środa, 5 lutego 2014

Rozdział 3.

- Zabieram Cię wtedy na śniadanie.. – jakby się zamyślił.
- Później grasz mi na pianinie. – mruknęłam, przyglądając mu się.
- A później jest to.. – szepnął.
Odwróciłam się do niego przodem, gdyż wcześniej siedziałam wtulona w jego ramiona, bo bałam się pająka. Złapał mój podbródek w dwa palce i zbliżył się, na tyle, że czułam jego oddech na swoich ustach. Czułam miętę. Chciałam poczuć jego usta na swoich. Nie myślałam wtedy trzeźwo.
- Nigdy nie widziałem już dalszej części. – szepnął mi w usta.
- Zrealizujmy ją. – mruknęłam i przysunęłam swoją głowę, tak, że moje wargi delikatnie dotykały jego.
Justin nie zastanawiając się długo musnął moją dolną wargę, oddawałam delikatne pocałunki, które po chwili przeradzały się w bardzo namiętne. Dalej siedzieliśmy na podłodze, więc usiadłam na nim okrakiem, a on przeniósł dłonie na moje pośladki, masując je. Jęknęłam mu w usta i czułam, że uśmiecha się przez pocałunek. Oderwałam się od niego na chwilę, by zaczerpnąć powietrza, po czym znów wpiłam się w jego pełne usta. Polizał moją dolną wargę, chcąc dostać dostęp do mojej buzi, jednocześnie pokazując mi swoją stronę gentelmana. Bez zastanowienia dałam mu dostęp i po chwili czułam jak jego język muska moje podniebienie, bardzo delikatnie, tak jakby nie chciał mnie skrzywdzić. Cicho jęczałam mu w usta i poczułam jego wypukłość, która zaczynała się o mnie ocierać. Jęknęłam głośno jego imię, a on oderwał się ode mnie, by zaczerpnąć powietrza, nie przestając się pode mną ruszać.
- Chyba nie powinnam. – szepnęłam ciężko, na co on się delikatnie uśmiechnął i przestał się poruszać, lecz moje ciało nie umiało przestać się zatrzymać.
Zaśmiał się cicho i kontynuował swoją wcześniejszą czynność.
- Justin.. – jęczałam cicho jego imię, a on się uśmiechał. Czułam jego ciężki oddech na swojej szyi, na której po chwili czułam również jego malinowe usta. Muskał moją skórę językiem, co chwilę kąsając ją lekko zębami, co podniecało mnie jeszcze bardziej.
- Naprawdę nie powinnam.. – mruknęłam, wplatając palce w jego włosy.
- Naprawdę chcesz, żebym przestał? – wydyszał mi w szyję.
- N-nie. – wywróciłam oczami z przyjemności.
Pieścił moje pośladki dłońmi, a ja poczułam się jak w niebie, czując jak jego głowa opada na moje ramię. Wiedziałam, że również poczuł doznania, jak ja.
To mój pierwszy orgazm z chłopakiem, którego w ogólne nie znam. Jestem okropna, nie powinnam. Kocham Ryana, zdradziłam go. Załamałam się.
Zaczęłam cichutko płakać, lecz niestety Justin to usłyszał.
- Hej skarbie, co się stało? Nie podobało Ci się? – mruknął, muskając ustami moje ucho.
- Było wspaniale, ale ja.. Zdradziłam go. – wybuchnęłam płaczem.
- Spokojnie Marina. – gładził moje włosy. – To pozostanie naszą tajemnicą, okay? Nikt się o tym nie dowie. – mruknął mi od ucha, a ja spojrzałam mu w oczy.
- Na pewno? – spytałam z nadzieją.
- Obiecuję. – uśmiechnął się łagodnie i musnął moje usta delikatnie.
Dziwnym cudem winda ruszyła, więc szybko zeszłam z kolan Justina i nerwowo poprawiłam koszulkę i włosy.
Miałam swoją  małą, słodką tajemnicę z chłopakiem z moich snów. No małą może nie, ale na pewno słodką, zaśmiałam się w myślach.
