sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 2


Gdy rozpakowałam walizki i wzięłam gorący prysznic po dość długiej podróży, wyszłam z łazienki i ubrałam się w krótkie, czarne spodenki z wysokim stanem, czarną koszulkę na ramiączkach i czerwoną marynarkę. Do tego dopasowałam również czerwone, wysokie szpilki. Poprawiłam makijaż i wyszłam z mojego pokoju, kierując się do Ryana. Idąc w stronę jego pokoju rozglądałam się dookoła, czy nie napotkam się na chłopaka o czekoladowych oczach.
Okay. Pokój 220. Jestem na miejscu. Zapukałam, a drzwi otworzył mi Ryan. Zauważyłam za nim jakąś postać.
- Hej. – uśmiechnęłam się do Ryana i zaczęłam wyglądać za niego, by zobaczyć kto za nim stoi.
Osoba odwróciła się. To był on. Chłopak o anielskim głosie. Nagle poczułam jak moje wnętrze wypełniają motylki, a nogi się uginają.
- Hej skarbie. – mruknął Ryan i przyciągnął do siebie, co spowodowało, że wpadłam w jego ramiona. Lekko musnął moje usta.
- R-Ryan masz gościa. – odsunęłam się lekko od niego.
- Em.. Właśnie. Widzisz, Marina.. Były małe kłopoty z moim bagażem. – podrapał się po karku.
Zmarszczyłam brwi, patrząc na niego – To znaczy?
- Później Ci wytłumaczę. – Uśmiechnął się i podszedł do chłopaka. – Dzięki Justin. – poklepał go po ramieniu.
- Do usług. – zaśmiał się, z tego co mi wiadomo, Justin.
Szatyn zaczął kierować się do drzwi. Patrzyłam mu w oczy, a on puścił mi oczko i wyszedł.
Cholera no.
Od razu ocknęłam się i spojrzałam na Ryana.
- Wszystko okay? – zaśmiał się, patrząc na mnie.
- Taak. Pewnie. – zachichotałam nerwowo, przygryzając wnętrze policzka.
- Jakie teraz plany? – uśmiechnął się uwodzicielsko, podchodząc do mnie i łapiąc mnie w talii.
- Emm.. Idę rozglądnąć się po hotelu. – owinęłam ramionami jego szyję i musnęłam jego usta.
- To ja wezmę prysznic i zaraz do Ciebie dołączę. – wychrypiał oddając pocałunek.
Nic nie odpowiadając, oderwałam się od niego i zaczęłam kierować się w stronę drzwi.
- To paa. – zaśmiałam się, zaglądając na niego przez ramię i machając mu.
Gdy wyszłam z pokoju, rozglądnęłam się i ruszyłam w stronę windy. Nacisnęłam przycisk i czekałam, aż winda przyjedzie na moje piętro. Drzwi windy się rozsunęły, ukazując mi postać z moich snów. Niepewnie weszłam do środka i zauważyłam, że parter jest już wciśnięty, więc patrzyłam przed siebie na drzwi, nie chcąc pokazać mu moich lekkich już rumieńców. Starałam się je ukryć i mam nadzieję, że mi wyszło, gdyż czułam jego wzrok na sobie.
W pewnym momencie coś huknęło i światełko w windzie zgasło. Upadłam. Chłopak od razu podbiegł i kucnął przy mnie.
- Nic Ci się nie stało?! – spytał z przerażeniem w głosie.
- N-nie.. Jest okay. – mruknęłam, łapiąc się za głowę.
- Na pewno? – zapytał trochę spokojniej swym anielskim głosem.
- Tak. – uśmiechnęłam się lekko, choć wiem, że nie widział mojej twarzy. – Ciemno tu. – jęknęłam na co on się zaśmiał. – No co?!
- Niic. Ciemno to przyjemno. – zaśmiał się, a ja wywróciłam na to oczami.
- Naprawdę nie śmieszą mnie takie żarty. – mruknęłam do niego.
Cholera, dlaczego nie mogłam teraz zobaczyć jego pięknej twarzy? Głupie światło.
- Okay, okay. Spokojnie.
- Długo tu będziemy? – spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Nie mam pojęcia.. To pierwsza taka awaria, odkąd tu pracuję. – słyszałam zmęczenie w jego głosie.
- Długo? – oblizałam usta.
- Ale co? – mruknął zdezorientowany.
- No.. Pytam, czy długo tu pracujesz.. – zaczęłam bawić się swoimi palcami.
- Dość długo..
Siedzieliśmy we dwójkę na podłodze, a szatyn siedział naprzeciw mnie. Naprawdę jestem bardzo zaskoczona tym, że nie wariuję, że utknęłam w windzie..
- A Ty na jak długo tu przyjechałam? – spytał, przesiadając się obok mnie, na co ja się lekko odsunęłam. – Spokojnie. Nie gryzę. – Racja.. Połykasz w całości. Zaśmiałam się w myślach.
