Ryan właśnie
zaproponował mi wyjazd na Hawaje. Bez zastanowienia zgodziłam się, ponieważ
uwielbiam podróże, jak i również poznawanie nowych miejsc.
Wyszłam właśnie przed dom, a za mną szedł Ryan z moimi walizkami.
- No kotku, zapowiada się ciekawie. – zaśmiałam się widząc go tyrającego się z moimi bagażami.
- Jasne. – mruknął pod nosem, stawiając moje torby przy taksówce. Po chwili kierowca włożył moje rzeczy do bagażnika.
Ryan oparł się o pojazd, a ja podeszłam do niego i objęłam go ramionami w pasie. Spojrzałam mu w oczy i ciepło się uśmiechnęłam. Cmoknął mój nos.
- Skarbie muszę iść po swoją walizkę. – mruknął.
- Oh, no tak. – zachichotałam i odsunęłam się od niego.
Wsiadłam do taksówki, a po chwili Ryan już siedział obok mnie.
- Zamknąłeś dom? – upewniałam się.
- Tak zamknąłem. – zaśmiał się. – A nawet jeżeli to rodzice będą przyjeżdżać i się nim opiekować.
W końcu wyjeżdżamy na całe wakacje. Ciekawa jestem czy mi się znudzi..
- Okay. – skinęłam głową, zapinając pasy.
- Więc gdzie jedziemy? – odwrócił się do nas taksówkarz.
- Na lotnisko. – Ryan spojrzał na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam wygodnie na moim siedzeniu.
Mój narzeczony położył mi rękę na kolanie i lekko gładził je kciukiem. Zanim się obejrzałam byliśmy już na lotnisku. Kierowca pomógł nieść nam bagaże. Razem z Ryanem przeszliśmy przez odprawę i po chwili siedzieliśmy już w samolocie.
- Cholera.. Ryan siedzimy przy skrzydle, boję się.. – mruknęłam z grymasem na twarzy.
- Co? Czemu? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Przy skrzydle najbardziej czuć turbulencje. – zagryzłam nerwowo wargę.
- Będzie dobrze. – uśmiechnął się pocieszająco, więc postanowiłam się wygodnie rozłożyć na swoim fotelu.
Po dłuższej chwili zapadłam w sen.
Cichym krokiem zeszłam z mojego miękkiego i jakże wygodnego łóżka. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Namydliłam swoje ciało czekoladowym żelem, po czym spłukałam pianę. Osuszyłam ciało białym ręcznikiem i nałożyłam czystą bieliznę. Wyszłam z łazienki kierując się do szafy, z której wyjęłam zwiewną, białą sukienkę w czarne kropki. Związałam włosy w kucyk z tyłu głowy i przejrzałam się w lustrze. Chwyciłam za eyeliner i zrobiłam delikatnie kreski, po czym przeleciałam rzęsy tuszem. Pomalowałam usta błyszczykiem, założyłam czarne szpilki i wyszłam z mojego hotelowego pokoju, idąc do hallu. On już tam na mnie czekał. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i podałam mu rękę. Chwycił ją i ruszył ze mną do wyjścia. Otworzył mi drzwi od swojego pojazdu i poczekał chwilę, aż wsiądę. Gdy usiadłam wygodnie na miejscu pasażera, chłopak wsiadł do samochodu z drugiej strony i odpalił silnik.
- Gdzie mnie zabierasz? – spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy patrząc na niego.
Spojrzał mi w oczy. Jejku te czekoladowe oczy. Boże zabij mnie. Uśmiechnął się szeroko.
- Zabieram Cię na śniadanie, skarbie. – powiedział swoim łagodnym, anielskim głosem.
Nie pytając o więcej szczegółów spojrzałam na drogę.
Po chwili zatrzymaliśmy się przy jakiejś kawiarence. Chłopak szybko wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi, łapiąc moją dłoń. Oplótł mnie ręką w pasie i ruszyliśmy do stolika. Szatyn zamówił nam naleśniki z czekoladą i lodami śmietankowymi. Siedzieliśmy przy kwadratowym stoliku. On siedział obok mnie. Położył rękę na moim udzie i lekko ruszał nią w górę i dół. Położyłam dłoń na jego i ją zatrzymałam. Spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- No co? –spytałam oburzona.
- Nic. Jesteś taka słodka jak się złościsz. – zachichotał i położył dłonie na swoich kolanach.
Niedługą chwilę później dostaliśmy naleśniki. Zauważyłam, że chłopak ma na nadgarstku złotą bransoletę, a na niej zawieszony mały, złoty kluczyk.
