sobota, 3 października 2015

Rozdział 10

Przetarłam leniwie oczy, słysząc mój alarm w telefonie. Wyłączyłam go i położyłam się jeszcze na chwilę. Patrzyłam w sufit tępym wzrokiem, nie wiedząc co mam teraz robić. Postanowiłam wstać i iść do łazienki. Umyłam zęby, spięłam włosy w kucyk z tyłu głowy i puściłam dwa pasma włosów na twarz. Ubrałam się w sukienkę w czerwone kwiaty i nasunęłam na stopy czarne baleriny. Spakowałam do torby portfel, telefon i kartę od pokoju, nie miałam nic specjalnego. Rozglądnęłam się po pokoju i zauważyłam kilka czerwonych płatków róż, leżących na podłodze. Uśmiechnęłam się na ich widok, ale niestety musiałam je wyrzucić. Wzięłam je i wyszłam na balkon, spojrzałam na widok, a później na płatki róż. Zamieszkać tutaj to byłby szczyt moich marzeń. Roztwarłam dłonie, a płatki zleciały w dół, tworząc przy tym wspaniały efekt. Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Zjadłam śniadanie i nagle zauważyłam Ryana. Podszedł do mnie i zakomunikował:
- Idziemy, natychmiast. - złapał mnie mocno za rękę, a ja starałam się ukrywać fakt, że użył za dużo siły i poszłam za nim.
- Możesz już mnie puścić? Nie mam siedmiu lat. - burknęłam.
- Nie odzywaj się tak do mnie. - zjechał mnie wzrokiem.
Wsiadłam do tego samego pojazdu, w którym już siedział Ryan.
- Nie jestem gotowa na ślub. - mruknęłam cicho, patrząc na swoje palce.
- A kto Cię będzie skarbie utrzymywał? - czułam, że na mnie patrzy.
- Nie mówię o zrywaniu zaręczyn.
- Ah tak? Wydaje mi się, że tylko po to pisałaś tę pieprzoną książkę. - warknął.
- Nie mów tak! - spojrzałam na niego i po chwili poczułam pieczenie policzka.
- Nie będziesz do mnie pyskowała, a ja mogę mówić co mi się tylko podoba, zrozumiane? - widziałam w jego oczach zdenerwowanie, które ostatni raz widniało, gdy sam bronił mnie przed jakimiś mężczyznami w klubie. Wyszliśmy razem, bo okropnie się nam nudziło, wtedy jeszcze mnie kochał. Tańczyliśmy. Było dwóch natarczywych mężczyzn, którzy koniecznie chcieli się ze mną zapoznać. Niestety Ryan wyciągnął dwóch na zewnątrz i nie było zbyt ciekawie. Jeden jak i drugi uciekali z krwawiącymi nosami. Byłam w kompletnym szoku.
- Ty świnio. - zacisnęłam zęby.
- Czyli się rozumiemy. Dziękuję. - odpalił samochód i ruszył z piskiem opon.
Siedziałam cicho, patrząc przez okno na wszystkich tych zadowolonych ludzi, jedni szli na plażę, inni biegali, jeszcze inni byli na spacerze z psami, a ja musiałam gnić tu z tym dupkiem. Czułam, że moje oczy są bardziej wilgotne niż zawsze, ale nie pozwolę wypłynąć łzom. Nie dam mu tej satysfakcji. Boże, tak bardzo go nienawidzę. Czy mogę wydrapać mu oczy, proszę? Jasne, a później czekaj aż on zgniecie Cię z ziemią. Boję się go. Wyrządził mi dużo krzywdy przez kilka dni, a co mówić o reszcie życia. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że mnie uderzył...
- Wysiadaj. - rzucił sucho, a ja zauważyłam, że stoimy na parkingu.
Spojrzałam na budynek przede mną. Był dość wysoki. Weszliśmy do środka i pojechaliśmy na piąte piętro. Gdy wyszłam z windy zobaczyłam przeróżne suknie ślubne. Z falbankami, koronkami, proste, rozkloszowane, różne. Mimo wszystko nadal nie chciałam tu być. Spojrzałam na Ryana, a on już szedł do mnie z blondynką w schludnym stroju, jak mniemam będzie pomagała wybierać suknię. Stałam cicho patrząc na nią.
