, nie przestając się pode mną ruszać.
- Chyba nie powinnam. – szepnęłam ciężko, na co on się delikatnie uśmiechnął i przestał się poruszać, lecz moje ciało nie umiało przestać się zatrzymać.
Zaśmiał się cicho i kontynuował swoją wcześniejszą czynność.
- Justin.. – jęczałam cicho jego imię, a on się uśmiechał. Czułam jego ciężki oddech na swojej szyi, na której po chwili czułam również jego malinowe usta. Muskał moją skórę językiem, co chwilę kąsając ją lekko zębami, co podniecało mnie jeszcze bardziej.
- Naprawdę nie powinnam.. – mruknęłam, wplatając palce w jego włosy.
- Naprawdę chcesz, żebym przestał? – wydyszał mi w szyję.
- N-nie. – wywróciłam oczami z przyjemności.
Pieścił moje pośladki dłońmi, a ja poczułam się jak w niebie, czując jak jego głowa opada na moje ramię. Wiedziałam, że również poczuł doznania, jak ja.
To mój pierwszy orgazm z chłopakiem, którego w ogólne nie znam. Jestem okropna, nie powinnam. Kocham Ryana, zdradziłam go. Załamałam się.
Zaczęłam cichutko płakać, lecz niestety Justin to usłyszał.
- Hej skarbie, co się stało? Nie podobało Ci się? – mruknął, muskając ustami moje ucho.
- Było wspaniale, ale ja.. Zdradziłam go. – wybuchnęłam płaczem.
- Spokojnie Marina. – gładził moje włosy. – To pozostanie naszą tajemnicą, okay? Nikt się o tym nie dowie. – mruknął mi od ucha, a ja spojrzałam mu w oczy.
- Na pewno? – spytałam z nadzieją.
- Obiecuję. – uśmiechnął się łagodnie i musnął moje usta delikatnie.
Dziwnym cudem winda ruszyła, więc szybko zeszłam z kolan Justina i nerwowo poprawiłam koszulkę i włosy.
Miałam swoją  małą, słodką tajemnicę z chłopakiem z moich snów. No małą może nie, ale na pewno słodką, zaśmiałam się w myślach.
Oczywiście jest mi z tym źle, bo nawet jakbym się w tego wyplątała to i tak zdradziłam Ryana. Kto, gdy widzi pierwszy raz pewnego chłopaka, całuje się z nim w windzie i doznaje orgazmu? No zakładam, że tylko dziwk.. Cholera. Nie, ja nią nie jestem. One od razu przechodzą do rzeczy. A jeżeli jestem tylko zabawką? Ohh nie wiem dlaczego się tym tak przejmuję. To zwykły romans i tyle. I tego ma się trzymać.
- Wiesz, że później może być tylko lepiej, prawda? – mruknął mi do ucha, gdy stał już obok mnie, jednocześnie wyrywając mnie przy tym z myśli.
- Hm? Yy.. Naprawdę tak sądzisz? – zmarszczyłam lekko brwi.
- Ja to wiem. – zaśmiał się, a drzwi windy się otworzyły.
Moim oczom ukazał się Ryan, a ja od razu zarzuciłam mu ręce na szyję. Otulił mnie ramionami i gładził moje włosy.
- Tęskniłam. – zachichotałam.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś, czy coś? Szukałem Cię po całym hotelu, bałem się, że mi uciekłaś. – mruknął ze smutkiem w głosie.
- Nie było zasięgu w windzie. – skrzywiłam się i odsunęłam się od niego. – Tobie na pewno bym nie uciekła. – mruknęłam z uśmiechem i pocałowałam jego usta, czując, że Justin nam się przygląda.
Jego usta smakowały inaczej, niż usta szatyna. A najzabawniejsze jest to, że skądś kojarzyłam smak tych pełnych i malinowych ust.
Oderwałam się od Ryana głośnym mlaśnięciem, oblizując usta. Spojrzałam w bok i zauważyłam, że chłopak cały czas nam się przygląda. Te śliczne oczy, w które się zapatrzyłam, były takie piękne.
Nagle poczułam jak Ryan lekko mną potrząsa.
- Halo, słyszysz mnie? – mruknął.
- Yy.. Co? – złączyłam brwi w jedną kreskę, marszcząc czoło.
- Pytałem się co teraz będziemy robili. – spojrzał na mnie.
- Noo.. Mieliśmy się porozglądać po hotelu, tak? – uśmiechnęłam się lekko.
- No tak. – odwzajemnił gest i objął mnie ręką w talii, kierując przed siebie.
- Patrz jest basen. – pokazałam ręką za wielkie okno. – Pójdziemy popływać? – zaśmiałam się.
- Okay, a masz na sobie strój? – zmierzył moje ciało.
- Ym.. Nie. Poczekasz chwilkę? – spojrzałam mu w oczy.
- Pewnie. – pocałował mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się i pobiegłam tym razem schodami, bojąc się, że winda znów może się zatrzymać. Stanęłam przy swoich drzwiach i szukałam w kieszeniach karty, gdy nagle, ktoś przyparł mnie do drzwi.
- Co to miały być, huh? – szepnął mi w usta, nierówno oddychając.
Zaśmiałam się cicho. – Ale co? Przypomnisz mi? – mruknęłam, brzmiąc bardzo niewinnie.
- Nieważne. – mruknął i zaczął całować moje usta bardzo namiętnie, co spodobało mi się ogromnie.