- Okay.. – mruknęłam i usiadłam tam, gdzie wcześniej. Moje nozdrza wypełnił niebiański zapach. Pachniał, tak samo jak wyglądał. Świetnie. – Przyjechałam tu na wakacje.. Tak dokładnie nie wiem ile tu będziemy.
- My? – przerwał na chwilę. – Aaa no tak. Ty i ten koleś.
- Ma na imię Ryan. – mruknęłam.
- Dobrze. Zapamiętam. A Ty ślicznotko jak się nazywasz? – spytał słodkim głosem.
Poczułam, że odwraca się do mnie przodem.
- Jestem Marina. – czułam, że moje policzki płoną, co było spowodowane tym, jak nazwał mnie chłopak.
- Miło mi. Jestem Justin.
- Mnie również jest miło. – wyciągnęłam rękę w jego stronę, a no ją złapał i zostawił na niej pocałunek. – Jaki gentelman. – zaśmiałam się.
-Jakżeby inaczej? – słyszałam lekkie rozbawienie w jego głosie.
- Uu.. Skromny bardzo też, patrzę, jesteś. – zaczęłam się śmiać.
- Ej, nie śmiej się. – zaśmiał się delikatnie, a ja cały czas się śmiałam. – No okay. Masz rację. – zaczął śmiać się ze mną.
- Justin.. Nie dotykaj mnie. – warknęłam.
- Co? O co Ci chodzi? – wymamrotał zaskoczony.
- Nie dotykaj mnie. – burknęłam przez zęby.
- Nie dotykam Cię, okay?! – krzyknął, najwyraźniej wnerwiony moim zachowaniem.
- To co to? – spytałam przerażona, po czym zaczęłam szukać telefon.
Gdy już go wyjęłam, zaczęłam świecić na miejsce, gdzie coś mnie dotknęło. – Cholera jasna! – wrzasnęłam, zauważając pająka, po czym od razu go zrzuciłam.
Czułam, że Justin mi się wpatrywał, a po chwili zaczął się śmiać.
- Co? Co jest takie śmieszne?! – zaczęłam świecić słabym światłem na chłopaka.
- Boisz się pająków? – rzucił przez śmiech.
- Panicznie. – jęknęłam. – Teraz masz mnie ratować. Błagam. – mruknęłam błagalnym  głosem.
- Okay chodź tu. – uspokoił się i rozłożył ramiona.
Bez zastanowienia  wtuliłam się w niego, a on objął mnie swoimi silnymi rękoma.
Zaciągnęłam się jego niesamowitym zapachem, a szatyn położył podbródek na mojej głowie.
- Opowiedz mi coś. – mruknął mi we włosy.
- To zależy co chcesz wiedzieć. – zaśmiałam się.
- Kim jest dla Ciebie Ryan? – spytał, a moje serce przyśpieszyło. Ryan to mój narzeczony. Kąpie się, bądź mnie szuka, wtedy gdy ja siedzę w objęciach obcego mi chłopaka uwięziona razem z nim w windzie.
- To.. Mój narzeczony. – mruknęłam cicho.
- Chyba jest od Ciebie trochę starszy, co? – czułam jego oddech na swoich włosach.
- Tak.. Troszkę. Jego rodzina ma dziwne zwyczaje.. – mruknęłam lekko niezadowolona.
- Co jest? – zadał pytanie swoim opiekuńczym tonem.
- Uhh.. Nic. Po prostu.. Są naprawdę dziwni. – skrzywiłam się.
- Dlaczego? – brał głębokie wdechy.
- Choć jest dorosły.. Nie pozwalają mu na stosunek przed ślubem. Myślisz dlaczego mamy oddzielne pokoje? Bo nie może nawet ze mną spać w jednym łóżku.. To popieprzone. – mruknęłam zniesmaczona.
- No wiesz.. Moi rodzice nie mają nic przeciwko, wobec seksu przed ślubem. – zaśmiał się.
- Sugerujesz coś? – zaczęłam się śmiać, a on razem ze mną.
- To czyli jesteś dziewicą? – czułam, że moje policzki są rozpalone.
- Em.. – skrzywiłam się lekko. – Tak.
- Nie ma się czego wstydzić.. To dobrze. – zakładam, że się uśmiecha.
Czy ja właśnie temu człowiekowi powiedziałam, że jestem dziewicą? Naprawdę nie umiem trzymać języka za zębami, zawsze muszę coś komuś wygadać.
- W sumie tak. – mruknęłam, chcąc zmienić temat. – Miewam ostatnio dziwne sny.
Poczułam jak chłopak spina mięśnie i bierze bardzo głęboki oddech.
- Coś się stało? – zwilżyłam językiem usta.
- Mogę Ci coś powiedzieć? – spytał z lekkim przejęciem w głosie.
- Pewnie. Śmiało. – powiedziałam bardzo łagodnie.
- Co do snów.. Ostatnimi czasy.. Uhh.. Śnisz mi się często. – wypuścił powietrze, które najwidoczniej trzymał w sobie.
Zachłysnęłam się swoją śliną. Jak?! Przecież.. To niemożliwe.
Justin od razu zaczął panikować i lekko walić mnie w plecy.
- Już.. Już dobrze. – wciągnęłam powietrze i uspokoiłam się.
- To dobrze. – odetchnął z ulgą.
Zbliżyłam usta do jego ucha.
- Ty też mi się śnisz. – szepnęłam, a światełko w windzie się zapaliło.