Po skończonym śniadaniu chłopak zabrał mnie na spacer. Spacerowaliśmy za rękę długi czas, aż doszliśmy do pewnego miejsca, gdzie stał fortepian. Czekoladowooki usiadł na krzesełku i zaczął grać jakąś melodię. Słuchałam jego anielskiego głosu z zamyśleniem na twarzy. Wsłuchiwałam się w piękne słowa piosenki.
Gdy skończył grać, wstał i podszedł do mnie. Oplótł ramionami moją talię i miał swoje usta kilka milimetrów od moich, lekko się do niego zbliżyłam i--
- Marina wstawaj. – poczułam jak ktoś delikatnie szarpie moje ramię.
- Huh? – przetarłam oczy rękoma i się rozprostowałam.
- Już jesteśmy. – uśmiechnął się do mnie Ryan i pocałował mnie w czoło.
Rozpięłam pasy i wysiedliśmy z samolotu kierując się po nasze bagaże. Kierowca taksówki już na nas czekał. Powkładaliśmy walizki i torby do bagażnika i już po chwili byliśmy pod hotelem. Wysiadłam z pojazdu i szeroko otworzyłam oczy. Jest tu tak pięknie. Hotel tuż nad oceanem. Aż łezka zakręciła mi się w oku. Jestem naprawdę wielką szczęściarą, trafiając na takiego gościa jak Ryan.
Brunet podszedł do mnie od tyłu i oplótł ramiona wokół mojego pasa.
- Podoba się? – mruknął mi do ucha.
- Bardzo. – szepnęłam i odwróciłam się do niego przodem. Uśmiechnęłam się, patrząc w jego oczy.
- Chodź wejdziemy do środka. – złapał mnie za rękę i podprowadził do bagaży.
Wzięłam dwie torby, a resztę wziął mój narzeczony. Gdy weszliśmy do hallu od razu otoczył nas personel zabierając nam wszystkie walizki. Z tego co wiem, to Ryan zrobił tu wcześniej rezerwację, więc zanieśli nam bagaże do pokoi. Niestety ja i Ryan nie możemy spać w jednym łóżku.. Cóż, jego rodzice nie pozwalają na spanie w jednym łóżku przed ślubem, więc pewnie będę musiała mieć oddzielny pokój.
- Idziemy oglądnąć pokoje? – uśmiechnął się do mnie i zgiął ramię, bym mogła włożyć tam rękę. Weszliśmy do windy i Ryan wcisnął guzik, przy którym widniał napis „5 piętro”. Gdy usłyszeliśmy melodyjny dźwięk, wyszliśmy z windy. Młody mężczyzna podprowadził mnie pod pokój z numer 212.
- No więc tu jest Twój pokoik. – skrzywił się lekko.
- A Twój gdzie jest? – uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Na drugim końcu korytarza. – jęknął niezadowolony.
Zrobiłam zniesmaczoną minę.
- Damy radę. – zachichotałam, a on od razu się rozpromienił.
- Za chwilę ktoś powinien donieść Ci bagaże.
- Okay. – uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w usta.
- To idę sprawdzić swój pokój. – zaśmiał się i wręczył mi kartę od mojego pokoju.
- Dzięki. – wzięłam od niego kartkę i weszłam do swojego pokoju.
Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się do wnętrza. Był ogromny. Ściany były koloru białego, zaś różne dodatki, zasłony, czy pościel były czerwone. Zaciekawiona co jest za drzwiami weszłam do środka. Była to pięknie zrobiona w ciemnych kolorach łazienka. Wróciłam do pokoju i zauważyłam, że mam również drzwi , które prowadzą na balkon. Widok był po prostu niebiański. Piękne niebieskie niebo graniczące z ciemną taflą oceanu. Do tego oszałamiający zachód słońca. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego krajobrazu.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju, więc od razu weszłam do środka, zamykając za sobą drwi balkonowe. Wszedł jakiś chłopak zasłaniający prawie siebie całego przez moje torby i walizki.
Zaśmiałam się i podeszłam do niego zabierając od niego walizkę. Odłożyłam ją i zdjęłam torbę, która odsłoniła jego twarz. O cholera to on. Chłopak ze snów. Nie wierzę w to co widzę. Domyślam się jaką miałam teraz minę, więc postanowiłam to zamaskować i się do niego zwyczajnie uśmiechnęłam.
- Dzięki za przyniesienie bagażu. – uśmiechnęłam się lekko pocierając dłonią drugie ramię.
- Nie ma za co. – puścił mi oczko.
Boże ratuj mnie. Umieram.
Gdy zaczął wycofywać się z mojego pokoju ostatni raz na mnie spojrzał z blaskiem w oczach i wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
Stałam na środku pokoju patrząc na drzwi jak wryta. Nie wierzę, że coś takiego się właśnie zdarzyło.