- To może zaczniemy od czegoś dopasowanego do ciała.
Podała mi sukienkę całą koronkową, tyle, że pomiędzy koronkami był cielisty materiał. Poszłam do przymierzalni i założyłam ją na siebie po czym wyszłam.
- Ona jest za chuda do takich sukienek. - powiedział Ryan, a ona skinęła głową.
Następna była obcisła na piersiach i sięgała mi do kolana.
- Jak dzieciaczek. Na pewno nie.
Przymierzyłam więc kolejną, tym razem długą do ziemi. Okręciłam się wokół własnej osi i spojrzałam na siebie w lustrze. Zdecydowanie chciałabym zobaczyć siebie w takiej sukni przed ołtarzem, ale z Justinem u boku. Spojrzałam na Ryana.
- Ta chyba jest najlepsza.
- Tak, ale można prosić inny wzór? - spojrzał na kobietę.
Musiałam mierzyć chyba wszystko, a i tak wróciliśmy do tej pierwszej. Gratuluję.
Po wyjściu z budynku Ryan stwierdził, że ma ochotę na kawę. Ja odmówiłam, nienawidzę kawy. Mam dość całej tej sytuacji. Chcę stąd uciec. Pojechaliśmy wybierać Ryanowi garnitur. Wybraliśmy czarny i krawat w kolorze pudrowym, gdyż miałam mieć takie dodatki i bukiecik. Tak naprawdę wszystko mamy gotowe. Chyba.
- Teraz zajedziemy załatwić księdza i salę. - spojrzał na mnie, a ja cicho przełknęłam ślinę i skinęłam głową.
Ksiądz przyjął nas z uśmiechem, wszystko załatwione. Piękny kościółek. Cholernie się boje, że do tego wszystkiego dojdzie. Naprawdę muszę działać.
Ciekawe co robi Justin, mam nadzieję, że się o mnie nie martwi. Chcę wyjechać z nim na drugi koniec świata. Jedyne o co błagam. Wszystko, prócz spędzenia reszty życia z Ryanem.
- O czym Ty tak, cholera, cały czas myślisz? - spojrzał na mnie gdy jechaliśmy samochodem do jakiejś restauracji.
Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc co odpowiedzieć. Poczułam gorącą dłoń wysoko na moim udzie i spojrzałam na to.
- Przestań. - szepnęłam i zamknęłam oczy.
- Kwestia kilku dni. - ścisnął mocno moje udo i wjechał dłonią bardziej do mojej kobiecości, a ja zacisnęłam nogi.
- Przestań! - wrzasnęłam i zaczęłam szarpać jego rękę. Zabrał ją i tylko się do mnie szyderczo uśmiechnął. Taki uśmiech jeszcze nigdy nie widniał na jego twarzy. Widziałam w jego oczach iskry, dosłownie. Proszę, zabierzcie mnie z tego pojazdu.
Po jakimś czasie sala była już załatwiona. Ryan stwierdził, że jest głodny, więc zajechaliśmy gdzieś, by zjeść, to znaczy... On jadł, a ja musiałam to w siebie wpychać, bo on chciał, żebym zjadła. Mówił, że jestem za chuda, że jestem jak wieszak. Ubrania na mnie wiszą. Ciekawe skąd wzięła się ta zmiana. Ja chcę już wrócić do pokoju. Jedyne miejsce, w którym czuję się bezpiecznie.
- A teraz chwila relaksu, kochanie. - w tym momencie Ryan podjechał pod budynek z dużym napisem SPA.
Byłam zaskoczona. Gdy wchodziliśmy do budynku, Ryan objął mnie ramieniem. Zamknęłam na chwilę oczy, by się przypadkiem nie rozpłakać.
- Idziemy na masaż. - szepnął mi do ucha, a ja tylko delikatnie skinęłam głową.
Leżałam już, a osoba, która miała robić mi masaż, już smarowała moje plecy olejkiem. - Ale Pani spięta... - usłyszałam głęboki, kobiecy głos. - Przed ślubem, hm?
- Powiedzmy. - nerwowo się zaśmiałam.
Nastała cisza, przyjemny masaż, miałam chwilę tylko dla siebie, skupiłam się tylko i wyłącznie na własnej przyjemności. Wyszło mi to na dobre lecz nie na długo.