~*~
BARDZO PRZEPRASZAM.
Głupio mi cholernie z tego powodu. Wiem, jestem głupia i nie umiem.. Po prostu jest mi trudno. Nie umiem dodawać czegoś na czas, ale postaram się. NAPRAWDĘ POSTARAM SIĘ DODAWAĆ COŚ CO OKOŁO 2 TYGODNIE.
Chciałabym. SERIOSERIO.
Mam nadzieję, że coś tu się dzieje.. Że spodoba Wam się ten rozdział.
Dziękuję, że ktoś tu ze mną jest i to czyta.. Głównie są to moi przyjaciele, ale cóż.. Kocham ich i dziękuję, że podtrzymują mnie na duchu <3.
I BARDZO DZIĘKUJĘ ZA 6-7 KOMENTARZY POD WCZEŚNIEJSZYM ROZDZIAŁEM! Mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Liczę na Was <3.
Jeżeli chcecie być poinformowane to piszcie, albo numer GG w komentarzu, albo nazwę TT. Jak Wam wygodniej ;))

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 1

                Ryan właśnie zaproponował mi wyjazd na Hawaje. Bez zastanowienia zgodziłam się, ponieważ uwielbiam podróże, jak i również poznawanie nowych miejsc.
Wyszłam właśnie przed dom, a za mną szedł Ryan z moimi walizkami.
- No kotku, zapowiada się ciekawie. – zaśmiałam się widząc go tyrającego się z moimi bagażami.
- Jasne. – mruknął pod nosem, stawiając moje torby przy taksówce. Po chwili kierowca włożył moje rzeczy do bagażnika.
Ryan oparł się o pojazd, a ja podeszłam do niego i objęłam go ramionami w pasie. Spojrzałam mu w oczy i ciepło się uśmiechnęłam. Cmoknął mój nos.
- Skarbie muszę iść po swoją walizkę. – mruknął.
- Oh, no tak. – zachichotałam i odsunęłam się od niego.
Wsiadłam do taksówki, a po chwili Ryan już siedział obok mnie.
- Zamknąłeś dom? – upewniałam się.
- Tak zamknąłem. – zaśmiał się. – A nawet jeżeli to rodzice będą przyjeżdżać i się nim opiekować.
W końcu wyjeżdżamy na całe wakacje. Ciekawa jestem czy mi się znudzi..
- Okay. – skinęłam głową, zapinając pasy.
- Więc gdzie jedziemy? – odwrócił się do nas taksówkarz.
- Na lotnisko. – Ryan spojrzał na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam wygodnie na moim siedzeniu.
Mój narzeczony położył mi rękę na kolanie i lekko gładził je kciukiem. Zanim się obejrzałam byliśmy już na lotnisku. Kierowca pomógł nieść nam bagaże. Razem z Ryanem przeszliśmy przez odprawę i po chwili siedzieliśmy już w samolocie.
- Cholera.. Ryan siedzimy przy skrzydle, boję się.. – mruknęłam z grymasem na twarzy.
- Co? Czemu? – spojrzał na mnie zdezorientowany.
- Przy skrzydle najbardziej czuć turbulencje. – zagryzłam nerwowo wargę.
- Będzie dobrze. – uśmiechnął się pocieszająco, więc postanowiłam się wygodnie rozłożyć na swoim fotelu.
Po dłuższej chwili zapadłam w sen.

