poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 9

- Nie mogę chodzić! – jęknęłam, siedząc na łóżku, gdy Justin był w łazience.
- Mogę Cię ponosić! – zaśmiał się i wyszedł owinięty ręcznikiem w biodrach.
- A zostaniesz ze mną cały dzień w łóżku? – wydęłam dolną wargę i zrobiłam maślane oczy.
- Mam dziś wolne. – pomachał zabawnie brwiami, na co się szeroko uśmiechnęłam.
Spędziliśmy dzień na leniuchowaniu i oglądaniu filmów. Nagle usłyszałam głośne pukanie do drzwi, więc Justin szybkim krokiem wybrał się na balkon. Podeszłam do drzwi, które po chwili otworzyłam i ujrzałam Ryana.
- Witaj skarbie. Mam świetną wiadomość. – uśmiechnął się rozpromieniony.
- No słucham. – uśmiechnęłam się lekko.
- W sobotę bierzemy ślub. – wyrzucił ręce w powietrze wielce zadowolony z siebie.
- Ale, że w tym tygodniu? – spytałam. – Ja.. nie jestem gotowa.
- Przestań, będzie świetnie. W piątek przyjeżdżają rodzice. – stałam otępiała, patrząc na niego.
- Ale to już tak na sto procent? – szepnęłam.
- Nawet na dwieście. – zaśmiał się. – Jutro pojedziemy wybrać suknię ślubną i garnitur.
- A czy to konieczne? – rzuciłam bez namysłu.
- Oczywiście, że tak głuptasku. – złapał moje policzki. – Już niedługo będziemy razem i będziesz cała moja. – powiedział przez zęby, mocniej ściskając policzki.
- Ryan, puść mnie. – mruknęłam, usiłując zabrać jego silne dłonie z mojej twarzy.
- Do jutra skarbie. – puścił mi oczko i wyszedł z pokoju.
Zamknęłam za nim drzwi, nadal będąc w szoku. Nie wierzyłam w to, co przed chwilą powiedział. Ja nie jestem gotowa.. nie chcę. Nie z nim. Kocham Justina. Tylko jego.
Podeszłam do drzwi balkonowych i wyszłam na zewnątrz.
- Coś się stało? – podszedł do mnie i objął ramieniem.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach i powiedziałam:
- W sobotę mam brać ślub. – szepnęłam, a on zesztywniał i się lekko odsunął. – Bałam się, że mnie uderzy. Ścisnął moje policzki i wycedził przez zęby, że wtedy będę jego. On chce tylko jednego, Justin. A Ty się w takim momencie ode mnie odsuwasz, gdy potrzebuję Cię najbardziej! – lekko uniosłam głos i pobiegłam do łazienki.
Co ja mam teraz zrobić? Jestem w rozsypce. Mam tylko kilka dni... Tak bardzo boję się Ryana… Kilka łez spłynęło po moim policzku. Nie mogę na to pozwolić. Przecież on mnie zabije. Mnie i Justina. Jak zerwę zaręczyny to mnie zmusi, albo zgwałci. A ja tylko chcę być szczęśliwa.
- Skarbie, proszę otwórz drzwi. - usłyszałam głos Justina zza drzwi.
- Nie. - mruknęłam pod nosem.
- Marina, nie denerwuj mnie, tylko otwórz te drzwi. - powiedział głośniej.
Wstałam powoli i otworzyłam drzwi.
- Chodź tu do mnie. - od razu wziął mnie w ramiona. - Nigdy nie chciałem Cię zostawić, rozumiesz? Służę Ci pomocą nawet w tych najgorszych chwilach.
- Dziękuję. - szepnęłam.
- Nie masz za co dziękować. Taka moja rola. - pocałował mnie w czubek głowy.
- Ja po prostu chcę, żeby było dobrze.
- Będzie. - mruknął, jakby to była obietnica.

***

- Porozmawiam z nim. - powiedziałam do Justina, idąc przez plażę.
- Dobrze. - skinął głową. - Ale uważaj na siebie, dobrze? Jedna wiadomość i jestem obok.
- Okay. Dziękuję Ci za wszystko. - stanęłam na chwilę i spojrzałam na niego.
- Naprawdę nie masz za co. - objął mnie ramionami, oddając mi swoje ciepło. Był tak wspaniały, opiekuńczy, dawał mi tak wiele nawet jednym gestem. - Chodź, odprowadzę Cię.
***

Po wieczornym prysznicu położyłam się do łóżka. Przykryłam się szczelnie kołdrą i zwinęłam się w kłębek. Nie mam pojęcia co mam myśleć o tej sprawie, to jest jak: w głowie masz pustkę, ale jednakowo mętlik. Ohydne. Najwspanialsze jest, że moje uczucie do Justina znów rozkwitło i to z wzajemnością, jednak nadal boję się Ryana. On z pewnością już mnie nie kocha, a zależy mu tylko na jednym. Zdziwi się jak dowie się, że już nie jestem dziewicą. On z pewnością nie jest prawiczkiem. Dawno nie widziałam rodziców Justina, ciekawe co z nimi, chciałabym ich zobaczyć. Chcę go tutaj obok, ale wiem, że nie mogę. Oh, moment. Ustawię budzik w telefonie, bo nie chcę, żeby Ryan nagle wparował mi do pokoju, wolę być ubrana i przygotowana. Chwyciłam za telefon i o mój Boże moje oczy. Szybko ustawiłam budzik na dziewiątą rano i spojrzałam na godzinę. Druga. Naprawdę długo już leżę, to niewiarygodne, że w tym złym okresie czas tak szybko leci, w tym najbardziej stresującym momencie życia. Może posłucham muzyki? Może przy tym zasnę? Weszłam więc w moją playlistę, ale nie znalazłam nic spokojnego przy czym mogłabym zasnąć. Moment.. mam. Elliott Smith - Between the bars. Uwielbiam ją, ta piosenka jest ze mną już przez pięć lat. Mogłabym słuchać jej w kółko przez całą wieczność. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, puściłam jedną piosenkę w kółko cicho na głośniku. Przez tego faceta stanowczo zachciało mi się alkoholu, ale nie o tym teraz powinnam myśleć. Ale tylko spójrz, w pewnym sensie wali Ci się życie, nie wiesz co masz robić, bo tak naprawdę jesteś przekonana, że czy tak czy siak dotknie Cię coś złego.
Wierzę w to, że kiedyś będzie dobrze.
Musi być, prawda?




~*~
Księżniczki przepraszam Was za taki odstęp czasu, musicie mi wybaczyć. Postaram się Wam to wynagrodzić w najbliższym czasie. + przepraszam za tak krótki rozdział. Patrząc na aktywność, widzę, że ktoś cały czas sprawdza. Dziękuję Ci, kochanie. Do następnego xx