Po skończonym masażu poszłam pod gorący prysznic. Piana spływała po całym moim ciele, gdy nagle poczułam silne dłonie na biodrach i ciężki oddech na swojej szyi.
- Jesteś taka gorąca. - usłyszałam głos Ryana.
- Ponoć wyglądam jak wieszak. Przestań. - powiedziałam stanowczo, nie oddając się jego dotykowi.
Zignorował mnie i kontynuował. Zaczął zagryzać moją skórę i zaciskać coraz bardziej dłonie na moich biodrach. Próbowałam się odsunąć, ale przycisnął mnie do ściany, obracając mnie przy tym w jego stronę. Widziałam pożądanie w jego oczach, zaczęłam go odpychać i krzyczeć, ale przycisnął mocno swoje usta do moich, momentalnie poczułam łzy w oczach. Zaczął się o mnie ocierać, a ja czułam jego twardniejącą długość. Odwróciłam głowę i zaczęłam krzyczeć, ale przyłożył dłoń do moich ust.
- Cicho skarbie, chyba nie chcesz, żebym zrobił to aż tak brutalnie. - warknął mi do ucha.
Zacisnęłam oczy, czując jak we mnie wchodzi, wcześniej podnosząc mnie i mocniej przyciskając do ściany. Wbiłam zęby w wargę gdy się we mnie poruszał. Nie wierzę, że się do tego posunął. Łzy spływały po moich policzkach, a ja mocno wbijałam paznokcie w jego ramiona, chcąc go tym zranić. Chwilę później opadł na mnie, szybko oddychając. Stanęłam na chłodnych kafelkach i wyrwałam się z jego objęć, po czym uciekłam do toalety, by się jak najszybciej wytrzeć i ubrać. Miałam dość tego dnia. Justin, zabierz mnie stąd.
Gdy się już ubrałam, zabrałam swoje rzeczy i niezauważalnie uciekłam z budynku. Złapałam taksówkę i wróciłam do hotelu. Zapłaciłam mężczyźnie, który mnie podwiózł i ruszyłam do windy. Po drodze spotkałam Justina.
- Hej skarbie, jesteś sama? - uśmiechnął się, widząc mnie.
- Tak, Ryan mnie podwiózł i jeszcze gdzieś na chwilę pojechał. - wymusiłam uśmiech.
- Coś się stało? - spytał, rozglądając się.
- Prócz dobiegającego ślubu? Nie. Muszę działać Justin. - zamknęłam oczy. - Kiedy kończysz?
Justin spojrzał na zegarek, a później na mnie.
- W sumie to już. Idź do siebie. Niedługo przyjdę, dobrze? - posłał mi delikatny uśmiech.
- Dobrze. - skinęłam głową. - Weź nam dwie herbaty.
- Jakie?
- Zieloną poproszę.
- Nie ma sprawy. - puścił mi oczko i poszedł przed siebie.
Wsiadłam do windy i już jechałam na górę. Nie powiem Justinowi. Nie mogę. Nie dzisiaj.
Weszłam do swojego pokoju, rzuciłam torebkę na krzesło i zdjęłam buty. Załamana usiadłam na łóżku, ale wiedziałam, że nie mogę się rozpłakać. Nie spędzę z Ryanem reszty swojego życia. Nienawidzę go tak bardzo. Rozejrzałam się po pokoju, szukając chusteczek, gdyż nie mogłam powstrzymać łez. Wysmarkałam nosek i inną chusteczką wytarłam oczy.
Usłyszałam pukanie do drzwi, więc otworzyłam i odetchnęłam, gdy zobaczyłam Justina. Miał na małym wózku dwie filiżanki i dzbanek herbaty. Od razu się w niego wtuliłam. Objął mnie i zaczął gładzić moje włosy.
- Boję się go Justin. Musimy coś wymyślić. - szepnęłam.
- Spokojnie kochanie, zrobimy to. - objął mnie mocniej, a ja na niego spojrzałam i uśmiechnęłam się delikatnie ze łzami w oczach, Justin widząc to, pocałował mnie w czoło. - Nie płacz. - szepnął. - Chodź wypijemy herbatę.
- Dobrze. - mruknęłam cicho.
Spędziliśmy razem miły wieczór lecz Ryan musiał nam przerwać, bo jego numer pokazał się na wyświetlaczu mojego telefonu. Nie odebrałam. Po chwili napisałam mu sms’a.