Oczywiście jest mi z tym źle, bo nawet jakbym się w tego wyplątała to i tak zdradziłam Ryana. Kto, gdy widzi pierwszy raz pewnego chłopaka, całuje się z nim w windzie i doznaje orgazmu? No zakładam, że tylko dziwk.. Cholera. Nie, ja nią nie jestem. One od razu przechodzą do rzeczy. A jeżeli jestem tylko zabawką? Ohh nie wiem dlaczego się tym tak przejmuję. To zwykły romans i tyle. I tego ma się trzymać.
- Wiesz, że później może być tylko lepiej, prawda? – mruknął mi do ucha, gdy stał już obok mnie, jednocześnie wyrywając mnie przy tym z myśli.
- Hm? Yy.. Naprawdę tak sądzisz? – zmarszczyłam lekko brwi.
- Ja to wiem. – zaśmiał się, a drzwi windy się otworzyły.
Moim oczom ukazał się Ryan, a ja od razu zarzuciłam mu ręce na szyję. Otulił mnie ramionami i gładził moje włosy.
- Tęskniłam. – zachichotałam.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś, czy coś? Szukałem Cię po całym hotelu, bałem się, że mi uciekłaś. – mruknął ze smutkiem w głosie.
- Nie było zasięgu w windzie. – skrzywiłam się i odsunęłam się od niego. – Tobie na pewno bym nie uciekła. – mruknęłam z uśmiechem i pocałowałam jego usta, czując, że Justin nam się przygląda.
Jego usta smakowały inaczej, niż usta szatyna. A najzabawniejsze jest to, że skądś kojarzyłam smak tych pełnych i malinowych ust.
Oderwałam się od Ryana głośnym mlaśnięciem, oblizując usta. Spojrzałam w bok i zauważyłam, że chłopak cały czas nam się przygląda. Te śliczne oczy, w które się zapatrzyłam, były takie piękne.
Nagle poczułam jak Ryan lekko mną potrząsa.
- Halo, słyszysz mnie? – mruknął.
- Yy.. Co? – złączyłam brwi w jedną kreskę, marszcząc czoło.
- Pytałem się co teraz będziemy robili. – spojrzał na mnie.
- Noo.. Mieliśmy się porozglądać po hotelu, tak? – uśmiechnęłam się lekko.
- No tak. – odwzajemnił gest i objął mnie ręką w talii, kierując przed siebie.
- Patrz jest basen. – pokazałam ręką za wielkie okno. – Pójdziemy popływać? – zaśmiałam się.
- Okay, a masz na sobie strój? – zmierzył moje ciało.
- Ym.. Nie. Poczekasz chwilkę? – spojrzałam mu w oczy.
- Pewnie. – pocałował mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się i pobiegłam tym razem schodami, bojąc się, że winda znów może się zatrzymać. Stanęłam przy swoich drzwiach i szukałam w kieszeniach karty, gdy nagle, ktoś przyparł mnie do drzwi.
- Co to miały być, huh? – szepnął mi w usta, nierówno oddychając.
Zaśmiałam się cicho. – Ale co? Przypomnisz mi? – mruknęłam, brzmiąc bardzo niewinnie.
- Nieważne. – mruknął i zaczął całować moje usta bardzo namiętnie, co spodobało mi się ogromnie.
Oddawałam pocałunki, wplatając palce w jego włosy. Poczułam, że przeszukuje mi kieszenie, by znaleźć kartę, którą wreszcie znalazł i otworzył drzwi od pokoju. Wpadliśmy do niego, a Justin od razu zamknął za nami drzwi, kopiąc je nogą. Pchnął mnie na łóżko, a ja się do niego uśmiechnęłam, po czym położył ręce po obu stronach mojej głowy i pochylił się, składając pocałunki na moich ustach. Zaczął brutalnie się o mnie ocierać, a ja dotrzymywałam mu rytmu, jęcząc cicho jego imię.
Cholera, Marina, opanuj się. Tam czeka Ryan, który możliwe, że zaraz znów zacznie Cię szukać, jeżeli się szybko nie pojawisz.
- Justin.. – mruknęłam, kładąc dłonie na jego klatce piersiowej.
- Słucham, kotku? – spytał, ciężko oddychając. Nazwał mnie kotkiem, aw.
- Muszę przebrać się w strój.
- Po co? – oblizał usta, patrząc mi w oczy, lecz ciągle się o mnie ocierając.
- Idę na basen. – poinformowałam. – Z Ryanem. – dodałam, by zniechęcić go do przyjścia.