Cichym krokiem zeszłam z mojego miękkiego i jakże wygodnego łóżka. Poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Namydliłam swoje ciało czekoladowym żelem, po czym spłukałam pianę. Osuszyłam ciało białym ręcznikiem i nałożyłam czystą bieliznę. Wyszłam z łazienki kierując się do szafy, z której wyjęłam zwiewną, białą sukienkę w czarne kropki. Związałam włosy w kucyk z tyłu głowy i przejrzałam się w lustrze. Chwyciłam za eyeliner i zrobiłam delikatnie kreski, po czym przeleciałam rzęsy tuszem. Pomalowałam usta błyszczykiem, założyłam czarne szpilki  i wyszłam z mojego hotelowego pokoju, idąc do hallu. On już tam na mnie czekał. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i podałam mu rękę. Chwycił ją i ruszył ze mną do wyjścia. Otworzył mi drzwi od swojego pojazdu i poczekał chwilę, aż wsiądę. Gdy usiadłam wygodnie na miejscu pasażera, chłopak wsiadł do samochodu z drugiej strony i odpalił silnik.
- Gdzie mnie zabierasz? – spytałam z lekkim uśmiechem na twarzy patrząc na niego.
Spojrzał mi w oczy. Jejku te czekoladowe oczy. Boże zabij mnie. Uśmiechnął się szeroko.
- Zabieram Cię na śniadanie, skarbie. – powiedział swoim łagodnym, anielskim głosem.
Nie pytając o więcej szczegółów spojrzałam na drogę.
Po chwili zatrzymaliśmy się przy jakiejś kawiarence. Chłopak szybko wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi, łapiąc moją dłoń. Oplótł mnie ręką w pasie i ruszyliśmy do stolika. Szatyn zamówił nam naleśniki z czekoladą i lodami śmietankowymi. Siedzieliśmy przy kwadratowym stoliku. On siedział obok mnie. Położył rękę na moim udzie i lekko ruszał nią w górę i dół. Położyłam dłoń na jego i ją zatrzymałam. Spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- No co? –spytałam oburzona.
- Nic. Jesteś taka słodka jak się złościsz. – zachichotał i położył dłonie na swoich kolanach.
Niedługą chwilę później dostaliśmy naleśniki. Zauważyłam, że chłopak ma na nadgarstku złotą bransoletę, a na niej zawieszony mały, złoty kluczyk.
Po skończonym śniadaniu chłopak zabrał mnie na spacer. Spacerowaliśmy za rękę długi czas, aż doszliśmy do pewnego miejsca, gdzie stał fortepian. Czekoladowooki usiadł na krzesełku i zaczął grać jakąś melodię. Słuchałam jego anielskiego głosu z zamyśleniem na twarzy. Wsłuchiwałam się w piękne słowa piosenki.
Gdy skończył grać, wstał i podszedł do mnie. Oplótł ramionami moją talię i miał swoje usta kilka milimetrów od moich, lekko się do niego zbliżyłam i--