Do ‘Ryan’:
Przepraszam, spałam, stało się coś?


Od ‘Ryan’:
Chciałem Ci powiedzieć, że nikt nie może się o tym wiedzieć, a tym bardziej moi rodzice, zrozumiane?

Do ‘Ryan’:
Wiem to, Ryan.


Od ‘Ryan’:
Idź spać.


Do ‘Ryan’:
Dobranoc.


- Chodźmy spać, hm? - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Też tak uważam. Chodźmy.
Rozebrałam się do bielizny i ułożyłam się wygodnie łóżku.
- Dobranoc kochanie. Kocham Cię. - szepnął Justin, obejmując mnie od tyłu.
- Ja Ciebie też. - mruknęłam cichutko.
Leżałam w jego ramionach jeszcze długi czas, nie mogąc zasnąć. Zastanawiałam się nad całą tą sprawą i stwierdziłam, że muszę w końcu iść spać. Obróciłam się przodem w stronę Justina i wtuliłam się w niego mocno, zamykając oczy.
- Chcę spędzić z Tobą resztę mojego życia. - szepnęłam, spokojnie oddychając.

~*~
Kocham Was xx
Do następnego x

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 9

- Nie mogę chodzić! – jęknęłam, siedząc na łóżku, gdy Justin był w łazience.
- Mogę Cię ponosić! – zaśmiał się i wyszedł owinięty ręcznikiem w biodrach.
- A zostaniesz ze mną cały dzień w łóżku? – wydęłam dolną wargę i zrobiłam maślane oczy.
- Mam dziś wolne. – pomachał zabawnie brwiami, na co się szeroko uśmiechnęłam.
Spędziliśmy dzień na leniuchowaniu i oglądaniu filmów. Nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi, więc Justin szybkim krokiem wybrał się na balkon. Podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam i ujrzałam Ryana.
- Witaj skarbie. Mam świetną wiadomość. – uśmiechnął się rozpromieniony.
- No słucham. – uśmiechnęłam się lekko.
- W sobotę bierzemy ślub. – wyrzucił ręce w powietrze wielce zadowolony z siebie.
- Ale, że w tym tygodniu? – spytałam. – Ja.. nie jestem gotowa.
- Przestań, będzie świetnie. W piątek przyjeżdżają rodzice. – stałam otępiała, patrząc na niego.
- Ale to już tak na sto procent? – szepnęłam.
- Nawet na dwieście. – zaśmiał się. – Jutro pojedziemy wybrać suknię ślubną i garnitur.
- A czy to konieczne? – rzuciłam bez namysłu.
- Oczywiście, że tak głuptasku. – złapał moje policzki. – Już niedługo będziemy razem i będziesz cała moja. – powiedział przez zęby, mocniej ściskając policzki.
- Ryan, puść mnie. – mruknęłam, usiłując zabrać jego silne dłonie z mojej twarzy.
- Do jutra skarbie. – puścił mi oczko i wyszedł z pokoju.
Zamknęłam za nim drzwi, nadal będąc w szoku. Nie wierzyłam w to, co przed chwilą powiedział. Ja nie jestem gotowa.. nie chcę. Nie z nim. Kocham Justina. Tylko jego.
Podeszłam do drzwi balkonowych i wyszłam na zewnątrz.
- Coś się stało? – podszedł do mnie i objął ramieniem.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach i powiedziałam:
- W sobotę mam brać ślub. – szepnęłam, a on zesztywniał i się lekko odsunął. – Bałam się, że mnie uderzy. Ścisnął moje policzki i wycedził przez zęby, że wtedy będę jego. On chce tylko jednego, Justin. A Ty się w takim momencie ode mnie odsuwasz, gdy potrzebuję Cię najbardziej! – lekko uniosłam głos i pobiegłam do łazienki.
Co ja mam teraz zrobić? Jestem w rozsypce. Mam tylko kilka dni... Tak bardzo boję się Ryana… Kilka łez spłynęło po moim policzku. Nie mogę na to pozwolić. Przecież on mnie zabije. Mnie i Justina. Jak zerwę zaręczyny to mnie zmusi, albo zgwałci. A ja tylko chcę być szczęśliwa.
- Skarbie, proszę otwórz drzwi. - usłyszałam głos Justina zza drzwi.
- Nie. - mruknęłam pod nosem.
- Marina, nie denerwuj mnie, tylko otwórz te drzwi. - powiedział głośniej.
Wstałam powoli i otworzyłam drzwi.
- Chodź tu do mnie. - od razu wziął mnie w ramiona. - Nigdy nie chciałem Cię zostawić, rozumiesz? Służę Ci pomocą nawet w tych najgorszych chwilach.
- Dziękuję. - szepnęłam.
- Nie masz za co dziękować. Taka moja rola. - pocałował mnie w czubek głowy.
- Ja po prostu chcę, żeby było dobrze.
- Będzie. - mruknął, jakby to była obietnica.

