wtorek, 30 lipca 2013

Prolog.

Piękny sobotni wieczór. Na gwieździstym niebie widniał jasny księżyc w pełni. Wsiadłam do czarnego, zgrabnego kabrioletu Ryana, po czym chłopak od razu pocałował mnie w policzek i zlustrował wzrokiem. Miałam na sobie czarną sukienkę opinającą moje ciało i do tego krwisto-czerwonego koloru wysokie szpilki. W ręku widniała tego samego koloru co szpilki kopertówka. Włosy miałam puszczone luźno. Z natury mam proste włosy, więc postanowiłam je podkręcić. Do całego zestawu zrobiłam lekki makijaż.
- Aż tak źle? – spojrzałam na swoje ciało.
- Aż tak wspaniale. – poprawił mnie, patrząc na mnie z niedowierzaniem na moje słowa. Cicho zachichotałam.
- Dziękuję. – szepnęłam. – Too.. Gdzie mnie zabierasz? – spojrzałam na niego. Miał mnie dzisiaj zabrać na kolację.. Hmm.. Jestem ciekawa co takiego znów wymyślił. Zawsze miał świetne pomysły.
- Niespodzianka, kotku. – powiedział ruszając z miejsca.
- Oj no weź.. Nienawidzę niespodzianek i bardzo dobrze to wiesz. – mruknęłam przytulając się do okna.
Nie odpowiedział na moje słowa. Spojrzałam na niego zaciekawiona jego reakcją. Siedział z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Co Ty tak się szczerzysz? Zaczynam się bać… - powiedziałam z uniesioną prawą brwią do góry.
- Moim zdaniem to powinnaś się cieszyć. – zachichotał i położył dłoń na moim kolanie. – Kochanie, naprawdę nie ma co się bać.
- Tak, tak. – mruknęłam pod nosem, odwracając wzrok na widok za moim oknem.
Jedziemy do portu.. Co?
- Ryan.. Czy mi się wydaje, czy zabierasz mnie gdzieś na wodę? – powiedziałam lekko wystraszonym głosem. Nienawidzę statków. Nie wiem dlaczego, ale zawsze bałam się, że zatonie.. Weź się w garść Marina.
- Shhh.. – zaczął masować moje kolano.
- Hej! Przecież wiesz, że mam chorobę morską! – wyrzuciłam ręce w górę.
- Nie masz, skarbie. Wiem to idealnie. – zachichotał pod nosem, kładąc dłoń na gałce zmiany biegów.
- Za dobrze mnie znasz. – burknęłam, tak, żeby tego nie słyszał. – Ale wiesz, że boję się statków, prawda?
- Trzeba to w końcu przełamać. – zaciągnął hamulec ręczny i wyjął kluczyki ze stacyjki. – Gotowa? – spytał cichym głosem, spoglądając na mnie łagodnie.
- Chyba jeszcze nie.. – szepnęłam.
- To powiedz kiedy będziesz… - wysiadł z samochodu i zapalił papierosa. Cholera. Przecież on pali tylko wtedy, gdy jest zdenerwowany. Naprawdę zaczynam się bać.
Gdy spalił papierosa, podszedł od strony moich drzwi, po czym powoli je otworzył. – Gotowa, kochanie?
- Ym… Myślę, że chyba tak.. – powiedziałam, machając twierdząco głową. Przełknęłam głośno ślinę.
Brunet złapał mnie za rękę i pomógł wysiąść z pojazdu. Stanęłam na betonowej ziemi poprawiając moją sukienkę.
- No to zapraszam. – uśmiechnął się i zgiął ramię, bym mogła wsadzić tam dłoń.
Drugą ręką nerwowo poprawiłam moje idealnie ułożone włosy. Ryan zaprowadził mnie do pięknie ozdobionego stoliku. Odsunął krzesło, tak abym mogła usiąść. Poprawiłam moją sukienkę ponownie i usiadłam. On dosiadł się obok mnie przy okrągłym stoliku. Po chwili zjawił się kelner i podał nam karty menu.
- Co zamawiasz, skarbie? – spytał, spoglądając na mnie spod jego karty.
- Hmm.. Może poproszę.. Jakąś sałatkę.. – rozmyśliłam się, spoglądając na menu.
Jestem wegetarianką, więc nie wypadałoby brać mięsa, o nie..
Gdy już zjedliśmy nasz posiłek Ryan wstał, podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, po czym uklęknął przede mną. Nie wiedziałam co mam robić, więc wstałam z miejsca i stałam przed nim. On wyciągnął z kieszeni swojej marynarki czerwone pudełeczko. Oczy mi się momentalnie zaszkliły i nie mogłam nic powiedzieć, nogi się pode mną uginały.
- Marina.. Wyjdziesz za mnie? – otworzył pudełko, a moim oczom ukazał się piękny, srebrny pierścionek z kilkoma diamencikami.
Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, a łzy zaczęły płynąć po moich bladoróżowych policzkach. Zakładam, że się mocno rozmazałam i wyglądam teraz odstraszająco.. – T-tak. – wyjąkałam.
Ryan wstał i od razu się do mnie przytulił. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, a on założył mi pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki. Wzięłam jego twarz w dłonie i zaczęłam delikatnie całować jego usta, a wszyscy wokół zaczęli klaskać nam brawo.

Od tamtej pory śni mi się on..
~*~
Okay, nie mogłam się doczekać, więc wstawiłam prolog tego samego dnia ;p. Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam na aska.

Bohaterowie.

Marina McKinley (22 lata)

















Ryan Kennedy (25 lat)

















Justin Bieber (23 lata)