- Marina wstawaj. – poczułam jak ktoś delikatnie szarpie moje ramię.
- Huh? – przetarłam oczy rękoma i się rozprostowałam.
- Już jesteśmy. – uśmiechnął się do mnie Ryan i pocałował mnie w czoło.
Rozpięłam pasy i wysiedliśmy z samolotu kierując się po nasze bagaże. Kierowca taksówki już na nas czekał. Powkładaliśmy walizki i torby do bagażnika i już po chwili byliśmy pod hotelem. Wysiadłam z pojazdu i szeroko otworzyłam oczy. Jest tu tak pięknie. Hotel tuż nad oceanem. Aż łezka zakręciła mi się w oku. Jestem naprawdę wielką szczęściarą, trafiając na takiego gościa jak Ryan.
Brunet podszedł do mnie od tyłu i oplótł ramiona wokół mojego pasa.
- Podoba się? – mruknął mi do ucha.
- Bardzo. – szepnęłam i odwróciłam się do niego przodem. Uśmiechnęłam się, patrząc w jego oczy.
- Chodź wejdziemy do środka. – złapał mnie za rękę i podprowadził do bagaży.
Wzięłam dwie torby, a resztę wziął mój narzeczony. Gdy weszliśmy do hallu od razu otoczył nas personel zabierając nam wszystkie walizki. Z tego co wiem, to Ryan zrobił tu wcześniej rezerwację, więc zanieśli nam bagaże do pokoi. Niestety ja i Ryan nie możemy spać w jednym łóżku.. Cóż, jego rodzice nie pozwalają na spanie w jednym łóżku przed ślubem, więc pewnie będę musiała mieć oddzielny pokój.
- Idziemy oglądnąć pokoje? – uśmiechnął się do mnie i zgiął ramię, bym mogła włożyć tam rękę. Weszliśmy do windy i Ryan wcisnął guzik, przy którym widniał napis „5 piętro”. Gdy usłyszeliśmy melodyjny dźwięk, wyszliśmy z windy. Młody mężczyzna podprowadził mnie pod pokój z numer 212.
- No więc tu jest Twój pokoik. – skrzywił się lekko.
- A Twój gdzie jest? – uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Na drugim końcu korytarza. – jęknął niezadowolony.
Zrobiłam zniesmaczoną minę.
- Damy radę. – zachichotałam, a on od razu się rozpromienił.
- Za chwilę ktoś powinien donieść Ci bagaże.
- Okay. – uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w usta.
- To idę sprawdzić swój pokój. – zaśmiał się i wręczył mi kartę od mojego pokoju.
- Dzięki. – wzięłam od niego kartkę i weszłam do swojego pokoju.
Zamknęłam za sobą drzwi i odwróciłam się do wnętrza. Był ogromny. Ściany były koloru białego, zaś różne dodatki, zasłony, czy pościel były czerwone. Zaciekawiona co jest za drzwiami weszłam do środka. Była to pięknie zrobiona w ciemnych kolorach łazienka. Wróciłam do pokoju i zauważyłam, że mam również drzwi , które prowadzą na balkon. Widok był po prostu niebiański. Piękne niebieskie niebo graniczące z ciemną taflą oceanu. Do tego oszałamiający zachód słońca. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam tak pięknego krajobrazu.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju, więc od razu weszłam do środka, zamykając za sobą drwi balkonowe. Wszedł jakiś chłopak zasłaniający prawie siebie całego przez moje torby i walizki.
Zaśmiałam się i podeszłam do niego zabierając od niego walizkę. Odłożyłam ją  i zdjęłam torbę, która odsłoniła jego twarz. O cholera to on. Chłopak ze snów. Nie wierzę w to co widzę. Domyślam się jaką miałam teraz minę, więc postanowiłam to zamaskować i się do niego zwyczajnie uśmiechnęłam.
- Dzięki za przyniesienie bagażu. – uśmiechnęłam się lekko pocierając dłonią  drugie ramię.
- Nie ma za co. – puścił mi oczko.
Boże ratuj mnie. Umieram.
Gdy zaczął wycofywać się z mojego pokoju ostatni raz na mnie spojrzał z blaskiem w oczach i wyszedł z pomieszczenia zamykając za sobą drzwi.
Stałam na środku pokoju patrząc na drzwi jak wryta. Nie wierzę, że coś takiego się właśnie zdarzyło.
~*~
Ogromnie przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale.. w sumie i tak pewnie nikt tego nie czyta, więc nie mam nic do stracenia. Rozdział wyszedł, jak wyszedł, czyli porażka. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział, ale znając moje chęci to nieszybko.

wtorek, 30 lipca 2013

Prolog.