***

- Porozmawiam z nim. - powiedziałam do Justina, idąc przez plażę.
- Dobrze. - skinął głową. - Ale uważaj na siebie, dobrze? Jedna wiadomość i jestem obok.
- Okay. Dziękuję Ci za wszystko. - stanęłam na chwilę i spojrzałam na niego.
- Naprawdę nie masz za co. - objął mnie ramionami, oddając mi swoje ciepło. Był tak wspaniały, opiekuńczy, dawał mi tak wiele nawet jednym gestem. - Chodź, odprowadzę Cię.
***

Po wieczornym prysznicu położyłam się do łóżka. Przykryłam się szczelnie kołdrą i zwinęłam się w kłębek. Nie mam pojęcia co mam myśleć o tej sprawie, to jest jak: w głowie masz pustkę, ale jednakowo mętlik. Ohydne. Najwspanialsze jest, że moje uczucie do Justina znów rozkwitło i to z wzajemnością, jednak nadal boję się Ryana. On z pewnością już mnie nie kocha, a zależy mu tylko na jednym. Zdziwi się jak dowie się, że już nie jestem dziewicą. On z pewnością nie jest prawiczkiem. Dawno nie widziałam rodziców Justina, ciekawe co z nimi, chciałabym ich zobaczyć. Chcę go tutaj obok, ale wiem, że nie mogę. Oh, moment. Ustawię budzik w telefonie, bo nie chcę, żeby Ryan nagle wparował mi do pokoju, wolę być ubrana i przygotowana. Chwyciłam za telefon i o mój Boże moje oczy. Szybko ustawiłam budzik na dziewiątą rano i spojrzałam na godzinę. Druga. Naprawdę długo już leżę, to niewiarygodne, że w tym złym okresie czas tak szybko leci, w tym najbardziej stresującym momencie życia. Może posłucham muzyki? Może przy tym zasnę? Weszłam więc w moją playlistę, ale nie znalazłam nic spokojnego przy czym mogłabym zasnąć. Moment.. mam. Elliott Smith - Between the bars. Uwielbiam ją, ta piosenka jest ze mną już przez pięć lat. Mogłabym słuchać jej w kółko przez całą wieczność. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, puściłam jedną piosenkę w kółko cicho na głośniku. Przez tego faceta stanowczo zachciało mi się alkoholu, ale nie o tym teraz powinnam myśleć. Ale tylko spójrz, w pewnym sensie wali Ci się życie, nie wiesz co masz robić, bo tak naprawdę jesteś przekonana, że czy tak czy siak dotknie Cię coś złego.
Wierzę w to, że kiedyś będzie dobrze.
Musi być, prawda?