Wyszłam właśnie przed dom, a za mną szedł Ryan z moimi walizkami.
- No kotku, zapowiada się ciekawie. – zaśmiałam się widząc go tyrającego się z moimi bagażami.
- Jasne. – mruknął pod nosem, stawiając moje torby przy taksówce. Po chwili kierowca włożył moje rzeczy do bagażnika.
Ryan oparł się o pojazd, a ja podeszłam do niego i objęłam go ramionami w pasie. Spojrzałam mu w oczy i ciepło się uśmiechnęłam. Cmoknął mój nos.
- Skarbie muszę iść po swoją walizkę. – mruknął.
- Oh, no tak. – zachichotałam i odsunęłam się od niego.
Wsiadłam do taksówki, a po chwili Ryan już siedział obok mnie.
- Zamknąłeś dom? – upewniałam się.
- Tak zamknąłem. – zaśmiał się. – A nawet jeżeli to rodzice będą przyjeżdżać i się nim opiekować.
W końcu wyjeżdżamy na całe wakacje. Ciekawa jestem czy mi się znudzi..
- Okay. – skinęłam głową, zapinając pasy.
- Więc gdzie jedziemy? – odwrócił się do nas taksówkarz.
- Na lotnisko. – Ryan spojrzał na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam wygodnie na moim siedzeniu.
Mój narzeczony położył mi rękę na kolanie i lekko gładził je kciukiem. Zanim się obejrzałam byliśmy już na lotnisku. Kierowca pomógł nieść nam bagaże. Razem z Ryanem przeszliśmy przez odprawę i po chwili siedzieliśmy już w samolocie.
- Cholera.. Ryan siedzimy przy skrzydle, boję się.. – mruknęłam z grymasem na twarzy.
- Co? Czemu? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Przy skrzydle najbardziej czuć turbulencje. – zagryzłam nerwowo wargę.
- Będzie dobrze. – uśmiechnął się pocieszająco, więc postanowiłam się wygodnie rozłożyć na swoim fotelu.
Po dłuższej chwili zapadłam w sen.
Cichym krokiem zeszłam z mojego miękkiego i jakże wygodnego łóżka. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Namydliłam swoje ciało czekoladowym żelem, po czym spłukałam pianę. Osuszyłam ciało białym ręcznikiem i nałożyłam czystą bieliznę. Wyszłam z łazienki kierując się do szafy, z której wyjęłam zwiewną, białą sukienkę w czarne kropki. Związałam włosy w kucyk z tyłu głowy i przejrzałam się w lustrze. Chwyciłam za eyeliner i zrobiłam delikatnie kreski, po czym przeleciałam rzęsy tuszem. Pomalowałam usta błyszczykiem, założyłam czarne szpilki i wyszłam z mojego hotelowego pokoju, idąc do hallu. On już tam na mnie czekał. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i podałam mu rękę. Chwycił ją i ruszył ze mną do wyjścia. Otworzył mi drzwi od swojego pojazdu i poczekał chwilę, aż wsiądę. Gdy usiadłam wygodnie na miejscu pasażera, chłopak wsiadł do samochodu z drugiej strony i odpalił silnik.
- Gdzie mnie zabierasz? – spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy patrząc na niego.
Spojrzał mi w oczy. Jejku te czekoladowe oczy. Boże zabij mnie. Uśmiechnął się szeroko.
- Zabieram Cię na śniadanie, skarbie. – powiedział swoim łagodnym, anielskim głosem.
Nie pytając o więcej szczegółów spojrzałam na drogę.
Po chwili zatrzymaliśmy się przy jakiejś kawiarence. Chłopak szybko wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi, łapiąc moją dłoń. Oplótł mnie ręką w pasie i ruszyliśmy do stolika. Szatyn zamówił nam naleśniki z czekoladą i lodami śmietankowymi. Siedzieliśmy przy kwadratowym stoliku. On siedział obok mnie. Położył rękę na moim udzie i lekko ruszał nią w górę i dół. Położyłam dłoń na jego i ją zatrzymałam. Spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- No co? –spytałam oburzona.
- Nic. Jesteś taka słodka jak się złościsz. – zachichotał i położył dłonie na swoich kolanach.
Niedługą chwilę później dostaliśmy naleśniki. Zauważyłam, że chłopak ma na nadgarstku złotą bransoletę, a na niej zawieszony mały, złoty kluczyk.
Po skończonym śniadaniu chłopak zabrał mnie na spacer. Spacerowaliśmy za rękę długi czas, aż doszliśmy do pewnego miejsca, gdzie stał fortepian. Czekoladowooki usiadł na krzesełku i zaczął grać jakąś melodię. Słuchałam jego anielskiego głosu z zamyśleniem na twarzy. Wsłuchiwałam się w piękne słowa piosenki.