Wywrócił oczami i natychmiastowo ze mnie zszedł, siadając na końcu łóżka.
Lekko się skrzywiłam, widząc jego reakcje. Podeszłam do komody i wyciągnęłam z pierwszej szuflady strój. Skierowałam się do łazienki i przebrałam się szybko. Wróciłam do pokoju, wzięłam ręcznik owijając się nim.
- Idziemy. – delikatnie się uśmiechnęłam.
Bez słowa wstał i wyszedł z pokoju.
- Justin! – krzyknęłam za nim.
- Tak? – wrócił się i spojrzał na mnie.
- Karta od pokoju. – wyciągnęłam do niego rękę.
- Ohh.. Pamiętałaś. – wywrócił oczami z chytrym uśmieszkiem i podał mi kartkę. Zostawił na moich ustach namiętny pocałunek. – Pa. – szepnął i wyszedł z pokoju.
- Pa.. – mruknęłam już do siebie.
Szybko skierowałam się do Ryana na basen. Spędziliśmy razem czas, rozmawiając i śmiejąc się. Wypiliśmy po drinku i weszliśmy do windy, jadąc na górę. Winda się otworzyła i znaleźliśmy się na korytarzu.
- To ja mam w inną stronę.. – jęknął i spojrzał na mnie.
- Tak wiem.. – lekko się skrzywiłam.
- Więc do jutra, skarbie. – podszedł do mnie i zostawił na moich ustach delikatny pocałunek.
Oddałam go delikatnie i wróciłam do swojego pokoju.
Wzięłam świeżą bieliznę i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, by obmyć z siebie chlor. Umyłam ciało swoim ulubionym żelem i spłukałam pianę. Po nakremowaniu twarzy i ubraniu się w bieliznę, wróciłam do pokoju i położyłam się wygodnie na łóżku.
Gdy już prawie zasypiałam, usłyszałam jak ktoś puka w drzwi balkonowe. Szybko zapaliłam lampkę i zauważyłam za oknem postać. Moje serce maksymalnie przyśpieszyło.
- Otwórz to ja! – usłyszałam przez szybę głos Justina.
Podeszłam do balkonu i otworzyłam drzwi, którymi wszedł szatyn.
- Co Ty tu robisz? – mruknęłam.
- Przyszedłem do Ciebie. – uśmiechnął się i wziął mnie na ręce niosąc na łóżko.
Zdjął swoje, jak zauważyłam, zmieniona ubrania, pozostając w samych bokserkach i położył się obok mnie. Objął mnie ramionami i okrył nas kołdrą.
Zaczęliśmy rozmawiać, gdy nagle pojawiło się pytanie.
- Opowiesz mi coś o sobie?
- To zależy co chcesz wiedzieć. – mruknęłam do niego.
- Nie wiem.. Gdzie Twoi rodzice? Rodzeństwo?
- Ja n-nie mam rodziców.. Rodzeństwa też nie.. – szepnęłam. – Rodzice zginęli w wypadku, gdy jechałam z nimi samochodem.. Tak mi powiedziano. A rodzeństwa nigdy nie miałam.
- Oh.. Przykro mi.. – pocałował mnie w czoło, a ja delikatnie się uśmiechnęłam. – Wiesz.. Ja kiedyś podobno też miałem wypadek.. Ale nic nie pamiętam. – mruknął.
- Przykro mi. – szepnęłam i pocałowałam delikatnie jego usta.
Po dłuższej rozmowie zasnęliśmy w objęciach.

~*~
Więc tak..
Hahahahhahahahahahahahhahahaha
Przepraszam. Musiałam wyśmiać samą siebie.
Śmieję się, ponieważ jestem pieprzonym leniem i nie dostarczam rozdziałów z określonym czasem.
Przepraszam, naprawdę. Możecie mi nie wierzyć, ale mi przykro no. Nawet do tego nastawienia jakie mam sama do siebie. Nie jest najlepiej.
KTO CZYTA NIECH SKOMENTUJE BŁAGAM
To da mi zachętę tym bardziej, że pod ostatnim rozdziałem było mniej komentarzy niż ostatnio.
Mimo wszystko i tak dziękuję.
Czekam na opinię i komentarze.
Do następnego xx