~*~
Księżniczki przepraszam Was za taki odstęp czasu, musicie mi wybaczyć. Postaram się Wam to wynagrodzić w najbliższym czasie. + przepraszam za tak krótki rozdział. Patrząc na aktywność, widzę, że ktoś cały czas sprawdza. Dziękuję Ci, kochanie. Do następnego xx

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział 8

*OCZAMI MARINY*

Siedziałam pod drzwiami mojego pokoju, gdyż kochany Ryan zabrał kartę do siebie, a ja nie mam zamiaru go budzić, bo przez cały dzień będzie marudził. Justin musiał już iść do pracy, więc musiałam wracać do siebie. Cholernie zdziwiło mnie to, że mieszka w kanciapie, ale wnętrze wtrąciło mnie w podziw. Było tam pięknie, mimo tego, że to małe pomieszczenie. Najbardziej zadowoliło mnie to, iż obudziłam się w jego ramionach. Jest silny. Może nie tak jak Ryan, który od małego ćwiczy boks, ale imponuje mi taka sylwetka jak Justina.
Po niedługim czasie, stwierdziłam, że zejdę na dół na kawę. I jak też pomyślałam, to i zrobiłam. Usiadłam przy stoliku, mając cały czas przy sobie laptopa i zamówiłam małą czarną, bardziej na pobudzenie. Domyślam się, że wyglądałam jak Potwór z Jeziora Loch Ness. Często mawiam na siebie Nessie, gdy wiem, że wyglądam źle. Także ja, jako Nessie, wypiłam kawę w wolnym tempie, przy okazji pisząc na końcówce baterii moją książkę. Była to powieść romantyczna, opowiadająca o dwójce znajomych, którzy spotkali się po latach, a między nimi rozwinęła się piękna, romantyczna miłość.
O nie.. To Ryan. Jakim cudem wstał tak szybko? Spiorunował mnie wzorkiem i ruszył energicznie w moją stronę.
- Gdzie Ty cholera byłaś całą noc?! – uniósł głos na samym wstępie.
- Ryan, nie rób awantury. – mruknęłam, chcąc go uspokoić.
- Mogłaś chociaż zadzwonić, napisać. – wyrzucił ręce w powietrze.
Masz rację. Halo? Ryan? Dzwonię, by powiedzieć Ci, że dzisiaj zostaję na noc u miłości mojego życia, którą znałam tak naprawdę jeszcze przed moją amnezją.
- Przepraszam. – spuściłam głowę.
- Idziemy na górę. – złapał mnie za rękę, ciągnąc do siebie.
- Ale Ryan... mój laptop. – pokazałam na niego, na co jęknął niezadowolony i spojrzał na Justina, który właśnie przechodził przez kawiarenkę.
- Justin, mógłbyś zabrać tą kawę? Tu napiwek. – rzucił pięćdziesiąt dolarów, na co ja zmarszczyłam brwi.
Szatyn wziął filiżankę i nagle potknął się, wylewając kawę na otwartego laptopa, przez co ja wrzasnęłam jak opętana.

*OCZAMI RYANA*

Podłożyłem biednemu Justinkowi nogę, który stracił równowagę i uwaga, moje małe marzenie się spełniło, wylał kawę na laptopa Mariny.
- Jak mogłeś?! – wrzasnęła Marina, patrząc na chłopaka.
- Ja-ja przepraszam... potknąłem się, to niechcący. – zaczął się jąkać.
- Nie obchodzi mnie to! Całą książka poszła się walić! – złapała za chusteczki i zaczęła go wycierać, a ja, żeby nie wzbudzać żadnych podejrzeń, pomogłem jej. Mój plan się powiódł.
Zaraz niestety, będę musiał zostawić ją samą, bo chcę załatwić nam księdza i wszystko co potrzebne to sobotniego ślubu, o którym, jak na razie, Marina nic nie wie. Powiem jej po fakcie, taka niespodzianka.