Piękny sobotni wieczór. Na gwieździstym niebie widniał jasny księżyc w pełni. Wsiadłam do czarnego, zgrabnego kabrioletu Ryana, po czym chłopak od razu pocałował mnie w policzek i zlustrował wzrokiem. Miałam na sobie czarną sukienkę opinającą moje ciało i do tego krwisto-czerwonego koloru wysokie szpilki. W ręku widniała tego samego koloru co szpilki kopertówka. Włosy miałam puszczone luźno. Z natury mam proste włosy, więc postanowiłam je podkręcić. Do całego zestawu zrobiłam lekki makijaż.
- Aż tak źle? – spojrzałam na swoje ciało.
- Aż tak wspaniale. – poprawił mnie, patrząc na mnie z niedowierzaniem na moje słowa. Cicho zachichotałam.
- Dziękuję. – szepnęłam. – Too.. Gdzie mnie zabierasz? – spojrzałam na niego. Miał mnie dzisiaj zabrać na kolację.. Hmm.. Jestem ciekawa co takiego znów wymyślił. Zawsze miał świetne pomysły.
- Niespodzianka, kotku. – powiedział ruszając z miejsca.
- Oj no weź.. Nienawidzę niespodzianek i bardzo dobrze to wiesz. – mruknęłam przytulając się do okna.
Nie odpowiedział na moje słowa. Spojrzałam na niego zaciekawiona jego reakcją. Siedział z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Co Ty tak się szczerzysz? Zaczynam się bać… - powiedziałam z uniesioną prawą brwią do góry.
- Moim zdaniem to powinnaś się cieszyć. – zachichotał i położył dłoń na moim kolanie. – Kochanie, naprawdę nie ma co się bać.
- Tak, tak. – mruknęłam pod nosem, odwracając wzrok na widok za moim oknem.
Jedziemy do portu.. Co?
- Ryan.. Czy mi się wydaje, czy zabierasz mnie gdzieś na wodę? – powiedziałam lekko wystraszonym głosem. Nienawidzę statków. Nie wiem dlaczego, ale zawsze bałam się, że zatonie.. Weź się w garść Marina.
- Shhh.. – zaczął masować moje kolano.
- Hej! Przecież wiesz, że mam chorobę morską! – wyrzuciłam ręce w górę.
- Nie masz, skarbie. Wiem to idealnie. – zachichotał pod nosem, kładąc dłoń na gałce zmiany biegów.
- Za dobrze mnie znasz. – burknęłam, tak, żeby tego nie słyszał. – Ale wiesz, że boję się statków, prawda?
- Trzeba to w końcu przełamać. – zaciągnął hamulec ręczny i wyjął kluczyki ze stacyjki. – Gotowa? – spytał cichym głosem, spoglądając na mnie łagodnie.
- Chyba jeszcze nie.. – szepnęłam.
- To powiedz kiedy będziesz… - wysiadł z samochodu i zapalił papierosa. Cholera. Przecież on pali tylko wtedy, gdy jest zdenerwowany. Naprawdę zaczynam się bać.
Gdy spalił papierosa, podszedł od strony moich drzwi, po czym powoli je otworzył. – Gotowa, kochanie?
- Ym… Myślę, że chyba tak.. – powiedziałam, machając twierdząco głową. Przełknęłam głośno ślinę.
Brunet złapał mnie za rękę i pomógł wysiąść z pojazdu. Stanęłam na betonowej ziemi poprawiając moją sukienkę.
- No to zapraszam. – uśmiechnął się i zgiął ramię, bym mogła wsadzić tam dłoń.
Drugą ręką nerwowo poprawiłam moje idealnie ułożone włosy. Ryan zaprowadził mnie do pięknie ozdobionego stoliku. Odsunął krzesło, tak abym mogła usiąść. Poprawiłam moją sukienkę ponownie i usiadłam. On dosiadł się obok mnie przy okrągłym stoliku. Po chwili zjawił się kelner i podał nam karty menu.
- Co zamawiasz, skarbie? – spytał, spoglądając na mnie spod jego karty.
- Hmm.. Może poproszę.. Jakąś sałatkę.. – rozmyśliłam się, spoglądając na menu.
Jestem wegetarianką, więc nie wypadałoby brać mięsa, o nie..
Gdy już zjedliśmy nasz posiłek Ryan wstał, podszedł do mnie i złapał mnie za rękę, po czym uklęknął przede mną. Nie wiedziałam co mam robić, więc wstałam z miejsca i stałam przed nim. On wyciągnął z kieszeni swojej marynarki czerwone pudełeczko. Oczy mi się momentalnie zaszkliły i nie mogłam nic powiedzieć, nogi się pode mną uginały.
- Marina.. Wyjdziesz za mnie? – otworzył pudełko, a moim oczom ukazał się piękny, srebrny pierścionek z kilkoma diamencikami.
Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa, a łzy zaczęły płynąć po moich bladoróżowych policzkach. Zakładam, że się mocno rozmazałam i wyglądam teraz odstraszająco.. – T-tak. – wyjąkałam.
Ryan wstał i od razu się do mnie przytulił. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, a on założył mi pierścionek na serdecznym palcu lewej ręki. Wzięłam jego twarz w dłonie i zaczęłam delikatnie całować jego usta, a wszyscy wokół zaczęli klaskać nam brawo.

Od tamtej pory śni mi się on..
~*~
Okay, nie mogłam się doczekać, więc wstawiłam prolog tego samego dnia ;p. Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam na aska.

Bohaterowie.

Marina McKinley (22 lata)

















Ryan Kennedy (25 lat)

















Justin Bieber (23 lata)