Oddawałam pocałunki, wplatając palce w jego włosy. Poczułam, że przeszukuje mi kieszenie, by znaleźć kartę, którą wreszcie znalazł i otworzył drzwi od pokoju. Wpadliśmy do niego, a Justin od razu zamknął za nami drzwi, kopiąc je nogą. Pchnął mnie na łóżko, a ja się do niego uśmiechnęłam, po czym położył ręce po obu stronach mojej głowy i pochylił się, składając pocałunki na moich ustach. Zaczął brutalnie się o mnie ocierać, a ja dotrzymywałam mu rytmu, jęcząc cicho jego imię.
Cholera, Marina, opanuj się. Tam czeka Ryan, który możliwe, że zaraz znów zacznie Cię szukać, jeżeli się szybko nie pojawisz.
- Justin.. – mruknęłam, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
- Słucham, kotku? – spytał, ciężko oddychając. Nazwał mnie kotkiem, aw.
- Muszę przebrać się w strój.
- Po co? – oblizał usta, patrząc mi w oczy, lecz ciągle się o mnie ocierając.
- Idę na basen. – poinformowałam. – Z Ryanem. – dodałam, by zniechęcić go do przyjścia.
Wywrócił oczami i natychmiastowo ze mnie zszedł, siadając na końcu łóżka.
Lekko się skrzywiłam, widząc jego reakcje. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z pierwszej szuflady strój. Skierowałam się do łazienki i przebrałam się szybko. Wróciłam do pokoju, wzięłam ręcznik owijając się nim.
- Idziemy. – delikatnie się uśmiechnęłam.
Bez słowa wstał i wyszedł z pokoju.
- Justin! – krzyknęłam za nim.
- Tak? – wrócił się i spojrzał na mnie.
- Karta od pokoju. – wyciągnęłam do niego rękę.
- Ohh.. Pamiętałaś. – wywrócił oczami z chytrym uśmieszkiem i podał mi kartkę. Zostawił na moich ustach namiętny pocałunek. – Pa. – szepnął i wyszedł z pokoju.
- Pa.. – mruknęłam już do siebie.
Szybko skierowałam się do Ryana na basen. Spędziliśmy razem czas, rozmawiając i śmiejąc się. Wypiliśmy po drinku i weszliśmy do windy, jadąc na górę. Winda się otworzyła i znaleźliśmy się na korytarzu.
- To ja mam w inną stronę.. – jęknął i spojrzał na mnie.
- Tak wiem.. – lekko się skrzywiłam.
- Więc do jutra, skarbie. – podszedł do mnie i zostawił na moich ustach delikatny pocałunek.
Oddałam go delikatnie i wróciłam do swojego pokoju.
Wzięłam świeżą bieliznę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, by obmyć z siebie chlor. Umyłam ciało swoim ulubionym żelem i spłukałam pianę. Po nakremowaniu twarzy i ubraniu się w bieliznę, wróciłam do pokoju i położyłam się wygodnie na łóżku.
Gdy już prawie zasypiałam, usłyszałam jak ktoś puka w drzwi balkonowe. Szybko zapaliłam lampkę i zauważyłam za oknem postać. Moje serce maksymalnie przyśpieszyło.
- Otwórz to ja! – usłyszałam przez szybę głos Justina.
Podeszłam do balkonu i otworzyłam drzwi, którymi wszedł szatyn.
- Co Ty tu robisz? – mruknęłam.
- Przyszedłem do Ciebie. – uśmiechnął się i wziął mnie na ręce niosąc na łóżko.
Zdjął swoje, jak zauważyłam, zmieniona ubrania, pozostając w samych bokserkach i położył się obok mnie. Objął mnie ramionami i okrył nas kołdrą.
Zaczęliśmy rozmawiać, gdy nagle pojawiło się pytanie.
- Opowiesz mi coś o sobie?
- To zależy co chcesz wiedzieć. – mruknęłam do niego.
- Nie wiem.. Gdzie Twoi rodzice? Rodzeństwo?
- Ja n-nie mam rodziców.. Rodzeństwa też nie.. – szepnęłam. – Rodzice zginęli w wypadku, gdy jechałam z nimi samochodem.. Tak mi powiedziano. A rodzeństwa nigdy nie miałam.
- Oh.. Przykro mi.. – pocałował mnie w czoło, a ja delikatnie się uśmiechnęłam. – Wiesz.. Ja kiedyś podobno też miałem wypadek.. Ale nic nie pamiętam. – mruknął.
- Przykro mi. – szepnęłam i pocałowałam delikatnie jego usta.
Po dłuższej rozmowie zasnęliśmy w objęciach.

~*~
Więc tak..
Hahahahhahahahahahahahhahahaha
Przepraszam. Musiałam wyśmiać samą siebie.
Śmieję się, ponieważ jestem pieprzonym leniem i nie dostarczam rozdziałów z określonym czasem.
Przepraszam, naprawdę. Możecie mi nie wierzyć, ale mi przykro no. Nawet do tego nastawienia jakie mam sama do siebie. Nie jest najlepiej.
KTO CZYTA NIECH SKOMENTUJE BŁAGAM
To da mi zachętę tym bardziej, że pod ostatnim rozdziałem było mniej komentarzy niż ostatnio.
Mimo wszystko i tak dziękuję.
Czekam na opinię i komentarze.
Do następnego xx