*OCZAMI MARINY*

Siedziałam w swoim pokoju, załamana, że zepsuł mi się laptop, a co najlepsze, już jest po mojej książce. Nawet nie ujrzała światła dziennego, a już poległa. Może uda się ją uratować? Może zaniosę dysk do jakiegoś informatyka i okaże się, że jednak się uda?
Podskoczyłam, gdy usłyszałam, że ktoś puka w drzwi balkonowe i poczułam złość, gdy zobaczyłam Justina. Podeszłam do okien i zasłoniłam rolety, ale on nadal pukał. Nie mogąc wytrzymać, otworzyłam drzwi.
- Czego? – spytałam obojętnie.
- Marina, błagam Cię, nie bądź zła. To było niechcący, potknąłem się, nawet nie wiem o co. Proszę, odkupię Ci laptopa, postaram się, żeby odzyskać zapis, błagam, wybacz mi. – złapał moje dłonie i spojrzał mi w oczy.
- Justin cholera, to była jedyna droga mojego usamodzielnienia się. Jestem cały czas pod skrzydłami Ryana. – mruknęłam.
- Zrobię wszystko, żeby zarabiać więcej na nas oboje. Wszystko, rozumiesz? – objął mnie ramionami, a ja się w niego wtuliłam.
- Zrobię co się da. – szepnęłam.
- Dziękuję. – odszepnął.
- Kocham Cię. – mruknęłam cicho w jego klatkę piersiową.
- Ja Ciebie też skarbie. – pocałował czubek mojej głowy i trzymał mnie cały czas w ramionach.
Tak mi było dobrze. Nawet wspaniale. Czułam, że chcę jego, nie Ryana, ale nie umiem powiedzieć tego temu drugiemu.
- Justin, zrobisz to ze mną? – spojrzałam na niego.
- Co zrobię? – spytał głupio.
- Mój pierwszy raz. – szepnęłam. – Boję się, że Ryan mi coś zrobi... A ja chcę mieć pierwszy raz z Tobą.
- Skarbie ja... nie wiem czy mogę. – wziął moją twarz w dłonie.
- Jeżeli Ci pozwalam, a raczej nalegam, to chyba możesz. – mruknęłam.
- Nie jestem przygotowany... nie jest pięknie. – rozejrzał się.
- To mam pomysł. Wezmę długą kąpiel, dobrze? – uśmiechnęłam się łagodnie, a on skinął głową.
- Idź się kąpać. – pocałował mnie w czoło i wybiegł z pokoju przez balkon.
Zaśmiałam się do siebie i poszłam wziąć długą, odprężającą kąpiel.
Ciekawe co przygotuje...  Słyszałam krzątanie się po pokoju. Siedzę już w tej wannie tak długo, że mam pomarszczone palce. Ogoliłam się, przygotowałam, mam nawet ładną bieliznę, którą nałożę, gdy tylko wytrę się ręcznikiem.
Wysuszyłam włosy, nie wiem po co, ale zrobiłam delikatny makijaż, po prostu chciałam wyglądać ładnie i już wcześniej ubrałam się w moją śliczną koronkową bieliznę. Nałożyłam na to prześwitującą halkę czarnego koloru.