Gdy skończył grać, wstał i podszedł do mnie. Oplótł ramionami moją talię i miał swoje usta kilka milimetrów od moich, lekko się do niego zbliżyłam i--
- Marina wstawaj. – poczułam jak ktoś delikatnie szarpie moje ramię.
- Huh? – przetarłam oczy rękoma i się rozprostowałam.
- Już jesteśmy. – uśmiechnął się do mnie Ryan i pocałował mnie w czoło.
Rozpięłam pasy i wysiedliśmy z samolotu kierując się po nasze bagaże. Kierowca taksówki już na nas czekał. Powkładaliśmy walizki i torby do bagażnika i już po chwili byliśmy pod hotelem. Wysiadłam z pojazdu i szeroko otworzyłam oczy. Jest tu tak pięknie. Hotel tuż nad oceanem. Aż łezka zakręciła mi się w oku. Jestem naprawdę wielką szczęściarą, trafiając na takiego gościa jak Ryan.
Brunet podszedł do mnie od tyłu i oplótł ramiona wokół mojego pasa.
- Podoba się? – mruknął mi do ucha.
- Bardzo. – szepnęłam i odwróciłam się do niego przodem. Uśmiechnęłam się, patrząc w jego oczy.
- Chodź wejdziemy do środka. – złapał mnie za rękę i podprowadził do bagaży.
Wzięłam dwie torby, a resztę wziął mój narzeczony. Gdy weszliśmy do hallu od razu otoczył nas personel zabierając nam wszystkie walizki. Z tego co wiem, to Ryan zrobił tu wcześniej rezerwację, więc zanieśli nam bagaże do pokoi. Niestety ja i Ryan nie możemy spać w jednym łóżku.. Cóż, jego rodzice nie pozwalają na spanie w jednym łóżku przed ślubem, więc pewnie będę musiała mieć oddzielny pokój.
- Idziemy oglądnąć pokoje? – uśmiechnął się do mnie i zgiął ramię, bym mogła włożyć tam rękę. Weszliśmy do windy i Ryan wcisnął guzik, przy którym widniał napis „5 piętro”. Gdy usłyszeliśmy melodyjny dźwięk, wyszliśmy z windy. Młody mężczyzna podprowadził mnie pod pokój z numer 212.
- No więc tu jest Twój pokoik. – skrzywił się lekko.
- A Twój gdzie jest? – uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Na drugim końcu korytarza. – jęknął niezadowolony.
Zrobiłam zniesmaczoną minę.
- Damy radę. – zachichotałam, a on od razu się rozpromienił.
- Za chwilę ktoś powinien donieść Ci bagaże.
- Okay. – uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w usta.
- To idę sprawdzić swój pokój. – zaśmiał się i wręczył mi kartę od mojego pokoju.
- Dzięki. – wzięłam od niego kartkę i weszłam do swojego pokoju.
Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się do wnętrza. Był ogromny. Ściany były koloru białego, zaś różne dodatki, zasłony, czy pościel były czerwone. Zaciekawiona co jest za drzwiami weszłam do środka. Była to pięknie zrobiona w ciemnych kolorach łazienka. Wróciłam do pokoju i zauważyłam, że mam również drzwi , które prowadzą na balkon. Widok był po prostu niebiański. Piękne niebieskie niebo graniczące z ciemną taflą oceanu. Do tego oszałamiający zachód słońca. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego krajobrazu.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju, więc od razu weszłam do środka, zamykając za sobą drwi balkonowe. Wszedł jakiś chłopak zasłaniający prawie siebie całego przez moje torby i walizki.
Zaśmiałam się i podeszłam do niego zabierając od niego walizkę. Odłożyłam ją i zdjęłam torbę, która odsłoniła jego twarz. O cholera to on. Chłopak ze snów. Nie wierzę w to co widzę. Domyślam się jaką miałam teraz minę, więc postanowiłam to zamaskować i się do niego zwyczajnie uśmiechnęłam.
- Dzięki za przyniesienie bagażu. – uśmiechnęłam się lekko pocierając dłonią drugie ramię.
- Nie ma za co. – puścił mi oczko.
Boże ratuj mnie. Umieram.
Gdy zaczął wycofywać się z mojego pokoju ostatni raz na mnie spojrzał z blaskiem w oczach i wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
Stałam na środku pokoju patrząc na drzwi jak wryta. Nie wierzę, że coś takiego się właśnie zdarzyło.
~*~
Ogromnie przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale.. w sumie i tak pewnie nikt tego nie czyta, więc nie mam nic do stracenia. Rozdział wyszedł, jak wyszedł, czyli porażka. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział, ale znając moje chęci to nieszybko.