Usłyszałam pukanie do drzwi i jego głos.
- Kochanie wszystko gotowe. Mogę do Ciebie wejść? – spytał, a ja otworzyłam mu drzwi. – Chodź tu. – przyciągnął mnie do siebie i musnął moje usta. Pięknie pachniał. – A teraz muszę zakryć Ci oczka. – szepnął i odwrócił mnie tyłem.
Wyprowadził mnie z pokoju ze swoimi dłońmi na moich oczach. Zabrał dłonie.
- Już mogę? – szepnęłam.
- Możesz.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na wszystko w szoku. Było tak pięknie. Płatki róż. Na lampach czerwony materiał, żeby był lepszy klimat i cicha melodia rozchodząca się po całym pokoju. W sam raz, aby opisać to w książce. Ale nie skupiajmy się na tym teraz. Tylko na tym co stanie się za chwilę.
- Jest pięknie. – spojrzałam na Justina.
- Też jesteś piękna. –powiedział z uśmiechem i pchnął mnie na łóżko, a ja podniosłam się na łokciach i spojrzałam na niego. – Tak cholernie piękna.
Nachylił się nade mną i zaczął całować moje usta, a ja oddawałam pocałunki. Robił to powoli i z uczuciem, jakby nie chciał mnie skrzywdzić. Po chwili zszedł z pocałunkami na szczękę, jadąc powoli na szyję. Całował delikatnie, używając przy tym języka. Chwilę później zdjął moją halkę i czułam jakby pisał hieroglify językiem na moim ciele. Na każdym milimetrze mojego ciała. Wiłam się pod nim, czując coraz większe podniecenie. Moja kobiecość pulsowała coraz mocniej, nie mogłam tego powstrzymać. On mógł. Czułam jego pocałunki pomiędzy moimi nogami. Na udach. Spojrzałam tam i dopiero ujrzałam, że nie mam bielizny. Pieścił całe moje ciało. Złożył pocałunek na mojej kobiecości, a ja głośniej jęknęłam. Całował ją przez chwilę i spojrzał mi w oczy, sięgnął po prezerwatywę, która leżała na szafce nocnej i nałożył ją na siebie, wcześniej zdejmując bokserki.
- Muszę Ci się przyznać… - szepnął. – To również mój pierwszy raz.
Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił gest. Pocałował jeszcze raz moje usta. – Jesteś gotowa?
- Jak najbardziej. – szepnęłam i spojrzałam mu w oczy, a on wszedł, powoli, żeby nie bolało, jednak ja cicho jęczałam z bólu.
Zatrzymał się i czekał, aż przyzwyczaję się do jego rozmiaru. Jęknął, znów się we mnie poruszając, domyślam się, że byłam bardzo ciasna. Zaczął poruszać biodrami, całując moje usta. Robił to powoli, przyzwyczajaliśmy się oboje, rozluźniłam swoje mięśnie, żeby tylko nie zauważyć krwi po naszym stosunku. Zaciskałam paznokcie na kołdrze, lecz on wziął moje dłonie i umieścił sobie na plecach.
- Drap ile wlezie. – szepnął z uśmiechem.
Zastosowałam się do jego słów i drapałam jego skórę. Poruszałam się lekko pod nim, czując coraz większą przyjemność. Zaczął szybciej ruszać biodrami, gdyż czułam, że się już na nim zaciskam. Był delikatny, ale wykonywał wszystko to co musi, tak jak należy. Zacisnęłam bardziej paznokcie na jego plecach i wypuściłam soki. Justin zrobił jeszcze jeden ruch i opadł na mnie, ciężko oddychając. Słyszałam tylko nasze nierówne oddechy, muzyka rozpłynęła się w tle. Było idealnie, prócz tego, że mam jeszcze na głowie Ryana. Muszę coś z tym zrobić, inaczej nie wytrzymam psychicznie. Kocham Justina i tylko jego.
- Kocham Cię. – szepnęłam ciężko.
- Ja Ciebie też kochanie, mocno. – odpowiedział mi i położył się obok, po czym wziął mnie w ramiona. – Dasz radę zasnąć?
- Mam nadzieję. – mruknęłam cicho i zamknęłam oczy.
Byłam zmęczona dzisiejszym dniem, seks z Justinem mnie jednak wykończył, bo był to mój pierwszy raz. Czułam się świetnie po tym wszystkim. Leżałam tak, myśląc, co powiedziałaby o tym moja mama. Uwielbiała Justina. Tata również. Niestety nie ma ich teraz ze mną… z nami.
Marina proszę. Wyłącz myślenie, bo doprowadzisz się do łez. Spróbuj zasnąć. Zaśnij. Zaśnij. Szeptał głos w mojej głowie.
Po chwili odpłynęłam w ramionach tego samego chłopaka, co poprzednio i było mi z tym bardzo dobrze.


~*~
PROSZĘ O PRZECZYTANIE!!

Witam Was kochane.  Wstawiam Wam rozdział na dobry początek Nowego Roku. Życzę Wam zdrowia, szczęścia i co najważniejsze upragnionych sukcesów w życiu.
Jak widzicie, rozdział dość ciekawy. Pomysł na romantycznego Justina zaczerpnęłam z role-player'a, którego piszę z moją kochaną Marzią, gdyż bohaterowie są teraz w Paryżu.
DZIĘKUJĘ ZA PONAD 3000 WEJŚĆ!
I JESZCZE JEDNA SPRAWA!
Co Wy na to, by przenieść Unlock The Dream na Wattpad'a? Moim zdaniem tam się bardziej wybiję, niż blogspot. Ale pytam Was, bo chcę, by Wam było wygodniej.
CZEKAM NA KOMENTARZE, BO MAM ICH CORAZ MNIEJ.

Kocham Was. Do następnego xx